Hot Guys Making Out po raz drugi

hgmo

Wczo­raj gra­łam po raz dru­gi w Hot Guys Making Out, grę Bena Leh­ma­na. W maju recen­zo­wa­łam ją tutaj na blo­gu, tym razem mia­łam oka­zję zagrać we czwór­kę, w dwie pary. Waż­ne: po raz pierw­szy gra­li­śmy w tym skła­dzie. Przed sesją wszy­scy przy­naj­mniej pobież­nie zapo­zna­li się z pod­ręcz­ni­kiem, ja (jak zwy­kle z auto­ma­tu mode­ro­wa­łam roz­gryw­kę) przy­po­mnia­łam jesz­cze zasa­dy. Gra­li­śmy przez Sky­pe, do kart uży­wa­li­śmy pro­gra­mu djo­ker (w tej chwi­li w fazie alfa).

gra

Sto­sun­ko­wo łatwo było two­rzyć kolej­ne sce­ny, tym bar­dziej że wspól­nie. Mia­łam wra­że­nie, że krad­nę spo­tli­ght, nie wiem, czy każ­dy miał wystar­cza­ją­co cza­su ante­no­we­go, moż­li­we, że K. miał tro­chę mniej wkła­du.

Jako pierw­sze zagro­że­nie dla związ­ku Hono­re i Gon­sa­lvo autor pro­po­nu­je zazdrość Marii o Gon­sa­lvo. O ile w grze dwu­oso­bo­wej nie mie­li­śmy z tym pro­ble­mów, o tyle gdy w grze jeden z gra­czy gra Marią, mia­łam opo­ry przed wyko­rzy­sty­wa­niem tej posta­ci jako zagro­że­nia. Gdy­bym powie­dzia­ła, że np. Maria patrzy, myśli czy coś robi, to tro­chę tak, jak­bym przej­mo­wa­ła postać R. Pod­czas gry w takich wypad­kach sta­ra­łam się dopytać/ zorien­to­wać się, czy R. zga­dza się na takie wyko­rzy­sta­nie posta­ci Marii (nie wiem, czy „jego posta­ci” jest tu odpo­wied­nie), ale sła­bo to wycho­dzi­ło.

Posta­cie wspie­ra­ją­ce, czy­li Maria i Oli­vier, powin­ny teo­re­tycz­nie poma­gać głów­ne­mu tan­de­mo­wi Seme i Uke. W prak­ty­ce gra­cze oprócz tymi posta­cia­mi mogą odgry­wać inne posta­cie nie­za­leż­ne (R. okre­ślił to, że są MG), ale chy­ba nie było to zbyt atrak­cyj­ne. Po grze widzia­łam, że R. i K. chęt­niej paso­wa­li (odrzu­ca­li kar­ty), żeby wpro­wa­dzić do gry ele­ment zwią­za­ny z oto­cze­niem (i nie­po­wią­za­ny z posta­cią), tutaj K. dodał np. obraz na ścia­nie przed­sta­wia­ją­cy mło­de­go Hono­re i ojca Gon­sa­lvo w brat­nim uści­sku. Wyda­je mi się, że wspie­ra­ją­cy gra­cze mają mniej zaba­wy z gry.

Odrzu­ca­nie kart — przy czte­rech oso­bach koń­cze­nie sce­ny szło powo­li.  Musie­li­śmy się nauczyć, że jeśli tro­je gra­czy będzie paso­wać, a jed­na oso­ba dogry­wać kolej­ne kar­ty, co może się zda­rzyć, sce­na będzie się prze­cią­gać. Dodat­ko­wo przy dru­gim lub trze­cim pasie pod rząd doda­wa­ne ele­men­ty oto­cze­nia były mniej inte­re­su­ją­ce, cza­sa­mi naszym ele­men­tem była „zna­czą­ca cisza” (jak mówi pod­ręcz­nik: „ten­se silen­ce is always appro­pia­te”), cza­sem w gło­sie gracza/graczki było sły­chać lek­ką fru­stra­cję.

Pod­czas gry tro­chę iry­tu­ją­ce było ocze­ki­wa­nie na Wale­ty (Gon­sa­lvo) i Kró­le (Hono­re), Damy (Maria) czy Joke­ry (Oli­vier), przy 54‐kartowej talii szan­se na dobra­nie swo­jej kar­ty nie są zbyt wiel­kie, szcze­gól­nie dla Oli­vie­ra. Powią­za­nie mię­dzy Chwi­lą Namięt­no­ści a zmniej­sza­niem Zagro­że­nia nie wyda­wa­ło się nam też zbyt jasne. O ile Gon­sa­lvo i Hono­re mają szan­sę na odmien­ne zacho­wa­nie dzię­ki kie­rom, to wspie­ra­ją­ce posta­cie nie mają tych dodat­ko­wych moż­li­wo­ści, a ich akcje wspar­cia są mniej atrak­cyj­ne (K. ład­nie przed­sta­wił jak Oli­vier bie­rze za ramię Marię i tłu­ma­czy jej, że ona nigdy nie będzie w zakre­sie zain­te­re­so­wań pana Hono­re).

Pod­czas gry bra­ko­wa­ło mi wie­dzy na temat yaoi, podej­rze­wam, że pozo­sta­li odno­si­li się nie­co do jakichś klisz, a ja nie zawsze te odnie­sie­nia widzia­łam. Romans zro­bił się nam w każ­dym razie prze­słod­ki (policz­ki mnie roz­bo­la­ły ze śmie­chu).

Bra­ko­wa­ło mi w pod­ręcz­ni­ku porad/procedur, w jaki spo­sób grać w tę grę. Dokła­da­nie kart Zagro­że­nia, a póź­niej zdej­mo­wa­nie ich pod­czas gry wyda­wa­ło mi się jakieś takie arbi­tral­ne (szcze­gól­nie zasa­da, że moż­na zdjąć „ade­kwat­ną” licz­bę kart Zagro­że­nia). Wyda­je mi się, że jeśli ma się tech­ni­ki pro­wa­dze­nia nar­ra­cji (i/lub odnie­sie­nia z yaoi), to się będzie dobrze w to gra­ło. Gene­ral­nie po tej sesji nie jestem do gry tak entu­zja­stycz­nie nasta­wio­na (mam wra­że­nie, że jest tro­chę nie­do­te­sto­wa­na), acz­kol­wiek nadal uwa­żam, że jest przy­jem­na.

skype

Gra­li­śmy na sky­pe. Nie mie­li­śmy żad­nych pro­ble­mów tech­nicz­nych. War­to jed­nak zauwa­żyć, że kie­dy nie widać wyra­zu twa­rzy czy gestów, to mnó­stwo infor­ma­cji trze­ba powie­dzieć wprost (np. nazwać po imie­niu oso­bę, któ­rej kolej, powie­dzieć, że się odcho­dzi na moment, dodać choć­by „aha” na potwier­dze­nie), nie widać też reak­cji na czyjś opis, czy­jąś akcję (a w sytu­acji gdy się nie zna­li­śmy, to bar­dziej kło­po­tli­we). Dawa­nie szyb­kie­go feed­bac­ku („faj­ne!”, „aha”, „roz­wiń”) przy takim gra­niu jest infor­ma­cyj­ne, gra­nie przez komu­ni­ka­tor wymu­sza też dys­cy­pli­nę słu­cha­nia innych, waż­niej­sze niż zwy­kle jest nie­prze­krzy­ki­wa­nie się, zamilk­nię­cie, gdy ktoś inny mówi.

djoker

Korzy­sta­li­śmy z pro­gra­mu djo­ker. Za jego pomo­cą moż­na przy­go­to­wać talię, prze­su­wać kar­ty, nada się do Mur­de­ro­us Ghosts i podob­nych gier. Bra­ku­je jesz­cze pew­nych moż­li­wo­ści (np. prze­sta­wia­nia więk­szej gru­py kart), ale już teraz jest funk­cjo­nal­ny. Jeże­li prze­te­stu­je­cie, prze­ślij­cie feed­back auto­ro­wi.

PS. Beam­hit napi­sał o tej grze ze swo­jej per­spek­ty­wy. I war­to go prze­czy­tać.

 

Copyright © 2019. Powered by WordPress & Romangie Theme.