Karczmy i zajazdy — kilka pomysłów

Karcz­ma pro­wa­dzo­na przez dwóch najem­ni­ków, któ­rzy pozna­li się w trak­cie kam­pa­nii i posta­no­wi­li zało­żyć inte­res życia. Miej­sce jest bar­dzo popu­lar­ne wśród straż­ni­ków miej­skich i osób para­ją­cych się żoł­nier­ką, gdyż para chęt­nie obni­ża ceny wszel­kim woj­sko­wym. Bla­dym świ­tem budzi gości szczęk orę­ża – nadzy i błysz­czą­cy od oli­wy tre­nu­ją, prze­rzu­ca­jąc się żar­to­bli­wie wul­gar­ny­mi docin­ka­mi.

Obe­rża przy­klasz­tor­na. Aro­ma­tycz­ne jedze­nie poda­je tu weso­ła gospo­dy­ni, któ­ra nie wyzna­je się zbyt­nio na finan­sach. Siwo­bro­dzi kapła­ni jedzą przy wspól­nym sto­le ze wszyst­ki­mi. Zacho­wu­ją ślu­by mil­cze­nia, w pal­cach prze­su­wa­jąc kora­li­ki z wyry­ty­mi na nich modli­twa­mi – proś­ba­mi do nie­zna­nych bogów.

Gospo­da nie­śmier­tel­ne­go elfa i sta­rej kobie­ty. Wciąż co noc upra­wia­ją seks (co sły­chać). Elf naga­bu­je poszu­ki­wa­czy przy­gód, żeby przy­wieź­li dla niej gdzieś z dale­ka egzo­tycz­ne zio­ła i skład­ni­ki do maści na uję­cie bólu jej powy­krzy­wia­ne­mu artre­ty­zmem cia­ła.

Auste­ria pro­wa­dzo­na przez wdo­wy. Wędrow­ców wita zapach świe­że­go chle­ba, a w dzień świą­tecz­ny cia­sta droż­dżo­we­go. Na brze­gu rze­ki ran­kiem kobie­ty pio­rą ubra­nia gości, śpie­wa­jąc przy tym rado­śnie, wie­czo­rem gotu­ją kąpiel. Za dodat­ko­wą opła­tą możesz wyża­lić się i wypła­kać jed­nej z karcz­ma­rek, a ona przy­tu­li cię jak mat­ka i wszyst­ko zro­zu­mie.

Zajazd na roz­sta­ju dróg pro­wa­dzo­ny przez mło­de­go chłopca‐kapłankę ogni­ska domo­we­go. Miej­sce jest zara­zem świą­ty­nią. Więk­szość gości wie, że wsz­czę­cie bur­dy skut­ku­je obu­dze­niem boskie­go gnie­wu – i że wów­czas kapłan­ka nie panu­je ani nad swo­im cia­łem, ani nad swo­ją mocą.

Wpis jest odpo­wie­dzią na wyszu­ki­wa­ną fra­zę „bar­ba­rzyń­scy wojow­ni­cy wal­czą­cy nago”.

Dzię­ku­ję miłej mi oso­bie za wspar­cie i kil­ka pomy­słów.

Komentarze: 5

Komentarze są wyłączone.

W 1. najemnicy‐karczmarze są… dziw­ni (przy­naj­mniej w realistyczno‐poważnej kon­wen­cji). Jeśli­by cho­dzi­ło­by im o tre­ning, to nie musie­li by się nacie­rać oli­wą — z oli­wą cho­dzi­ło bodaj o to, żeby poka­zy­wać widow­ni na olim­pia­dach musku­la­tu­rę zawod­ni­ków. Zresz­tą, kur­czę, oli­wa jest dro­ga. A jeśli cho­dzi o to, że lubią oglą­dać się nawza­jem naoli­wio­nych i nago i mają fetysz na bicie się, to robią się z nich eks­hi­bi­cjo­ni­ści — po kie­go upra­wiać odpo­wied­nik sek­su na oczach gości?

(a domyśl­ny rodzaj męski w języ­ku pol­skim zasu­ge­ro­wał mi, że jeden z najem­ni­ków jest kobie­tą. Wyda­je mi się, że tak też może dzia­łać i też może być cie­ka­wie)

2 i 3 świet­ne i wycho­dzą­ce poza kli­sze z fan­ta­sy.

4 — kupo­wa­nie sto­sun­ków mię­dzy­ludz­kich za pie­nią­dze brzmi jak pro­sty­tu­cja IMO. W każ­dym razie pomysł mógł­by być dobry do Pla­ne­sca­pe, Vorn­he­imu czy innych dzi­wacz­nych set­tin­gów.

5. Cie­ka­wi mnie Twój wybór słow­nic­twa: chłopiec‐kapłanka. Czy mia­łaś na myśli to, że kult ogni­ska domo­we­go ma pra­wie wyłącz­nie kobiety‐kapłanki i dla­te­go w świe­cie gry zwy­cza­jo­wo nazy­wa się wszyst­kich przed­sta­wi­cie­li kul­tu kapłan­ka­mi? Czy mia­łaś jakąś inną moty­wa­cję?

Pozdra­wiam!

    Przy opi­sy­wa­niu swo­ich pomy­słów sta­ram się bar­dzo uważ­nie dobie­rać słów, żeby nie tyl­ko wyra­ża­ły to, co chcę powie­dzieć, ale też otwie­ra­ły czy­tel­ni­ka na dal­sze sko­ja­rze­nia, pomy­sły i roz­wi­nię­cie bazo­wej idei. Z two­jej wypo­wie­dzi wnio­sku­ję, że na razie mi się to uda­je:)

    Poszu­ku­ję innych spo­so­bów opi­su i uru­cho­mie­nia innych ele­men­tów (np. cia­ło, seks, rela­cje sek­su­al­ne i rodzin­ne, płeć) i szu­kam nie­zwy­kło­ści w tym co zwy­kłe.

    1 — a co, jeśli nagość nie była­by odbie­ra­na tak bar­dzo sek­su­al­nie jak współ­cze­śnie w naszej kul­tu­rze?
    W przy­pad­ku 4 — nie patrzy­łam na to jako na pro­sty­tu­cję, ale może to być tak ode­bra­ne i roz­wi­nię­te (raczej jak na tera­pię). Co do 5 — raczej jak w przy­pad­ku podej­ścia (w 7th Sea tak jest, za rze­czy­wi­sto­ścią), że mamy kapła­nów. Kapła­na­mi są też kobie­ty (ale nie nazy­wa się ich kapłan­ka­mi). Więc tak jak mówisz. Ale moż­na to inter­pre­to­wać też, że chło­pak jest wyjąt­ko­wy (nor­mal­nie kapłan­ka­mi są tyl­ko kobie­ty, on jest kapłan­ką tyl­ko dla­te­go, że boskość go sobie wybra­ła).

    Cie­szę się, że pomy­sły są inspi­ru­ją­ce, dzię­ku­ję za sło­wa uzna­nia.

1 — jeśli nagość nie jest odbie­ra­na sek­su­al­nie, to oli­wa i tak jest dziw­na. Chy­ba że — kre­atyw­nie inter­pre­tu­jąc — to są najem­ni­cy wyzna­ją­cy kodeks wojow­ni­ka, sztu­ka wal­ki jest dla nich czymś świę­tym (łącz­nie z wyzwi­ska­mi), i dla­te­go sta­ra­ją się jak naj­le­piej pre­zen­to­wać pod­czas ćwie­czeń. Jestem w sta­nie wyobra­zić sobie samu­ra­jów, tre­nu­ją­cych szer­mier­kę w odświęt­nych, jedwab­nych kimo­nach; oli­wa była­by ich odpo­wied­ni­kiem.

W sumie chy­ba z poło­wa old­scho­olu opie­ra się na takiej kre­atyw­nej inter­pre­ta­cji tego, co napi­sa­li w pod­ręcz­ni­kach pod­sta­wo­wych.

I Najem­ni­cy
Nagość — w set­tin­gu nie wyna­le­zio­no lycry i nagość daje naj­więk­szą swo­bo­dę ruchów, wymia­ne ciepl­ną i nie ocie­ra.

Oliw­ka
 — tech­ni­ka, ćwi­cze­nia mie­sza­ją z zapa­sa­mi, a śli­skość wymu­sza popraw­ność chwy­tu
 — ochron­ne, przed słoń­cem lub uciąż­li­wym robac­twem
 — higie­nicz­ne, zaschnię­tą oli­wę moż­na kul­tu­ral­nie zeskro­bać razem z resz­tą świń­stwa (Gre­cy robi­li podob­nie)
Cena oli­wy zale­ży od poda­ży.

Okrzy­ki bojo­we —  kiai Sza­ra­po­wej

II. Sym­pa­tycz­ne i łatwe do zasto­so­wa­nia.

III. Ja bym poku­sił się o pró­bę doda­nia prób uwiecz­nie­nia kochan­ki, nie­ko­niecz­nie w moral­ny spo­sób.
np co jakiś czas w oko­licz­nym lesie giną mło­de dziew­czy­ny, co zwa­la się na „bestie z dzi­czy”
elf wynaj­mu­je dru­ży­nę by wraz z nim poszli w dzicz po kwia­tek życia albo coś, elf jest nie­bo­ga­ty, a taki kwia­tek moż­na opy­lić za gru­bą for­sę
sta­rusz­ka ma też coś w zana­drzu, może też mani­pu­lu­je elfem, a w razie cze­go może zmor­fo­wać w Bru­xie lub inne paskudz­two.

IV. Brzmi jak… gej­sze, w zna­cze­niu nie han­dlar­ka cia­łem, tyl­ko han­dlerz towa­rzy­stwem zdol­nym speł­nić wszel­kie potrze­by, rów­nież te inte­lek­tu­al­ne albo ducho­we. Cze­sem za swe przy­słu­gi ocze­ku­ją odwza­jem­nie­nia w natu­rze, typu przy­nieść wiel­ki kamień i go pokru­szyć, albo oba­lić sta­rą dre­wut­nie.
Towa­rzy­stwo może mieć też swo­ją wła­sną agen­dę, wła­ści­wie to nawet pozy­tyw­ną, typu przy­gar­nia­nie nie­chcia­nych dzie­cia­ków, czy zna­chor­stwo wsze­la­kie, nawet kul­tu­ro­we.
Ta dzia­łal­ność nie­ko­niecz­nie jest na rękę lokal­ne­mu orga­no­wi wła­dzy, co oczy­wi­ście pro­wa­dzi do kon­flik­tu.
Acz­kol­wiek mam wra­że­nie, że ten sce­na­riusz został już gdzieś uży­ty i to nie jeden raz.

V. Same­mu to może być cięż­ko ogar­nąć całą karcz­mę. Może grup­ka dzie­ciar­ni, noszą­cych się w kli­ma­tach małe­go bud­dy albo innych pada­wa­nów.
Kom­pli­ka­cje — a co jeśli to nie bóstwo. Nie­ko­niecz­nie demo­ny pra­gną­cy krwi dzie­wic, tyl­ko siła któ­ra sobie jest, a ludzi zwy­kle ma pod ogo­nem.

I co by nie być takim paso­ży­tem:
VI. Schro­nie­nie koło cha­ty drwala/leśnika. Leśnik ma syl­wet­kę drwa­la i apa­ry­cję rum­caj­sa, jego żona jest smu­kła jak brzo­za. Mają licz­ne pra­wie doro­słe potom­stwo, któ­re wobec przy­jezd­nych zacho­wu­je się dość pro­wo­ku­ją­co. Jeśli ktoś z BG sko­rzy­sta z oka­zji, obu­dzi się zre­lak­so­wa­ny jak nigdy, jed­nak nie­co osła­bio­ny jak­by mu krwi upu­ści­li. Rów­nież ran­kiem nie zasta­ną drwa­la, za to mnó­stwo niedź­wie­dzich śla­dów w obej­ściu. Za to żad­ne z rodzeń­stwa nie pozo­sta­wia śla­dów w lesie.
Jeśli BG zaba­wią dłu­żej w gości­nie i nawią­żą bliż­szą zna­jo­mość z rodzeń­stwem będa mie­li oka­zje zoba­czyć kil­ka napraw­dę uro­kli­wych miejsc w dzi­czy, może potań­czyć wokół ognisk i wsłu­chać się w szmer liści wiel­kie­go dębu…

VII. Karczma/Chata wyglą­da jak­by nie­daw­no ktoś ją opu­ścił uprzed­nio wysprzą­taw­szy. Mimo to w śpi­żar­ce znaj­dzie się coś dobre­go, co wię­cej na pie­cu pich­ci się cał­kiem ape­tycz­ny gulasz. Sien­ni­ki są czy­ste i zosta­wio­no świe­żą pościel. W głów­nej sie­ni znaj­du­je się też becz­ka z lek­kim piwem. A tak­że zamknię­ta na klucz szka­tuł­ka z wycię­tym otwo­rem wiel­ko­ści mone­ty. Szka­tuł­ka jest dość cięż­ka i brzę­czy.

VIII. Wio­ska dzi­kich. W górach albo ste­pie. Pro­ste, tro­chę nie­wy­god­nie, tubyl­cy wyglą­da­ją jak bar­ba­rzyń­cy szy­ku­ją­cy się do wypra­wy łupież­czej. Są za to gościn­ni. Nawet zapra­sza­ją do wzię­cia udzia­łu w ich świę­cie o enig­ma­tycz­nej nazwie (np Strzy­że). Jest weso­ło, jedze­nie, trun­ki. Choć tru­nek zda­je się mieć nar­ko­tycz­ny doda­tek. Gospo­da­rze dobrze się bawią, śpie­wa­ją, muzy­ku­ją, popi­su­ją spraw­no­ścią. W koń­cu do krą­gu wcho­dzą kolej­no mło­dzi chłop­cy i dziew­czę­ta, skrom­nie odzia­ni za to buj­nie uma­lo­wa­ni, któ­rzy następ­nia w róż­nych kon­fi­gu­ra­cjach sta­cza­ją wir­tu­al­ne wal­ki i zapa­sy. Czę­sto wykrzy­ku­jąc coś w swej mowie. Poda­wa­ne trun­ki wyraź­nie pobu­dza­ją krą­że­nie i pobu­dza­jąć. Z cza­sem film BG się ury­wa. Następ­ne­go dnie gospo­da­rze sa wyraź­nie zado­wo­le­ni z udzia­łu BG w uro­czy­sto­ści, choć nie chcą powie­dzieć co się wła­ści­wie dzia­ło. Dal­sze docie­ka­nia zdra­dzą, że ich kalen­darz nie ma jed­ne­go dnia, wła­śnie dnia strzy­ży. (ten pomysł zra­bo­wa­łem na wikin­ga)

Copyright © 2019. Powered by WordPress & Romangie Theme.