Planszówki, erpegi i polityka

Na nowy rok Simon Pie­cha pozwo­lił zapo­znać się ze swo­ją naj­now­szą  opi­nią o fan­do­mach, więc z mojej stro­ny tro­chę pole­mi­ki. Pisze Noobi­rus mię­dzy inny­mi, że w grach plan­szo­wych (w odróż­nie­niu od erpe­gów czy gier wideo) „nie ma miej­sca na poli­ty­kę, ide­olo­gię czy dra­my, ponie­waż […] co mie­siąc jest coś nowe­go do wypró­bo­wa­nia, a samo medium plan­szó­wek nie nada­je się za bar­dzo do cze­go­kol­wiek inne­go niż po pro­stu sprze­da­wa­niu plan­szó­wek i testo­wa­niu nowych mecha­nik czy też roz­wią­zań”.  I call bul­l­shit.

1. Kie­dy swe­go cza­su gra­łam w go, wyglą­da­ło to mniej wię­cej tak, jak mówi Noobi­rus. Nie było poli­ty­ki i wszy­scy gra­li­śmy w jed­ną grę, wszy­scy uczy­li­śmy się tej samej gry. Był pewien etos i ety­kie­ta gry: uczysz słab­szych, wyma­gasz od sie­bie, a „one­ga­ishi­mas” na począt­ku gry to zarów­no powi­ta­nie jak i „prze­ciw­ni­ku, ucz mnie”. Nie było poli­ty­ki i ide­olo­gii?

Była, oczy­wi­ście, że była. Widać było w tym, jakie tur­nie­je są pro­mo­wa­ne (Mistrzo­stwa Junio­rów), a jakie nie­ko­niecz­nie (Mistrzo­stwa Kobiet). Była w tym, na co szły pie­nią­dze.

2. Ale poli­ty­ka jest w plan­szów­kach zamknię­ta w mecha­ni­kach i roz­wią­za­niach. Takie Mono­po­ly jest topo­wym przy­kła­dem na grę, któ­ra wychwa­la kapi­ta­lizm w sty­lu im jesteś bogat­szy tym jesteś bogat­szy.  Para­dok­sal­nie ta gra zosta­ła pier­wot­nie stwo­rzo­na (pod tytu­łem Lan­dlords Game) przez  Eli­za­beth Magie, by w pro­sty spo­sób poka­zać, jak dzię­ki posia­da­niu zie­mi boga­ci sta­ją się coraz bogat­si, a najem­cy bied­nie­ją. Temat i mecha­ni­ka w zasa­dzie ta sama, ale fluff wska­zu­je, jakie jest „wła­ści­we” podej­ście do roz­war­stwie­nia spo­łecz­ne­go i komu mamy kibi­co­wać.

Z kolei zdo­by­wa­nie księż­nicz­ki w Liście miło­snym to stal­king. Fluff gry mówi, że księż­nicz­ka jest w roz­pa­czy, i dla­te­go odcię­ła się od zalot­ni­ków, a zada­niem gra­cza jest zna­le­zie­nie odpo­wied­nich sojusz­ni­ków, by poko­nać jej opo­ry. Księż­nicz­ka mecha­nicz­nie rów­nież nie chce widzieć zalot­ni­ków (Zagra­nie kar­ty księż­nicz­ki — czy­li prze­ka­za­nie listu bez pośred­ni­ka — to auto­ma­tycz­na prze­gra­na run­dy), cho­ciaż tekst zasad pró­bu­je to tłu­ma­czyć „nikłym poję­ciem o spra­wach ser­co­wych”. (Listu miło­sne­go jest kil­ka wer­sji, w tej połą­cze­nie takiej fik­cji z taką mecha­ni­ką daje nie­ste­ty taki efekt).

prEle­men­ty gry nio­są swo­je zna­cze­nia. Brą­zo­we toke­ny „kolo­ni­stów” (s.35, przy­pis 2) w Puer­to Rico to nie­wol­ni­cy na plan­ta­cjach (łatwe to do zauwa­że­nia widocz­ne dla osób, któ­rych to doty­czy). I googlo­wa­nie na szyb­ko wska­zu­je, że jest to czę­ste i oczy­wi­ste sko­ja­rze­nie (nie­za­leż­nie od tego, czy mecha­nicz­nie gra się podo­ba — jak w zalin­ko­wa­nym poście).

PupileAlbo tacy Pupi­le Pod­zie­mi: brzmi jak kpi­na z zakła­da­nia jed­no­oso­bo­wej dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej i tego, że teraz jest jesz­cze gorzej — tak, teraz zaj­mu­jesz się sprzą­ta­niem gów­na, dosłow­nie. Tak, do tego słu­żą sracz­ko­wa­te kostecz­ki 😉 Tak, ta gra nabi­ja się też z wypie­ra­nia, że nie­któ­re zasa­dy ozna­cza­ją co inne­go, niż się wyda­je.

Tak, Noobi­ru­sie, to tyl­ko taka zasa­da: zwie­rzę­ta wyjeż­dża­ją na lep­sze życie na wsi, a toke­ny w Puer­to Rico nie­ide­olo­gicz­nie są brą­zo­we. lol, nope.

3. W jed­nym Noobi­rus ma rację. W przy­pad­ku erpe­gów dys­ku­sje o poli­ty­ce są trud­niej­sze do unik­nię­cia. Przy plan­szów­ce łatwiej jest nie­zau­wa­żać, co mówią poszcze­gól­ne ele­men­ty, bo trze­ba by prze­pro­wa­dzić jakąś ana­li­zę. Nie ma tak duże­go zna­cze­nia jak nazy­wa się kar­ta: „Usuń kar­tę prze­ciw­ni­ka z gry” jest waż­niej­sze niż to, że kar­ta nazy­wa się „Skry­to­bój­stwo”. Część gra­czy to lek­ce­wa­ży, bo to pobocz­ny ele­ment, nie­ko­niecz­ny do gry. Przy erpe­go­wa­niu nie­ste­ty opo­wia­da­my histo­rie. A jeśli nas jest czwór­ka i mamy róż­ny, choć­by nie­znacz­nie, ogląd świa­ta, to prę­dzej czy póź­niej zacznie nam on wyzie­rać spod tej histo­rii. Taka bzdur­ka jak koniecz­ność pła­ce­nia za magię leczą­cą w dede­kach dla Ame­ry­ka­ni­na będzie oczy­wi­ste — w Pol­sce ze sto­sun­ko­wo powszech­nym (póki co) ubez­pie­cze­niem zdro­wot­nym już wca­le nie.

Wymy­śla­my fan­ta­stycz­ne uni­wer­sa i auto­ma­tycz­nie prze­rzu­ca­my na nie nasz ogląd świa­ta. Co jest „nor­mal­ne”, co myśli­my o sto­sun­kach spo­łecz­nych i płcio­wych. Obcych nale­ży się bać czy to oka­zja do eks­cy­tu­ją­ce­go spo­tka­nia? Jak będzie wyglą­da­ło spo­łe­czeń­stwo w przy­szło­ści? Czym jest dla nas powrót do natu­ry? Pod­czas gry nie zada­je­my tych pytań. Pod­czas gry udzie­la­my na nie odpo­wie­dzi.

Nic dziw­ne­go więc, że dys­ku­tu­je­my o poli­ty­ce, bo dys­ku­tu­je­my o poli­ty­ce już na pozio­mie meta: opo­wia­da­jąc tę naszą fik­cję. Nie­du­żo trze­ba, żeby­śmy roz­ma­wia­li bez tego pozio­mu, bo ta roz­mo­wa wisi cały czas w powie­trzu. I nie zawsze mówiąc o tym samym, mówi­my tak samo: bunt robo­tów u jed­ne­go wywo­ła sym­pa­tię z tymi, któ­rym odma­wia się miej­sca w spo­łe­czeń­stwie, inny będzie się bał, że kie­dyś robo­ty zaj­mą nasze miej­sce i wypchną nas z ryn­ków pra­cy, dla jesz­cze innej będzie to świę­to­krad­cze uzur­po­wa­nie sobie miej­sca Stwór­cy — przej­rzy­ste meta­fo­ry, praw­da?

Mówi­my tu o lękach i nadzie­jach. Dla­te­go wła­śnie kłó­ci­my się — bo poprzez fik­cję, poprzez opo­wia­da­ną histo­rię dys­ku­tu­je­my o naszym miej­scu w świe­cie, o tym jak jest, jak oce­nia­my to, co jest, i o tym, co być powin­no.

Dys­ku­tu­je­my o świa­to­po­glą­dach i poli­ty­ce.

 

— —  —  —  —  — –

Dzię­ku­ję Mate­uszo­wi Komi­niar­czu­ko­wi za kon­sul­ta­cję mery­to­rycz­ną.

Wię­cej w tema­cie:

Chris Daniel­sen, “‘Scan­ti­ly Clad and Well Pro­por­tio­ned’: Sexism and Gen­der Ste­reo­ty­ping in the Gaming Worlds of TSR and Dun­ge­ons & Dra­gons.”

Bru­no Faidut­ti, Post­co­lo­nial Catan

Piotr Ster­czew­ski, This Upri­sing of Mine: Game Conven­tions, Cul­tu­ral Memo­ry and Civi­lian Expe­rien­ce of War in Polish Games

 

 

Komentarze: 5

Komentarze są wyłączone.

@„Podczas gry nie zada­je­my tych pytań. Pod­czas gry udzie­la­my na nie odpo­wie­dzi.”

Bar­dzo waż­ne stwier­dze­nie. Poli­ty­ka sie­dzi w naszych grach, ale więk­szość ludzi zauwa­ża ją dopie­ro kie­dy wykra­cza poza domi­nu­ją­ce sta­tus quo. Zadzi­wia­ją­ce jest cza­sa­mi jak bar­dzo bez­re­flek­syj­nie gra­cze są w sta­nie zaak­cep­to­wać pew­ne ele­men­ty świa­ta przed­sta­wio­ne­go, któ­re powin­ny budzić reflek­sję (nie­wol­nic­two, trak­to­wa­nie NPCów jako mię­sa armat­nie­go, ści­sła hie­rar­chia spo­łecz­na dopusz­cza­ją­ca jaw­ną pogar­dę wobec słab­szych).

    Poli­ty­ka sie­dzi w naszych grach, ale więk­szość ludzi zauwa­ża ją dopie­ro kie­dy wykra­cza poza domi­nu­ją­ce sta­tus quo”
    Tro­chę ina­czej — poli­ty­ka sie­dzi we wszyst­kim, ale więk­szość ludzi zauwa­ża ją tyl­ko wte­dy, kie­dy wykra­cza poza ich wła­sne poglą­dy. Bo ludzie mają ten­den­cję do zakła­da­nia, że ich wła­sne poglą­dy, to nie żad­ne poglą­dy, żad­na ide­olo­gia, tyl­ko po pro­stu „nor­mal­ne ludz­kie zacho­wa­nie”. Np. dla kogoś o poglą­dach lewi­co­wych dziw­nym nie będzie, że w set­tin­gu RPG osa­dzo­nym w sze­ro­ko rozu­mia­nej przy­szło­ści, nie ma mowy o reli­gii, albo jest powie­dzia­ne, że wymiera/wymarła — no to prze­cież oczy­wi­ste, nauka poszła naprzód, ludz­kość się roz­wi­nę­ła, zabo­bo­ny poszły w odstaw­kę, zresz­tą prze­cież nawet dzi­siaj nor­mal­ni ludzie mają reli­gię gdzieś itd. Dla mnie, jako dla fana­tycz­ne­go kle­ry­ka­ła brak reli­gii jest nie­na­tu­ral­ny i jest dekla­ra­cją ide­ową po prze­ciw­nej stro­nie bary­ka­dy, niż moja. I odwrot­nie — jak ktoś taki, jak ja widzi odnie­sie­nia do reli­gii, na zasa­dzie „ktoś się pomo­dli, albo pój­dzie do miej­sca kul­tu”, to trak­tu­je je na zasa­dzie „no, naresz­cie nor­mal­ność, bez tej lewac­kiej pro­pa­gan­dy”, a są oso­by, któ­re na jakie­kol­wiek (poza jed­no­znacz­nie negatywnymi/szyderczymi) odnie­sie­nia do wia­ry reagu­ją nie­sma­kiem.

    Gene­ral­nie, zga­dzam się z lewi­co­wą obser­wa­cją, że wszyst­ko jest poli­tycz­ne, dla mnie to oczy­wi­sta oczy­wi­stość. Nie da się stwo­rzyć żad­ne­go dzie­ła posia­da­ją­ce­go treść, któ­re nie będzie się opie­ra­ło na jakiej­kol­wiek ide­olo­gii (bo jakieś wytwo­ry typu np sztu­ka użyt­ko­wa, czy gry nie posia­da­ją­ce choć­by namiast­ki fabu­ły, jak war­ca­by mogą tego unik­nąć — bo sza­chy już np nie — mamy tu choć­by odbi­cie idei, że król jest nie­ty­kal­nym poma­zań­cem i nie wol­no go zabić, a co naj­wy­żej wziąć do nie­wo­li, w prze­ci­wień­stwie do resz­ty uczest­ni­ków bitwy). Bo jakie­kol­wiek wpro­wa­dze­nie jakich­kol­wiek ele­men­tów, któ­re są oce­nia­nie pozy­tyw­nie lub nega­tyw­nie, ozna­cza wpro­wa­dze­nie jakie­goś sys­te­mu war­to­ści, a on jest zawsze ide­olo­gicz­ny, poli­tycz­ny, czy jak to tam zwać. Zresz­tą, uzna­nie ele­men­tu za neu­tral­ny moral­nie też jest sta­no­wi­skiem.
    Tyle, że sami lewa­cy mają ten­den­cję do trak­to­wa­nia swo­ich wła­snych poglą­dów jako „zwy­czaj­nej, ludz­kiej przy­zwo­ito­ści, to nie żad­na poli­tycz­na popraw­ność, tyl­ko EMPATIA!!!”.

    Inna rzecz, że cza­sem to, ze twór­ca uka­zu­je świat dzia­ła­ją­cy w okre­ślo­ny spo­sób, nie ozna­cza, że uzna­je zasa­dy nim rzą­dzą­ce za „dobre”, czy „nor­mal­ne”. Cza­sem jest to wyra­żo­ne wprost (jak np. w War­ham­me­rze 40k), cza­sem nie. Aku­rat tu przy­cho­dzi mi do gło­wy przy­kład spo­za planszówek/rpg, a kon­kret­nie gry kom­pu­te­ro­we Cru­sa­der Kings — gra pre­miu­je pod­bi­ja­nie innych państw, w szcze­gól­no­ści inno­wier­czych, krwa­we tłu­mie­nie bun­tów, mor­do­wa­nie zbęd­nych człon­ków rodzi­ny itd — gracz, któ­ry nie chce korzy­stać z tych opcji, będzie miał pod górę, o ile w ogó­le będzie mu szło. Ponad­to, pod­sta­wo­wym sys­te­mem rzą­dów jest dzie­dzicz­na monar­chia, reli­gia zawsze odgry­wa dużą rolę, posta­ci męskie są uprzy­wi­le­jo­wa­ne, a roz­war­stwie­nie spo­łecz­ne jest fak­tem. Jed­no­cze­śnie zakła­dam, że szwedz­cy twór­cy gry w realu marzą o jakiejś lewac­kiej, ega­li­tar­nej, komu­szej, „demo­kra­tycz­nej” uto­pii. Ale gra nie trak­tu­je realiów z przy­mru­że­niem oka, nie przy­po­mi­na co chwi­lę gra­czo­wi „hej, ale wiesz, że to jest złe?” — po pro­stu, takie są realia i koniec.

    Nie było poli­ty­ki i wszy­scy gra­li­śmy w jed­ną grę, wszy­scy uczy­li­śmy się tej samej gry. Był pewien etos i ety­kie­ta gry: uczysz słab­szych, wyma­gasz od sie­bie, a „one­ga­ishi­mas” na począt­ku gry to zarów­no powi­ta­nie jak i „prze­ciw­ni­ku, ucz mnie””

    Ależ to też jest „poli­ty­ka”! Prze­cież to jest okre­ślo­ny sys­tem war­to­ści, bazu­ją­cy na okre­ślo­nym podej­ściu.

    Taka bzdur­ka jak koniecz­ność pła­ce­nia za magię leczą­cą w dede­kach dla Ame­ry­ka­ni­na będzie oczy­wi­ste – w Pol­sce ze sto­sun­ko­wo powszech­nym (póki co) ubez­pie­cze­niem zdro­wot­nym już wca­le nie”
    Szcze­rze mówiąc, to aku­rat to na pozio­mie fabu­lar­nym jest absur­dal­ne, jak­by nie patrzeć, bio­rąc pod uwa­gę, że za lecze­nie inka­su­ją hajs nawet dobrzy kapła­ni bóstw gło­szą­cych koniecz­ność krań­co­we­go poświę­ce­nia się dla innych itd. w rodza­ju Ilma­te­ra (bio­rąc pod uwa­gę, że zało­że­nie jest takie, że owi kapła­ni są szcze­ry­mi wyznaw­ca­mi, a nie hipo­kry­ta­mi). To aku­rat IMHO nie jest wynik podej­ścia ide­owe­go twór­ców gry, tyl­ko wła­śnie prze­wa­gi „suchej” mecha­ni­ki nad fabu­łą i kre­acją świa­ta — cho­dzi o to, żeby gra­cze nie uzy­ski­wa­li lecze­nia bez zuży­wa­nia zaso­bów, bo to zabu­rza­ło­by balans, czy coś.

    Cie­ka­wa obser­wa­cja, wolf. Trud­no jed­nak roz­róż­nić, czy aby to wina bez­re­flek­syj­no­ści gra­ją­cych, czy ich prag­ma­ty­zmu i umie­jęt­no­ści korzy­sta­nia przez nich z sys­te­mu, w tym przy­pad­ku sys­te­mu gry.

      Widać po tym, co gra­cze mówią po sesji, jak odno­szą się do fik­cji, któ­rą współ­two­rzy­my. Mogę mor­do­wać potwo­ry i zbie­rać skar­by i mieć prze­my­śle­nia nt. kolo­ni­za­cji (albo kapi­ta­li­zmu — pięk­nie pod ten temat roz­gry­wa Torch­be­arer), a mogę robić to samo i upie­rać się, że to „tyl­ko dobra zaba­wa”.

      I przy­kład z sesji:

      Swe­go cza­su gra­łam w dede­ki, stan­dar­do­we cho­dze­nie po lochach, zbie­ra­nie skar­bów, w per­spek­ty­wie rato­wa­nie świa­ta. W pew­nym momen­cie nie­mal loso­wa wal­ka z gnol­la­mi, jeden gnoll się zaba­ry­ka­do­wał. Ja patrzę na swo­ją kar­tę posta­ci i oka­zu­je się, że moja cza­ro­dziej­ka Jeka­te­ri­na zna język gnol­li. Więc z nim gada i obie­cu­je, że go wypu­ści­my.
      I teraz: dla mnie (gracz­ki), jeśli z potwo­rem da się gadać, to prze­sta­je być potwo­rem. Zaczy­nam roz­wa­żać, że pew­nie gnol­le (i póź­niej kobol­dy, któ­rych język ona też zna) mają jakąś kul­tu­rę… i może nie są tak po pro­stu potwo­ra­mi, tzn. nie nale­ży ich zabi­jać, póki nie ma sta­nu wyż­szej koniecz­no­ści. Moi kole­dzy się iry­tu­ją, bo a) nie po to gra­ją w dede­ki b) to utrud­nia zbie­ra­nie skar­bów c) nie obcho­dzi ich sta­tus onto­lo­gicz­ny potwo­rów (czy potwo­ry mają duszę).

      I tak, to jed­na z takich sytu­acji, któ­re obja­wia­ła jakiś pro­blem w gru­pie, i nie­prze­ga­da­na była popar­ta przez kolej­ne kon­flik­ty.

        I jaki był wynik nego­cja­cji z gnol­lem? Fak­tycz­nie go wypu­ści­li­ście i każ­dy roz­szedł się w dru­gą stro­nę? W sumie wyobra­żam sobie sytu­ację, w któ­rej MG uznał­by, że póź­niej wypusz­czo­ny gnoll, daj­my na to, wpro­wa­dza gra­czy w zasadz­kę, czy w jakiś inny spo­sób oka­zu­je nie­wdzięcz­ność (co nie­ko­niecz­nie musia­ło­by być prze­ja­wem zło­śli­wo­ści MG, ale np pró­bą roz­wią­za­nia kon­flik­tu moral­ne­go, na zasa­dzie „I wła­śnie dla­te­go może­cie zabi­jać gnol­le bez wyrzu­tów sumie­nia). Inna spra­wa, że rów­nie dobrze MG mógł­by Was w kon­kret­ny spo­sób wyna­gro­dzić (czy­li wręcz prze­ciw­nie — gnoll wypu­ści gra­czy z nie­wo­li, jeśli w nią wpad­ną, ostrze­że przed naj­bliż­szą pułap­ką, czy tam coś) — wte­dy i bar­dziej „mate­ria­li­stycz­nie nasta­wie­ni” gra­cze powin­ni być zado­wo­le­ni i widzieć sens w oszczę­dza­niu wro­gów (co szcze­gól­nie paso­wa­ło­by w przy­pad­ku dobrych posta­ci, jeśli zało­ży­my, że gra­nie zgod­nie z cha­rak­te­rem ma być pre­mio­wa­ne).

        (Marek Zega­rek to ja, zalo­go­wa­ło mnie po nazwie kon­ta, zamiast nic­ku. Tak, wiem, że to Was nie obcho­dzi, ale mnie tak).

Copyright © 2019. Powered by WordPress & Romangie Theme.