Zombie Porn, czyli po co nam BHP

Zombie Porn Matthijsa Holtera to gra o zombich, którzy chcą zostać gwiazdą przemysłu pornograficznego, ale pragną też prawdziwej miłości. Podczas gry będziemy opowiadali sceny z planu, kradli części ciała innych BG, wyznawali miłość i mówili o swoich uczuciach, to wszystko na styku pornografii i śmierci. Gra jest grą rywalizacyjną, z warunkiem zwycięstwa: tylko jeden gracz może wygrać, czasem nie wygrywa nikt.

A kiedy już Monte Cook wypuścił Consent in Gaming, zadumał się, bo wiedział, że kolejny raz środowisko będzie toczyło tę samą dyskusję o BHPRPG.

Ta notka powstała jako komentarz w dyskusji na Erpegowym Piekiełku i poniżej jest wersja przeredagowana. Czekam aż wreszcie rozmowa o BHP w RPG przesunie się w stronę jak to robić, zamiast czy BHP jest potrzebne, no ale trudno, mamy co mamy.

Jak ktoś czytał wcześniej, w co gram, to wie, że interesują mnie rzeczy poza mainstreamem, tematycznie, mechanicznie i wydawniczo. Że mam kategorię na gry o seksie, seksualności i erotyce. I że niespecjalnie reaguję na próby zawstydzania. Co oznacza, że tematy na granicy tabu biorę na warsztat regularnie i od razu pojawia się kwestia, jak to zrobić, żeby ludzie przy stole chcieli się angażować w tematy, które mogą być podniecające, ekscytujące, zawstydzające, przykre.

Tak czy siak w wątku pojawiło się zajebiste pytanie, jedno z tych, które nie tylko zmuszają do myślenia, ale też do poukładania tego, co się myśli.

A czy to nie jest trochę tak, że wybierając „grę”, sesję, na którą się idzie, z góry wiemy że będą poruszane tam tematy tabu bo jest to, dajmy na to, określone w jakimś „settingu” czy coś (…)? Sama napisałaś, że masz prawdopodobnie szerszy zakres gier, które najprawdopodobniej bardziej trącają o tematy tabu, więc skoro ogarniasz w co będziesz grała i wiesz że będzie tam temat tabu to powinnaś być z góry przygotowana na różne możliwości.

KW

I pytający ma trochę racji: w pewnych grach będzie wiadome na starcie, co jest nieusuwalne, a w innych nie. Zobaczmy sobie Warhammera: Chaos, kulty, małe miasteczka, korupcja, poszukiwacze przygód: o tym jest gra. Czy trzeba ze wszystkich bogów Chaosu eksploatować akurat Slaanesha? Niekoniecznie. Czy jeśli już bierzemy na warsztat Slaanesha, musi na sesji być przemoc seksualna? też nie. A jeśli już jest, czy koniecznie musi być ze szczegółami i detalami? Przeważnie również niekoniecznie, można przejść do tego co po, czyli czego chce skrzywdzona osoba albo co robi kult po tym wszystkim. Kino robi takie skróty cały czas.

Z drugiej strony biorę sobie do gry Zombie Porn

Teraz będzie NSFW, Not Safe For Work. CW: seks, nekrofilia, obrazowe przykłady.

Zombie Porn Matthijsa Holtera to gra o zombich, którzy chcą zostać gwiazdą przemysłu pornograficznego, ale pragną też prawdziwej miłości. Podczas gry będziemy opowiadali sceny z planu, kradli części ciała innych BG, wyznawali miłość i mówili o swoich uczuciach, to wszystko na styku pornografii i śmierci. Gra jest grą rywalizacyjną, z warunkiem zwycięstwa: tylko jeden gracz może wygrać, czasem nie wygrywa nikt.

Plus jest taki, że kiedy, proponując grę, opowiem to, co wyżej (nie oszukujmy się, będzie to awkward), większość osób szybko będzie w stanie określić, że jednak grać nie chce (i nie dziwota! większość osób wywala się na tytule). Pozostali, którzy zdecydują się zagrać… jasne, mniej więcej wiedzą, czego się spodziewać, ale nie wszyscy potrafią sobie wyobrazić, jak to wszystko zrealizuje się podczas gry, nawet jeśli umie się czytać zasady i umie się przekładać je na to co się dzieje przy stole. Wyobrażenie o grze to jedno, a czym innym rzeczywistość: czy będę umiała w to grać, czy poziom żenady i pornografii nie nie przytłoczy mnie w trakcie — skąd mam wiedzieć, jeśli nigdy w to nie grałam?

W trakcie może się okazać, że np. pornograficzność niektórych opisów jest zbyt krępująca, żebym była w stanie kontynuować narrację lub nawet uczestniczyć w grze. Jasne, na początku cała grupa z różnych powodów _zgodziła się_ na zagranie w tę grę, ale w trakcie może się okazać, że jednak ktoś (lub kilka ktosiów) zorientuje się, że jednak taki świetny pomysł jak się wydawało.

Znaczy jasne, ktoś powie, że jak się zgodzili, to muszą, że przerywając grę, psują innym zabawę. Tyle że zabawa już jest popsuta, nie tylko osoba, która przerwała grę źle się bawi.

Jeśli gramy w grę, która polega na interakcji między graczami (i postaciami graczy), jeśli wymaga ona popisania się kreatywnością i generalnie zaangażowania się w tworzoną fikcję. Tyle że jeśli ktoś nie chce grać, to nie będzie się angażował (a na pewno nie na głębszym poziomie): deklaracje czy opisy będą płytkie i zdawkowe, gracz/ka będzie unikał/a interakcji lub pewnych tematów. Możesz zmusić do uczestnictwa, ale zaangażowania nie wymusisz — taka gra po prostu nie będzie fajna.

I teraz tak: oczywiste jest to, że w grze, gdzie trzeba opisywać sceny z pornoplanu, nie można dać bana na seks, bo seks jest jedną z kluczowych rzeczy, które się w tej grze robi (seks i nekrofilia, i kradzież części ciała) (można za to nie grać). Ale: kiedy mówimy o seksie, to ktoś zapyta „a co z przemocą seksualną?” (nie pytajcie, nie wiem czemu), tyle że to już nie jest tematem tej gry: spokojnie możemy się bez przemocy seksualnej i/lub emocjonalnej obejść, mogę to zakomunikować na starcie, mogę w trakcie opisu gangbangu poprosić „hej, zróbmy tę scenę mniej brutalną”. Łagodniejszy opis nadal może być absurdalny i hilaryczny, nadal mogę powiedzieć, że zombie odejmuje sobie trędowaty członek i teraz operuje nim ręcznie (zatrzymajcie mnie) albo że sexy uczennica zarzuca lasso ze swoich własnych jelit (stop, please)…

Przy okazji: samo Zombie Porn ma wbudowane mechanizmy BHP, np. to, że w scenie gracze opowiadają nieco niezależnie od siebie i osoba, która ma kontrolę nad sceną, ma prawo weta wobec tego, co dodają pozostałe osoby, i podobnie każdy co do tego, jakiej aktywności poddana jest lub wykorzystana jej/jego postać. Podejrzewam też, że zombie w tej grze są po to, żeby ta gra tematycznie nie bolała aż tak bardzo 🙂

Ale jest jeszcze jedno. Tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono, i dopóki nie zagram, to się nie dowiem. Może być tak, że bardzo chcę zagrać w Zombie Porn, ale (i może właśnie dlatego) temat i sposób gry mnie trochę przeraża lub przytłacza, i oczywiście straszne żenuje.

Zajebiście jest dostać wsparcie od kumpli: jeśli będzie potrzeba, zrobimy przerwę albo odpuścimy sobie zabawę, ale póki co wesprzemy cię w prowadzeniu pornograficzno-trupio-uczuciowej narracji. Tak dużo łatwiej podjąć wyzwanie lub sprawdzić, czy lubię, i brnąć w tę żenującą zabawę, i czerpać z niej przyjemność, zamiast na każdym kroku musieć udowadniać, że jestem dość edgy, a kątem oka sprawdzać, co moi kumple na to. Nie chcę bać się odrzucenia i czekać na teksty, że jestem miękka , bo nie stanęłam na wysokości zadania, kiedy zająknęłam się na słowie „penis”. (A nawet jeśli jestem, to co z tego?).

Słuchajcie, to jest świetna i pozbawiona dobrego smaku gra, oparta na improwizacji, w której tylko jeden gracz może wygrać. Samo jej istnienie jest wyzwaniem i pytaniem czy chcę i czy potrafię. Więc wracając do pytania z góry: „czy powinnam być przygotowana na różne możliwości”? Nie wiem, czy powinnam, ale jestem! Jestem przygotowana na to, o czym jest gra, bo gra mi to mówi. Jestem przygotowana do gry: mam chęć i wolę. Ale jestem też przygotowana, że w trakcie mogę nie chcieć, że mogę potrzebować wsparcia, że nagle się okaże, że coś budzi we mnie emocje większe niż się spodziewam, że wymięknę, albo że ktoś inny nie będzie chciał grać, a ja będę niezadowolona. To jest ok, to się zdarza, ale staramy się zadbać o siebie, przede wszystkim jesteśmy kumplami.

Mamy tu śmierć i pogoń za karierą, mamy seks, dużo uczuć i odcinanie części ciała. Sam ten miks jest tak absurdalny, że serce (lub dowolne inne miejsce, gdzie się sadowią emocje) krzyczy, że warto, że tu się będą działy rzeczy. Po co grać tylko w to, co już wiem, że dam radę?

No i wiecie, zagrałam w Zombie Porn. O rany, jakież to było hilaryczne i gorzko-słodkie jednocześnie.


Reader Comments

  1. Ja myślę, że „przede wszystkim jesteśmy kumplami” jest głównym clue bezpieczeństwa na sesji. I umiejętność otwarcia buzi do innych. Jak widzę sążniste ankietki z rodzaju „a czego nie chcesz na sesji” to mi się mdło robi.

    1. Niestety, ale „jesteśmy kumplami” nazbyt często słyszałam jako wymówkę, że przecież nic się nie stało. Uważam, że odpowiedzialność za to, co się dzieje na sesji, spada na tych bardziej doświadczonych i bardziej pewnych siebie — czyli obecnie zwykle na mnie (ale nie było tak 20 lat temu). Jeśli ktoś nie otworzył buzi i stała się przykrość, to jednak będę zastanawiała się, czego nie dopilnowałam, że osoba nie czuła, że może powiedzieć (albo czemu nie zauważyłam).

      Co do ankietek: Consent in Gaming zwróciło mi uwagę, że rak może być bolesny jako temat / element sesji. Wałkuję BHP od kilku lat, jeśli ja się mogłam czegoś nauczyć z tej publikacji, to inni też mogą coś wziąć.

  2. Tak poważnie, to samo wybranie systemu w większości wypadków nie oznacza, że „sceny będą”. Zombie Porn które opisujesz, jest przypadkiem skrajnym, podobnie jak niektóre inne eksperymentalne / artsowe minisystemy, ale w wypadku „mejnstrimu” już niekoniecznie. Podczas swojej krótkiej (1.5 roku) przygody z pierdycją nigdy nie użyłom Slaanesha do czegokolwiek (mamy w sumie około 6 Potęg, plus nie każda przygoda musi być o chaosie), a poziom syfu był bardziej w stylu „Disenchantment” niż Jesiennej Gawędy. W „Vampire” polowanie można odgrywać ale można sprowadzić do rzutu, a okazji do „odgrywania erodującego człowieczeństwa i grozy z tym związanej” (seriously?) szukać w innych miejscach niż w zabawie w gwałciciela wyskakującego z krzaków czy jaką to metodę pożywiania się ma twój Nosferatu. Tak więc nawet tytuł niekoniecznie oznacza, że zgadzasz się na „wiadomo co”. Nawet sama jakość i szczegółowość opisów może wiele zmienić, jak dość graficznie przedstawiłaś 🙂

    Całkowita zgoda co do tego, że jeśli gracz wychodzi z sesji bo ma dość, to zabawa jest z reguły skiszona już dla wszystkich. Zwłaszcza, że osoba doprowadzona do ostateczności rzadko kiedy grzecznie i uprzejmie odchodzi, sugerując że zostawiła żelazko na gazie (i ja nie mam do takich osób pretensji, każdy ma prawo do emocji).

Comments are closed.