Magia i Miecz 2/1993

…czyli bezczeszczenia zwłok ciąg dalszy

Zdzi­wi­ła mnie i ucie­szy­ła roz­mo­wa pod tek­stem, a po komen­ta­rzach i sta­ty­sty­kach widzę, że oglą­da­nie legen­dy jest chy­ba bar­dziej kon­tro­wer­syj­ne niż kar­ta X. Nie spo­dzie­wa­łam się tego! Dzię­ku­ję wszyst­kim wypo­wia­da­ją­cym się dotych­czas — liczę, że przy­bli­ży­cie mi te daw­ne cza­sy,  że podzie­li­cie się wspo­mnie­nia­mi.

Potrak­tuj­cie, pro­szę, ten cykl jako „Let’s read”. Będę czy­tać powo­li, ale spró­bu­ję zacho­wać tem­po jed­ne­go nume­ru na tydzień. Patrzę ze swo­je­go obec­ne­go doświad­cze­nia (nie da się go odsu­nąć na bok), na któ­re skła­da się moja dzi­siej­sza świa­do­mość erpe­go­wa (wie­le pozna­nych gier, wie­le dys­ku­sji) oraz femi­ni­stycz­na wraż­li­wość — obie te rze­czy będą mia­ły zapew­ne spo­ry wpływ na to, co uznam za cie­ka­we, żeby wycią­gnąć i poka­zać. Będę się dzi­wić, będę się zło­ścić, będę komen­to­wać. MiM1993(2)okładka

Numer dru­gi wita nas okład­ką ryce­rza (orka?) na smo­ku, któ­ry mi przy­po­mi­na dino­zau­ra. Faj­ne tu są zęby i uprząż, ale bra­ku­je na tym obraz­ku jakiejś akcji czy sytu­acji (no i koleś na smo­ku jest strasz­nie sztyw­ny). Tak jak poprzed­nio w nume­rze nie ma infor­ma­cji o autorce/autorze ilu­stra­cji okład­ko­wej, może ktoś wie?

Prze­glą­da­ny prze­ze mnie numer był dru­gim wyda­niem — wycho­dzi na to, że w 1994 roku Magia i Miecz była na tyle popu­lar­na, że opła­ca­ło się zro­bić ponow­ny druk pierw­szych nume­rów od począt­ku. Wow.

Ze wstęp­nia­ka moż­na się dowie­dzieć, że dru­gi numer został wypusz­czo­ny w dwa tygo­dnie po pierw­szym, a redak­to­rzy spo­dzie­wa­ją się lawi­ny listów od czy­tel­ni­ków. Teraz wyda­je mi się to nie­co zabaw­ne (i listy, i opty­mizm), ale wów­czas inter­net racz­ko­wał prze­cież dopie­ro.

X przy­ka­zań dla Mistrza Gry to tekst, któ­ry mnie moc­no skon­fun­do­wał. Z jed­nej stro­ny każ­dy z punk­tów brzmi obie­cu­ją­co: nie trak­tuj gra­czy jak prze­ciw­ni­ków, nie mów „nie możesz tego zro­bić”, nie zakła­daj nicze­go z góry, kon­se­kwent­nie egze­kwuj poczy­na­nia gra­czy (wręcz jak zasa­dy, któ­ry­mi powi­nien kie­ro­wać się MC w dużo póź­niej­szym Apo­ca­lyp­se World)… a już roz­wi­nię­cie dane­go punk­tu zaprze­cza mu. Czym innym jak „nie” jest suk­ces na 7 na k6?! Podob­nie jak „nie zakła­daj nicze­go z góry” w roz­wi­nię­ciu punk­tu nakła­da na MG obo­wią­zek pla­no­wa­nia dużo naprzód (bo jeśli jed­nak gra­cze zde­cy­du­ją, żeby zabić tego kapła­na, a MG nie będzie mógł wymu­sić fabu­ły i dopro­wa­dzić ich do skarb­ca — więc jed­nak powi­nien mieć w odwo­dzie inne spo­so­by na ścią­gnię­cie gra­czy w tę stro­nę sce­na­riu­sza). Tek­sty o tym, że bez­względ­ne egze­kwo­wa­nie każ­dej pospiesz­nej dekla­ra­cji „gra­cza nauczy roz­wa­gi” brzmią pato­lo­gicz­nie — ale prze­ra­ża­ją­ce jest to, że to podej­ście nadal jest popu­lar­ne. Cały tekst pod­pi­sa­ny jest „na pod­sta­wie >Dra­gon Maga­zi­ne<”, ale to naj­wy­raź­niej czy­ste tłu­ma­cze­nie tek­stu z 1987 roku (czy­li sprzed 6 lat).

Wpływ gier role‐playing na zmia­ny psy­chi­ce dość beł­ko­tli­wy (cudow­ny frag­ment „Koniec nasze­go wie­ku zda­je się być okre­sem, w któ­rym uśmier­ca się ludz­ką wyobraź­nię. Książ­ki i słu­cho­wi­ska radio­we zosta­ły wypar­te przez tele­wi­zję, któ­ra narzu­ca­jąc goto­we obra­zy, zwy­kle nie wyma­ga od swych odbior­ców samo­dziel­ne­go myśle­nia”). Oprócz tego zda­niem auto­ra erpe­gi słu­żą do kom­pen­so­wa­nia sobie bra­ków i lecze­nia kom­plek­sów. Inte­re­su­ją­ce.

Cha­rak­ter posta­ci a spe­cy­fi­ka sytu­acji w RPG — tekst o cha­rak­te­rach w rpg. Autor odno­si się wprost do AD&D, ale kon­cep­cję cha­rak­te­rów uogól­nia na wszyst­kie erpe­gi — nie wiem na ile zna­ny był w tym cza­sie Zew Cthul­hu (wyd. 1981), w któ­rym cha­rak­te­rów nie ma, ale Rune­Qu­est (wyd. 1978) tak (info we wstęp­nia­ku w nr 1). Cie­ka­we jest tu to podej­ście, że cha­rak­ter to coś nad­da­ne­go i wyraź­nie deter­mi­nu­ją­ce­go nie tyl­ko spo­sób odgry­wa­nia posta­ci, ale wręcz decy­zje, któ­re gracz w imie­niu tej posta­ci podej­mu­je. I w tym kon­tek­ście zupeł­nie mnie nie dzi­wi, że gra­cze mają/mieli ten­den­cje do wybie­ra­nia złych cha­rak­te­rów — z poda­nych przy­kła­dów moż­na wnio­sko­wać, że posta­cie złe mia­ły dużo więk­szy wachlarz moż­li­wych decy­zji do wybo­ru (przy oka­zji moż­na dostrzec też myle­nie ego­izmu z złem oraz dobra z pod­po­rząd­ko­wa­niem pra­wu).

Na zakoń­cze­nie nume­ru jest tekst Gry fabu­lar­ne na żywo. Podob­nie jak w przy­pad­ku tek­stu o figur­kach w zeszłym nume­rze, tak i ten — poza głów­nym tema­tem pisma — jest kom­pe­tent­ny i porząd­nie napi­sa­ny. Choć tu istot­nym ele­men­tem jest pew­nie też to, że opi­su­je „co zro­bi­li­śmy i jak to wyszło / nie wyszło” zamiast „jak to nale­ży robić” (jak erpe­go­we tek­sty w tym nume­rze). War­to też zwró­cić uwa­gę na zdję­cia, są na nich kobie­ty, tak, te wła­śnie, któ­rych ponoć nie było wów­czas w fan­do­mie.

Pod tek­stem jest też rekla­mów­ka skle­pu Dra­gon. Sprze­daż wysył­ko­wa! I ceny jesz­cze w sta­rych zło­tych! Co moż­na było kupić za rów­no­war­tość takich Arden 1944?

Kryształy czasu

Pod­czas czy­ta­nia nie mogłam się pozbyć wra­że­nia, że świat gry jest stwo­rzo­ny pod awan­tur­ni­ków. W ten spo­sób opi­sa­ne są cza­ry i przed­mio­ty (np. w ekwi­pun­ku posta­cie mają ście­recz­kę, któ­rej naj­wy­raź­niej głów­nym prze­zna­cze­niem jest ście­ra­nie pen­ta­gra­mów), a sko­ro posta­cie muszą przejść szko­le­nie, żeby wejść na poziom, w nie­mal każ­dym mie­ście jest filia gil­dii każ­dej pro­fe­sji. Trą­ci to nie­co kom­pu­te­ro­wy­mi erpe­ga­mi (i chy­ba do tego też odno­si się Ever­ni­ght), nie­któ­re warun­ki wzię­cia cze­goś trą­cą biu­ro­kra­cją.

W tym nume­rze zna­la­zła się obszer­na lista bogiń i bogów. Nie jest jasne dla mnie, dla­cze­go nie­któ­rzy z nich są opi­sa­ni szcze­gó­ło­wo, a inni nie, ale bar­dzo podo­ba mi się opis Arian­ny, bogi­ni miło­ści, obfi­to­ści, płod­no­ści i to, że nie­wa­lecz­nej bogi­ni przy­pi­sa­no cie­ka­we zdol­no­ści, któ­rych może udzie­lić. No i Pian, bóg sek­su i pijań­stwa, opie­kun nie­wier­nych mał­żon­ków i ladacz­nic — a podob­no nie ma sek­su w erpe­gach.

Bar­dzo mi się podo­ba kla­sa pół­bo­ga w KC, faj­ny jest pomysł świa­ta, w któ­rym bogo­wie wybi­ja­ją ate­istom szy­by w oknach, na serio pół­bóg zdo­by­wa wier­nych i tak dalej. To wszyst­ko brzmi bar­dzo moc­no, no i pół­bóg ma wręcz w pro­fe­sji zawar­tą historię/kampanię (tro­chę przy­po­mi­na play­bo­ok w AW) — i chcia­ła­bym zoba­czyć grę, gdzie boskie star­cia czy aspi­ra­cja do bosko­ści sta­no­wi głów­ny motyw. Ktoś może grał w KC coś takie­go? Wycho­dzi to? Jak wyglą­da gra pół­bo­giem?

Oprócz bogów i magii w tym nume­rze są też zasa­dy wal­ki. Ku moje­mu zasko­cze­niu nadal nie poja­wi­ły się zasa­dy two­rze­nia posta­ci i koniecz­ne jest pole­ga­nie na goto­wych posta­ciach (zero zasko­cze­nia, kolej­ne 3 posta­cie i ani jed­nej żeń­skiej). Podo­ba mi się to, że każ­da postać dosta­je swo­ją jed­no­strza­łów­kę (jed­no­oso­bów­kę?), ale jed­nak te questy są bar­dzo naiw­ne i nie­wia­ry­god­ne. Ale taka przy­go­da Sla­du­ma, gdy zigno­ro­wać to, że jest myślą­cym fiu­tem bar­ba­rzyń­cą (czy MG powi­nien tu powie­dzieć gra­czo­wi, że jego postać szu­ka despe­rac­ko zaspo­ko­je­nia chu­ci? czy takie narzu­ca­nie, co robi i czu­je postać było powszech­ne w ówcze­snym sty­lu gry?), jest nie­złą pod­nie­tą dla wyobraź­ni: gigan­tycz­ne węże, świą­ty­nie złych bogów i czar­no­księż­ni­cy.

kto jest autorem/autorką tej ilustracji?

kto jest autorem/autorką tej ilu­stra­cji?

I pyta­nie na koniec: cha­rak­te­ry­stycz­ny styl Musia­ła (link bar­dzo NSFW) zaczy­nam roz­po­zna­wać, ale tu jest tro­chę ilu­stra­cji jesz­cze kogoś. Przy­kład obok. Pomo­że ktoś ziden­ty­fi­ko­wać?

W gale­rii wyjąt­ki z nume­ru.

Komentarze: 24

Komentarze są wyłączone.

Ad. Racz­ku­ją­cy Inter­net — nie­ste­ty nie mam doświad­czeń z pierw­szej ręki, ale AFAIK (i AFA­Wi­ki­pe­diaK http://​pl​.wiki​pe​dia​.org/​w​i​k​i​/​I​n​t​e​r​n​e​t​_​w​_​P​o​l​sce) przed 1994 roku nor­mal­ne lud­ki nie mia­ły dostę­pu do Sie­ci.

Wycho­dzi to? Jak wyglą­da gra pół­bo­giem?”

Gra pół­bo­giem jest o tyle cie­ka­wa, że może się skoń­czyć przed stwo­rze­niem posta­ci.

Oba­wiam się że nigdy nie zro­zu­miesz realiów tam­tych cza­sów. Ja w tam­tych cza­sach byłem mło­dy i to co dla cie­bie jest dziw­ne dla mnie jest oczy­wi­ste. Nie rozu­miem sen­su two­ich arty­ku­łów na temat MiM‐a. Mam wra­że­nie że cze­piasz się „Fia­ci­ka” że nie jest „Porsche”. Odno­szę tak­że wra­że­nie że pró­bu­jesz aro­ganc­ko poka­zać sama sobie że jesteś taka mądra bo potra­fisz coś ocenić.Oceniać potra­fi nawet naj­mniej inte­li­gen­ta oso­ba.

myślą­cym fiu­tem bar­ba­rzyńcą” — takie zwro­ty czy opi­sy są cham­stwem wobec czy­tel­ni­ka. Gdy w tym momen­cie więk­szość męż­czyzn mia­ła­by pisać o „myślą­cych cipą babach” tam gdzie pomi­ja to mil­cze­niem to uwierz mi te 3 sło­wa sta­no­wi­ły by 60% tre­ści inter­ne­tu. Zauważ że takie zwro­ty słu­żą jedy­nie pro­wo­ko­wa­niu agre­sji i są po pro­stu wobec czy­ta­ją­ce­go nie­kul­tu­ral­ne.

    @firestorm — cze­mu piszę? bo mogę. Bo to cie­ka­we, zabaw­ne i nie­zwy­kłe. A przy oka­zji mogę się dowie­dzieć cie­ka­wych rze­czy (jak to, że moż­na umrzeć pod­czas awan­so­wa­nia na poziom, albo że jest tyle obu­rze­nia jak two­je).

    Co do „myślą­ce­go fiu­tem bar­ba­rzyń­cy” — pre­ten­sje kie­ruj do auto­rów sys­te­mu, że uzna­li za sto­sow­ne w tak obraź­li­wy spo­sób wpro­wa­dzić i przed­sta­wić męską postać gra­cza (zwróć uwa­gę, że to zacho­wa­nie jest narzu­co­ne fabu­lar­nie i nie­za­leż­ne od decy­zji gra­cza). Sek­sizm tam­tych cza­sów?

sko­ro posta­cie muszą przejść szko­le­nie, żeby wejść na poziom, w nie­mal każ­dym mie­ście jest filia gil­dii każ­dej pro­fe­sji. Trą­ci to nie­co kom­pu­te­ro­wymi erpe­gami (i chy­ba do tego też odno­si się Ever­ni­ght)”

Raczej znak cza­sów. W kla­sycz­nym fan­ta­sy wszę­dzie są gil­die i szko­ły, w tym zabój­ców, zło­dziei, tru­ci­cie­li i inne takie. CRPG to prze­ję­ło. Musisz do listy lek­tur tro­chę main­stre­amu dorzu­cić. 😉

@MiM
I tak cie­kaw­szy niż cała pol­ska blo­gos­fe­ra RPG‐owa.

Swo­ją dro­gą, coś się pozmie­nia­ło w fun­do­mie (pytam, bo nie śle­dzę ostat­nio)? Jesz­cze nie­daw­no (vide Waś­kie­wicz recen­zu­ją­cy pra­co­wi­cie kolej­ne dodat­ki do CP2020) pisa­nie o 20‐letnim pro­duk­cie było z miej­sca wyśmie­wa­ne, a tu nagle Petra liczy na blo­gu posta­ci kobie­ce na gra­fi­kach pierw­szych mimów… More fun in fun­dom, I guess…

    Dla mnie jest róż­ni­ca mię­dzy recen­zo­wa­niem sta­re­go (nie­wy­bit­ne­go) dodat­ku, bo się go dosta­ło za dar­mo, a opi­sy­wa­niem wra­żeń z czy­ta­nia „Magii i Mie­cza” (zasłu­gi zna­ne), przez kogoś, kto nigdy wcze­śniej z pismem kon­tak­tu nie miał i patrzy na nie zupeł­nie ina­czej niż ja 20 lat temu — i erpe­go­wo, i z innych punk­tów widze­nia. 🙂

      @„opi­sy­wa­niem wra­żeń (…) przez kogoś, kto nigdy wcze­śniej z pismem kon­taktu nie miał i patrzy na nie zupeł­nie ina­czej niż ja 20 lat temu”

      Na razie ta recen­zja sta­re­go (nie­wy­bit­ne­go, jak widać) mate­ria­łu, któ­ry się otrzy­ma­ło za dar­mo, to powtór­ka z roz­ryw­ki, czy­li wyty­ka­nie mimo­wi mimi­zmów — temat wał­ko­wa­ny do znu­dze­nia w cza­sie ofen­sy­wy indiań­skiej. Ale fak­tycz­nie Petra się chy­ba wte­dy nie zała­pa­ła.

      Gene­ral­nie lep­szym wkła­dem w blo­gos­fe­rę było­by przy­bli­ża­nie nam cze­goś, o czym nie wie­my, zamiast tego, o czym już wie­my.

        Daj­my szan­sę. Mnie cie­ka­wią reak­cje Petry na tre­ści. Owszem, jeśli wszyst­kie będą w sty­lu „głu­pie, nie ma kobiet, bez sen­su, tak się nie gra, co za nad­uży­cie wobec gra­czy” to będzie nud­no, choć i tak może być ze wzglę­du na zupeł­nie inny kon­tekst (lub jego dzi­siej­szy brak bądź nie­zna­jo­mość) ówcze­snych publi­ka­cji. Liczę jed­nak, że Petra wytrzy­ma przez 12 – 24 nume­ry. Na razie chy­ba naj­bar­dziej cze­kam na numer 7 i opi­nię o „Oku Yrr­he­de­sa”.

          Komen­ta­rze w sty­lu „nud­ne głu­pie” są gene­ral­nie nie­cie­ka­we (i jeśli będą prze­wa­ża­ły, to mi pierw­szej nie będzie chcia­ło się tego czy­tać). I tak jak np. Krysz­ta­ły są strasz­nie nud­no napi­sa­ne, to jed­nak zna­la­złam i wska­za­łam kil­ka rze­czy, któ­re uwa­żam za faj­ne — lub przy­naj­mniej war­te poka­za­nia. (Swo­ją dro­gą udzie­li­ło mi się nie­co entu­zja­zmu pod­czas czy­ta­nia).

          Oprócz tego chcę też zoba­czyć, jak wyglą­da­ło hob­by — takie rze­czy jak ceny czy pro­ble­my ze sprzę­tem (kost­ki!). Dla was to może oczy­wi­ste, dla mnie już nie.

          Zamiast się obu­rzać, że oglą­dam tego tru­pa z sza­fy, pomóż­cie mi, podziel­cie się wie­dzą, kim ten trup był za życia.

        No nie wszy­scy wie­dzą — ja na oczy widzia­łam ze 4 nume­ry Magii i Mie­cza, w cza­sach kie­dy ten numer wyszedł mia­łam 4 lata i wie­dzia­łam co to Star Trek bo tata oglą­dał po nie­miec­ku. Choć podej­ście mam moc­no bar­dziej pobłaż­li­we niż Petra do takich anty­ków jak MiM, ofe­ru­je ona jedy­ne obec­nie (zna­ne mi) spoj­rze­nie na to cza­so­pi­smo z dzi­siej­sze­go punk­tu widze­nia.

@„kim ten trup był za życia”

To był taki dzia­dzio, któ­ry umiał opo­wia­dać bar­dzo pasjo­nu­ją­ce histo­rie. 😉 Serio, po latach tak bym to pod­su­mo­wał. Dziś łatwo wyśmie­wać arty o psy­chi­ce elfów lub gene­ra­to­ry karczm ale cie­sze się nie­zmier­nie, że MiM od tego zaczy­nał. Bo prze­bi­ja­ła z tych mate­ria­łów jakaś nie­sa­mo­wi­ta pasja two­rze­nia, któ­ra strasz­nie wcią­ga­ła w to hob­by. Wczo­raj odko­pa­łem jakiś quasi‐wywiad Ojca Kano­ni­ka z Mar­ci­nia­kiem (http://​bia​ly​lew​.blog​spot​.com/​2​0​0​9​/​0​3​/​w​y​w​i​a​d​-​a​r​t​u​r​-​m​a​r​c​i​n​i​a​k​.​h​tml) i fak­tycz­nie mówi on, że była to dla nich nie­zwy­kła pasja. Umie­li się tą pasją podzie­lić, co by o mery­to­rycz­nej war­to­ści tych mate­ria­łów dziś nie mówić.

Póź­niej dzia­dzio zaczął przy­nu­dzać i w koń­cu umarł opusz­czo­ny i samot­ny…

Ja się nie obu­rzam. 🙂 Byłem fanem MiM do same­go koń­ca, nawet uda­ło mi się tam parę rze­czy opu­bli­ko­wać. I czy chcę, czy nie, erpe­go­wo się na MiM wycho­wa­łem i choć­bym nie wiem, jak wal­czył, tego baga­żu się nie pozbę­dę (i w więk­szo­ści przy­pad­ków nie mam takie­go zamia­ru). Zatem pisz, a ja chęt­nie sko­men­tu­ję. 🙂

Okład­ka pocho­dzi z komik­su The Mer­ce­na­ry, cześć The for­mu­la from hell, nama­lo­wa­ne­go przez Vicen­ta Segrel­les. Na smo­ku sie­dzi głów­ny boha­ter komik­su, czło­wiek, przez wszyst­kie czę­ści nazy­wa­ny po pro­stu Najem­ni­kiem.

Gene­ral­nie gra­tu­lu­ję wygrze­by­wa­nia zde­chłe­go maga­zy­nu z sza­fy. Nie do koń­ca rozu­miem sens tego dzia­ła­nia, ale jest to temat na topie, gdyż mają go wzno­wić.

Pozwo­li­łam sobie prze­czy­tać ten arty­kuł „X przy­ka­zań Mistrza Gry”, ponie­waż prze­ska­no­wa­łaś go w cało­ści. I oso­bi­ście uwa­żam, że owszem kaza­nie komuś wyrzu­cić 7 na k6 jest powie­dze­niem „nie możesz”, ale wyda­je mi się, że autor tek­stu, chciał prze­ka­zać: nie mów gra­czom wprost, że nie mogą. Niech gracz stra­ci run­dę na pró­bę, bo dał dekla­ra­cję, że chce to zro­bić, ale test jest nie­wy­ko­nal­ny, bo dekla­ra­cja gra­cza jest wbrew logi­ce i reali­zmo­wi świa­ta, któ­ry MG zało­żył w tej sesji.
Ponad­to, nie rozu­miem, dla­cze­go uwa­żasz, że „pato­lo­gicz­nym” jest wycią­ga­nie kon­se­kwen­cji z nie­roz­sąd­nych dekla­ra­cji gra­cza? Jeśli gracz zde­kla­ru­je, że będąc zwy­kłym czło­wie­kiem ska­cze z 20 metrów na twar­dy beton, no cóż… to pro­szę bar­dzo, niech ska­cze. Moż­na od razu powie­dzieć mu: zgi­ną­łeś. Albo… Niech zda hor­ren­dal­nie trud­ny test na zręcz­ność. Może będzie miał far­ta i się tyl­ko porząd­nie poła­mie, zamiast od razu skrę­cić kark. Tak jak w arty­ku­le zosta­ło przy­to­czo­ne, że naj­pierw zde­kla­ro­wa­no zabi­cie jeń­ca, a potem jego prze­słu­cha­nie. Z mar­twym jeń­cem już się nie poga­da. To jest wycią­ga­nie kon­se­kwen­cji, a nie rzu­ca­nie na to, czy ktoś ma dziu­rę w bucie, zębie, czy spodniach. Bo wyda­je mi się, że zalin­ko­wa­ny arty­kuł nijak się ma do oma­wia­ne­go przez Cie­bie punk­tu. Arty­kuł, któ­ry wrzu­ci­łaś, jest raczej przy­kła­dem na łama­nie przy­ka­za­nia pierw­sze­go — „nie trak­tuj gra­czy jak swo­ich prze­ciw­ni­ków”.
Co zaś do tego „nie zakła­daj nicze­go z góry”. Kie­dyś, gdy mia­łam wiel­ki plan pro­wa­dze­nia cze­goś z „głów­ne­go nur­tu”, tłu­ma­czo­no mi, żebym nie wymy­śla­ła wszyst­kie­go, tyl­ko punk­ty, któ­re są istot­ne dla fabu­ły (miejsca/osoby/zdarzenia) i wyobra­zi­ła sobie kil­ka dróg, któ­re mogą (ale nie muszą) pro­wa­dzić do nich, i ewen­tu­al­nie, co zro­bić, jeśli któ­ryś z punk­tów zosta­nie pomi­nię­ty, to czy moż­na będzie do nie­go wró­cić, albo prze­ro­bić na coś inne­go. W zasa­dzie dopó­ki coś nie poja­wi się na sesji, to w grun­cie rze­czy — nie ist­nie­je. Gra­cze nie wie­dzą jak ma się poto­czyć fabu­ła, MG wie — mniej wię­cej, jak powin­no to iść (a raczej, co powin­no się poja­wić), ale musi być bar­dzo kre­atyw­ny i ela­stycz­ny, by reago­wać na decy­zje gra­czy, i do tego uni­kać two­rze­nia szkla­nych ścian, tyl­ko bar­dziej sub­tel­nie napro­wa­dzać na fabu­łę. Co praw­da nie popro­wa­dzi­łam osta­tecz­nie, bo mnie to prze­ro­sło — może kie­dyś. Na razie ćwi­czę spon­ta­nicz­ne wymy­śla­nie cze­go­kol­wiek pro­wa­dząc zle­ce­nia w InSpec­tres.

Prze­pra­szam, że się tak roz­pi­sa­łam.

Pozdra­wiam,
Ell.

    Hej, dzię­ki za obszer­ny komen­tarz.

    Moja pole­mi­ka z arty­ku­łem jest spóź­nio­na o jakieś 20 lat, i jest moc­no zanu­rzo­na w pew­nym kon­kret­nym spo­so­bie gra­nia. Po pierw­sze nie widzę nic złe­go w powie­dze­niu gracz­ce: „hej, ta akcja ma małe szan­se powo­dze­nia (np. mecha­nicz­nie) — czy chcesz to zro­bić?”, kie­dy mam wąt­pli­wo­ści. Bo może ktoś źle osza­co­wał swo­je szan­se? umknę­ła mu istot­na infor­ma­cja? źle zro­zu­mia­łam jego inten­cję? chciał potro­lo­wać, ale pyta­nie przy­po­mni mu, że bio­rę jego dekla­ra­cje serio? — to oka­zja na usta­le­nia, czy fik­cja dla wszyst­kich wyglą­da tak samo.

    Pato­lo­gicz­ne jest dla mnie to, co dla mnie nie jest „wycią­ga­niem kon­se­kwen­cji z dekla­ra­cji gra­cza”, tyl­ko „play­ing got­cha”, jakieś głu­pie „kar­ta stół”. W fik­cji postać mia­ła­by wię­cej cza­su na roz­wa­że­nie dzia­ła­nia i mogła­by się powstrzy­mać przed zabi­ciem, sko­ro wpa­dło jej coś lep­sze­go do gło­wy, dla­cze­go nie pozwo­lić graczce/graczowi na popra­wę tej dekla­ra­cji (gdy jest zgło­szo­ne od razu) (mi się oka­zjo­nal­nie zda­rza wyco­fy­wać i edy­to­wać całe sce­ny, kole­ga edy­to­wał całą sesję, gdy to się oka­za­ło potrzeb­ne).

    Wycią­gam kon­se­kwen­cje ze świa­do­mych decy­zji gra­cza, a nie z jego pomy­łek — to dużo zabaw­niej­sze. „Chcesz go zabić? Ale pamię­tasz, że to jeden ze szpie­gów kogoś­tam?” — jeśli gracz jest zde­cy­do­wa­ny, nie będzie zdzi­wio­ny, że są kom­pli­ka­cje, bo szpieg nie wró­cił, więc jego pra­co­daw­cy mogą się cze­goś domy­ślać.

    Co do „nie zakła­daj nicze­go z góry”: takie gry, jak InSpec­tres mogą być pomoc­ne w ucze­niu impro­wi­za­cji. Motyw z klu­czo­wy­mi punktami/scenami jest jakimś spo­so­bem gra­nia, ale to na pew­no nie brak pla­no­wa­nia, co się wyda­rzy. Prze­ciw­nie, tekst mówi coś w sty­lu „a jeśli PC zabi­ją kogoś, kto miał ich popro­wa­dzić w stro­nę celu, to przy­go­tuj w odwo­dzie inny spo­sób, w jaki mogą do tego celu dotrzeć”. Tu nie ma „wycią­ga­nia kon­se­kwen­cji” w sty­lu „sko­ro zabi­li kapła­na, któ­ry miał ich tam zapro­wa­dzić, to będą musie­li się liczyć z tym, że nie zna­ją dro­gi, a jak ktoś odkry­je zabój­stwo, to mają poważ­ne kło­po­ty”. To „napro­wa­dza­nie na fabu­łę” jest wła­śnie pla­no­wa­niem.

      Naj­wy­raź­niej mamy zupeł­nie odmien­ne doświad­cze­nia w gra­niu.

      Oso­bi­ście nie wyobra­żam sobie „edy­to­wa­nia” czy „cofa­nia” scen albo całych sesji. Jeśli nie jestem cze­goś pew­na, czy dobrze zro­zu­mia­łam opis, to pytam MG o szcze­gó­ły, zanim coś zde­kla­ru­ję. Na wszel­ki wypa­dek. Zresz­tą całe życie to jest to głu­pie „kar­ta stół”; lepiej więc dostać naucz­kę w RPG, niż obe­rwać w praw­dzi­wym życiu za jakieś nie­prze­my­śla­ne sło­wa i czy­ny. Wiem, RPG to nie życie — ale jed­nak jest to wcie­la­nie się w kogoś inne­go i kre­owa­nie jego życia, czy­li zasa­dy z życia wzię­te rów­nież mogą tutaj pano­wać. Wie­lo­krot­nie musie­li­śmy kom­bi­no­wać, jak wybrnąć z głu­piej sytu­acji, w któ­rą wpa­ko­wa­li­śmy się przez zbyt szyb­ką dekla­ra­cję, kogoś z dru­ży­ny. Ale to nic nie szko­dzi, to dodat­ko­wa zaba­wa, więk­sze kom­pli­ka­cje w fabu­le, cie­ka­wych zda­rzeń i wyzwań.

      Co do tego ostat­nie­go, wyda­je mi się, że sed­nem tej całej kwe­stii jest pro­sta rada dla MG — nawet nie myśl o tym, że jesteś w sta­nie prze­wi­dzieć, co zro­bią gra­cze. Bo zakła­da­nie z góry, że doga­da­ją się z jakimś NPC’em jest ska­za­ne na poraż­kę na star­cie; a jeśli oka­że się, że go zabi­ją, to roz­le­ci się cała sesja. Nie było tam powie­dzia­ne, że za zabój­stwo nie będzie kon­se­kwen­cji, tyl­ko, że może ist­nie­je inna dro­ga do skarb­ca… być może gdy­by boha­te­ro­wie już wycho­dzi­li obła­do­wa­ni łupem, wpa­ko­wa­li­by się na oddział stra­ży świą­tyn­nej, któ­ra zada­ła­by im bar­dzo nie­wy­god­ne pyta­nie — co sta­ło się z kapła­nem?
      Wyda­je mi się, że to chciał prze­ka­zać Autor tek­stu, ale mogę się mylić: MG zakła­da opcje A, B, C jako roz­wią­za­nie sytu­acji — a gra­cze wybie­ra­ją E, po dro­dze obmy­śla­jąc jesz­cze wer­sję D, F oraz G, któ­rych MG nie zało­żył, a żeby było cie­ka­wiej, gra­cze nawet nie ocie­ra­ją się, ani nie wpa­da­ją na te roz­wią­za­nia, któ­re wyda­wa­ły się MG naj­bar­dziej oczy­wi­ste (A B C). I jeśli MG cze­goś nie wymy­śli ad hoc, dosto­so­wu­jąc fabu­łę pod gra­czy, a nie gra­czy do fabu­ły, to sesja siłą rze­czy się mu roz­pad­nie.

        Mówisz: „Jeśli nie jestem cze­goś pew­na, czy dobrze zro­zu­mia­łam opis, to pytam MG o szcze­góły, zanim coś zde­kla­ruję. Na wszel­ki wypa­dek”. W moim przy­pad­ku dzia­ła to też w dru­gą stro­nę — jeśli MG nie jest pewien, to ma sens, żeby pytał/a, czy dobrze rozu­mie inten­cję gracz­ki. Moje doświad­cze­nia z „kar­ta stół” są sprzed kil­ku lat — i przy­po­mi­nam sobie, że to kara­nie za przed­wcze­sną czy głu­pią dekla­ra­cję nie­rzad­ko wią­za­ło się wła­śnie z tym, że MG nie poin­for­mo­wał o tym, co posta­cie z łatwo­ścią mogły­by zauważyć/wiedzieć (a graczki/gracze w takiej sytu­acji muszą pole­gać na wie­dzy, któ­rą MG im dostar­czy).

        Erpe­gi to nie życie. I pomysł, że lepiej, żebym dosta­ła po łapach za nie­zbyt zacho­waw­cze zacho­wa­nie (i dzię­ki temu prze­my­ślę swo­je zacho­wa­nie w życiu) wyglą­da mi na mega­pa­to­lo­gicz­ny. I dla­te­go, że zada­niem MG nie jest wycho­wy­wa­nie gra­czy, i dla­te­go, że nie chcia­ła­bym jed­nak pro­mo­wa­nia zacho­waw­czej i ostroż­nej posta­wy jako domyśl­nej i z jesz­cze wie­lu powo­dów, na któ­re tu nie mam miej­sca.

        War­to też, żebyś wzię­ła pod uwa­gę, że moż­na grać też po to, żeby zoba­czyć, jak spek­ta­ku­lar­nie posta­cie upa­da­ją (Fia­sco tu przy­kła­dem). Ten spo­sób gry, gdzie gracz odgry­wa swo­ją postać, któ­ra powin­na być ostroż­na i roz­sąd­na, bo ina­czej zgi­nie, jest jed­nym z wie­lu. Podob­nie jak gra­nie w posta­ci (actor stan­ce) — jest jesz­cze author stan­cedirec­tor stan­ce.

          Abso­lut­nie nie cho­dzi­ło mi o to, aby grać zacho­waw­czo, bo to było­by nud­ne. Jeśli tak wyni­ka z tego, co napi­sa­łam, to naj­wy­raź­niej źle sfor­mu­ło­wa­łam myśli, wybacz. Cho­dzi­ło raczej o to, żeby grać w gra­ni­cach roz­sąd­ku odgry­wa­nej posta­ci, a nie swo­je­go wła­sne­go. Zgod­nie z jej cha­rak­te­rem (okre­ślo­nym jak w D&D, czy nakre­ślo­ny wada­mi i zale­ta­mi). To mia­łam na myśli pisząc, że to jest jak w życiu. Każ­da akcja posta­ci wywo­ła reak­cję świa­ta, pozy­tyw­ną lub nega­tyw­ną i pocią­gnie za sobą ciąg wyda­rzeń, na któ­ry z kolei postać znów będzie mogła mieć wpływ.
          Jeśli odgry­wa­ny przez kogoś nizio­łek uwa­ża (postać, a nie gracz), że prze­sko­czy 10 m ścia­nę, to niech spró­bu­je… a to, że skok się nie uda, to już inna kwe­stia i nie zale­ży od buty i pew­no­ści sie­bie owej posta­ci.

          Owszem, MG jeśli nie jest pewien, czy dobrze rozu­mie dekla­ra­cję — powi­nien dopy­tać gra­cza, czy na pew­no dobrze zro­zu­miał. Ale bez pod­po­wia­da­nia. Samo pyta­nie MG „na pew­no?” daje spo­ro do myśle­nia. 😉 Poza tym zawsze uczest­nik moż­ne popro­sić o chwi­lę do namy­słu, tak gracz, jak i MG.

          Ale jak już mówi­łam, wyda­je mi się, że po pro­stu mamy bar­dzo róż­ne doświad­cze­nie z RPG, inne podej­ście, a zatem — co inne lubi­my w RPG. I dys­ku­sja mogła­by się cią­gnąć dosłow­nie w nie­skoń­czo­ność.

Copyright © 2019. Powered by WordPress & Romangie Theme.