Archiwa tagów:BHP

Zombie Porn, czyli po co nam BHP

A kie­dy już Mon­te Cook wypu­ścił Con­sent in Gaming, zadu­mał się, bo wie­dział, że kolej­ny raz śro­do­wi­sko będzie toczy­ło tę samą dys­ku­sję o BHP w RPG.

Ta not­ka powsta­ła jako komen­tarz w dys­ku­sji na Erpe­go­wym Pie­kieł­ku i poni­żej jest wer­sja prze­re­da­go­wa­na. Cze­kam aż wresz­cie roz­mo­wa o BHP w RPG prze­su­nie się w stro­nę jak to robić, zamiast czy BHP jest potrzeb­ne, no ale trud­no, mamy co mamy.

Jak ktoś czy­tał wcze­śniej, w co gram, to wie, że inte­re­su­ją mnie rze­czy poza main­stre­amem, tema­tycz­nie, mecha­nicz­nie i wydaw­ni­czo. Że mam kate­go­rię na gry o sek­sie, sek­su­al­no­ści i ero­ty­ce. I że nie­spe­cjal­nie reagu­ję na pró­by zawsty­dza­nia. Co ozna­cza, że tema­ty na gra­ni­cy tabu bio­rę na warsz­tat regu­lar­nie i od razu poja­wia się kwe­stia, jak to zro­bić, żeby ludzie przy sto­le chcie­li się anga­żo­wać w tema­ty, któ­re mogą być pod­nie­ca­ją­ce, eks­cy­tu­ją­ce, zawsty­dza­ją­ce, przy­kre.

Tak czy siak w wąt­ku poja­wi­ło się zaje­bi­ste pyta­nie, jed­no z tych, któ­re nie tyl­ko zmu­sza­ją do myśle­nia, ale też do poukła­da­nia tego, co się myśli.

A czy to nie jest tro­chę tak, że wybie­ra­jąc „grę”, sesję, na któ­rą się idzie, z góry wie­my że będą poru­sza­ne tam tema­ty tabu bo jest to, daj­my na to, okre­ślo­ne w jakimś „set­tin­gu” czy coś (…)? Sama napi­sa­łaś, że masz praw­do­po­dob­nie szer­szy zakres gier, któ­re naj­praw­do­po­dob­niej bar­dziej trą­ca­ją o tema­ty tabu, więc sko­ro ogar­niasz w co będziesz gra­ła i wiesz że będzie tam temat tabu to powin­naś być z góry przy­go­to­wa­na na róż­ne moż­li­wo­ści.

KW

I pyta­ją­cy ma tro­chę racji: w pew­nych grach będzie wia­do­me na star­cie, co jest nie­usu­wal­ne, a w innych nie. Zobacz­my sobie War­ham­me­ra: Cha­os, kul­ty, małe mia­stecz­ka, korup­cja, poszu­ki­wa­cze przy­gód: o tym jest gra. Czy trze­ba ze wszyst­kich bogów Cha­osu eks­plo­ato­wać aku­rat Sla­ane­sha? Nie­ko­niecz­nie. Czy jeśli już bie­rze­my na warsz­tat Sla­ane­sha, musi na sesji być prze­moc sek­su­al­na? też nie. A jeśli już jest, czy koniecz­nie musi być ze szcze­gó­ła­mi i deta­la­mi? Prze­waż­nie rów­nież nie­ko­niecz­nie, moż­na przejść do tego co po, czy­li cze­go chce skrzyw­dzo­na oso­ba albo co robi kult po tym wszyst­kim. Kino robi takie skró­ty cały czas.

Z dru­giej stro­ny bio­rę sobie do gry Zom­bie Porn

Teraz będzie NSFW, Not Safe For Work. CW: seks, nekro­fi­lia, obra­zo­we przy­kła­dy.

Zom­bie Porn Mat­thij­sa Hol­te­ra to gra o zom­bich, któ­rzy chcą zostać gwiaz­dą prze­my­słu por­no­gra­ficz­ne­go, ale pra­gną też praw­dzi­wej miło­ści. Pod­czas gry będzie­my opo­wia­da­li sce­ny z pla­nu, kra­dli czę­ści cia­ła innych BG, wyzna­wa­li miłość i mówi­li o swo­ich uczu­ciach, to wszyst­ko na sty­ku por­no­gra­fii i śmier­ci. Gra jest grą rywa­li­za­cyj­ną, z warun­kiem zwy­cię­stwa: tyl­ko jeden gracz może wygrać, cza­sem nie wygry­wa nikt.

Plus jest taki, że kie­dy, pro­po­nu­jąc grę, opo­wiem to, co wyżej (nie oszu­kuj­my się, będzie to awkward), więk­szość osób szyb­ko będzie w sta­nie okre­ślić, że jed­nak grać nie chce (i nie dzi­wo­ta! więk­szość osób wywa­la się na tytu­le). Pozo­sta­li, któ­rzy zde­cy­du­ją się zagrać… jasne, mniej wię­cej wie­dzą, cze­go się spo­dzie­wać, ale nie wszy­scy potra­fią sobie wyobra­zić, jak to wszyst­ko zre­ali­zu­je się pod­czas gry, nawet jeśli umie się czy­tać zasa­dy i umie się prze­kła­dać je na to co się dzie­je przy sto­le. Wyobra­że­nie o grze to jed­no, a czym innym rze­czy­wi­stość: czy będę umia­ła w to grać, czy poziom żena­dy i por­no­gra­fii nie nie przy­tło­czy mnie w trak­cie — skąd mam wie­dzieć, jeśli nigdy w to nie gra­łam?

W trak­cie może się oka­zać, że np. por­no­gra­ficz­ność nie­któ­rych opi­sów jest zbyt krę­pu­ją­ca, żebym była w sta­nie kon­ty­nu­ować nar­ra­cję lub nawet uczest­ni­czyć w grze. Jasne, na począt­ku cała gru­pa z róż­nych powo­dów _zgodziła się_ na zagra­nie w tę grę, ale w trak­cie może się oka­zać, że jed­nak ktoś (lub kil­ka kto­siów) zorien­tu­je się, że jed­nak taki świet­ny pomysł jak się wyda­wa­ło.

Zna­czy jasne, ktoś powie, że jak się zgo­dzi­li, to muszą, że prze­ry­wa­jąc grę, psu­ją innym zaba­wę. Tyle że zaba­wa już jest popsu­ta, nie tyl­ko oso­ba, któ­ra prze­rwa­ła grę źle się bawi.

Jeśli gra­my w grę, któ­ra pole­ga na inte­rak­cji mię­dzy gra­cza­mi (i posta­cia­mi gra­czy), jeśli wyma­ga ona popi­sa­nia się kre­atyw­no­ścią i gene­ral­nie zaan­ga­żo­wa­nia się w two­rzo­ną fik­cję. Tyle że jeśli ktoś nie chce grać, to nie będzie się anga­żo­wał (a na pew­no nie na głęb­szym pozio­mie): dekla­ra­cje czy opi­sy będą płyt­kie i zdaw­ko­we, gracz/ka będzie unikał/a inte­rak­cji lub pew­nych tema­tów. Możesz zmu­sić do uczest­nic­twa, ale zaan­ga­żo­wa­nia nie wymu­sisz — taka gra po pro­stu nie będzie faj­na.

I teraz tak: oczy­wi­ste jest to, że w grze, gdzie trze­ba opi­sy­wać sce­ny z por­no­pla­nu, nie moż­na dać bana na seks, bo seks jest jed­ną z klu­czo­wych rze­czy, któ­re się w tej grze robi (seks i nekro­fi­lia, i kra­dzież czę­ści cia­ła) (moż­na za to nie grać). Ale: kie­dy mówi­my o sek­sie, to ktoś zapy­ta „a co z prze­mo­cą sek­su­al­ną?” (nie pytaj­cie, nie wiem cze­mu), tyle że to już nie jest tema­tem tej gry: spo­koj­nie może­my się bez prze­mo­cy sek­su­al­nej i/lub emo­cjo­nal­nej obejść, mogę to zako­mu­ni­ko­wać na star­cie, mogę w trak­cie opi­su gang­ban­gu popro­sić „hej, zrób­my tę sce­nę mniej bru­tal­ną”. Łagod­niej­szy opis nadal może być absur­dal­ny i hila­rycz­ny, nadal mogę powie­dzieć, że zom­bie odej­mu­je sobie trę­do­wa­ty czło­nek i teraz ope­ru­je nim ręcz­nie (zatrzy­maj­cie mnie) albo że sexy uczen­ni­ca zarzu­ca las­so ze swo­ich wła­snych jelit (stop, ple­ase)…

Przy oka­zji: samo Zom­bie Porn ma wbu­do­wa­ne mecha­ni­zmy BHP, np. to, że w sce­nie gra­cze opo­wia­da­ją nie­co nie­za­leż­nie od sie­bie i oso­ba, któ­ra ma kon­tro­lę nad sce­ną, ma pra­wo weta wobec tego, co doda­ją pozo­sta­łe oso­by, i podob­nie każ­dy co do tego, jakiej aktyw­no­ści pod­da­na jest lub wyko­rzy­sta­na jej/jego postać. Podej­rze­wam też, że zom­bie w tej grze są po to, żeby ta gra tema­tycz­nie nie bola­ła aż tak bar­dzo 🙂

Ale jest jesz­cze jed­no. Tyle wie­my o sobie, na ile nas spraw­dzo­no, i dopó­ki nie zagram, to się nie dowiem. Może być tak, że bar­dzo chcę zagrać w Zom­bie Porn, ale (i może wła­śnie dla­te­go) temat i spo­sób gry mnie tro­chę prze­ra­ża lub przy­tła­cza, i oczy­wi­ście strasz­ne żenu­je.

Zaje­bi­ście jest dostać wspar­cie od kum­pli: jeśli będzie potrze­ba, zro­bi­my prze­rwę albo odpu­ści­my sobie zaba­wę, ale póki co wes­prze­my cię w pro­wa­dze­niu pornograficzno‐trupio‐uczuciowej nar­ra­cji. Tak dużo łatwiej pod­jąć wyzwa­nie lub spraw­dzić, czy lubię, i brnąć w tę żenu­ją­cą zaba­wę, i czer­pać z niej przy­jem­ność, zamiast na każ­dym kro­ku musieć udo­wad­niać, że jestem dość edgy, a kątem oka spraw­dzać, co moi kum­ple na to. Nie chcę bać się odrzu­ce­nia i cze­kać na tek­sty, że jestem mięk­ka , bo nie sta­nę­łam na wyso­ko­ści zada­nia, kie­dy zająk­nę­łam się na sło­wie „penis”. (A nawet jeśli jestem, to co z tego?).

Słu­chaj­cie, to jest świet­na i pozba­wio­na dobre­go sma­ku gra, opar­ta na impro­wi­za­cji, w któ­rej tyl­ko jeden gracz może wygrać. Samo jej ist­nie­nie jest wyzwa­niem i pyta­niem czy chcę i czy potra­fię. Więc wra­ca­jąc do pyta­nia z góry: „czy powin­nam być przy­go­to­wa­na na róż­ne moż­li­wo­ści”? Nie wiem, czy powin­nam, ale jestem! Jestem przy­go­to­wa­na na to, o czym jest gra, bo gra mi to mówi. Jestem przy­go­to­wa­na do gry: mam chęć i wolę. Ale jestem też przy­go­to­wa­na, że w trak­cie mogę nie chcieć, że mogę potrze­bo­wać wspar­cia, że nagle się oka­że, że coś budzi we mnie emo­cje więk­sze niż się spo­dzie­wam, że wymięk­nę, albo że ktoś inny nie będzie chciał grać, a ja będę nie­za­do­wo­lo­na. To jest ok, to się zda­rza, ale sta­ra­my się zadbać o sie­bie, przede wszyst­kim jeste­śmy kum­pla­mi.

Mamy tu śmierć i pogoń za karie­rą, mamy seks, dużo uczuć i odci­na­nie czę­ści cia­ła. Sam ten miks jest tak absur­dal­ny, że ser­ce (lub dowol­ne inne miej­sce, gdzie się sado­wią emo­cje) krzy­czy, że war­to, że tu się będą dzia­ły rze­czy. Po co grać tyl­ko w to, co już wiem, że dam radę?

No i wie­cie, zagra­łam w Zom­bie Porn. O rany, jakież to było hila­rycz­ne i gorzko‐słodkie jed­no­cze­śnie.

Umówmy się na randkę, umówmy się na sesję

To jest wpis z kate­go­rii tych,  gdzie roz­k­mi­niam jak i po co ja wła­ści­wie gram. Dla odmia­ny nie będzie o gra­niu, ino o tym co się dzie­je wokół. O sesji jako spo­tka­niu spo­łecz­nym, o uma­wia­niu się. Ten tekst jest też kon­ty­nu­acją prel­ki Nigdy z wami nie gra­łam (lin­ki pod tek­stem).

Kon­tekst jest taki, że co jakiś czas odświe­ża­my eki­pę do gra­nia, a gra­my obec­nie on‐line głów­nie. Praw­dę mówiąc jest to dość fru­stru­ją­ce, ale alter­na­ty­wą jest gra­nie w ogó­le, ew. w 2 – 3 oso­by, a nie każ­da gra pój­dzie.

Zało­że­nie: nie inte­re­su­je mnie gra z kim­kol­wiek. Szu­kam kogoś, kto domyśl­nie będzie chciał roz­gry­wać podob­ny zestaw tema­tów i gier jak ja i moja gru­pa. Kogoś, kto podej­dzie do gry z entu­zja­zmem. Kogoś, kto ogar­nie mecha­ni­kę i będzie w sta­nie na mini­mal­nym pozio­mie impro­wi­zo­wać (i będzie miał odwa­gę, i będzie chciał się uczyć). Wresz­cie (waru­nek koniecz­ny): będzie porząd­nym czło­wie­kiem, a nie głu­pim sek­si­stą. Kobie­ty mile widzia­ne.

Nie oszu­ku­ję się, to nie będzie łatwe. Na dro­dze do zna­le­zie­nia ide­al­ne­go gra­cza cze­ka mnie wie­le roz­cza­ro­wań. To nie zna­czy, że nie war­to pró­bo­wać. Bywa tak, że roz­sta­je­my się po jed­nej czy kil­ku sesjach: nic w tym złe­go, cza­sem nie war­to się męczyć. Bywa, że roz­sta­nie­my się po kłót­ni — cóż, cza­sa­mi nie da się nic zro­bić z nie­do­pa­so­wa­niem.

Sztuczka nr 1: ogłoszenie.

ogłoszenie

W infor­ma­cji poda­ję swo­je ocze­ki­wa­nia (wobec kogoś) oraz doświad­cze­nia (wła­sne). Nazwy sys­te­mów (w co chce­my grać lub w co gra­li­śmy dotych­czas) mają dać poję­cie, cze­go moż­na się spo­dzie­wać, mówi to tro­chę o sty­lu gra­nia, tro­chę o inte­re­su­ją­cym nas kli­ma­cie lub tema­tach.
Istot­nym ele­men­tem jest pro­po­no­wa­ny ter­min gry — jak nie masz cza­su grać, to choć­by­śmy byli erpe­go­wy­mi połów­ka­mi poma­rań­czy, nic z tego nie wyj­dzie.

Sztuczka nr 2: rozmowa kwalifikacyjna

Oso­by, któ­re się zgło­szą, zapra­szam do roz­mo­wy na sky­pe (lub alter­na­tyw­nym komu­ni­ka­to­rze). Jeśli ktoś nie ma na to cza­su — odpa­da. To pierw­szy sygnał, że może nie mieć cza­su na sesję. Jeśli nie przyj­dzie na umó­wio­ną roz­mo­wę — wypad. Umie­jęt­ność kon­tak­to­wa­nia się i dopa­so­wy­wa­nia to mini­mum, żeby gra się odby­ła.

Pod­czas samej roz­mo­wy pod­py­tu­ję o róż­ne rze­czy i sta­ram się powziąć wyobra­że­niem, jakim czło­wie­kiem i jaką erpegówką/ erpe­gow­cem jesteś, w co gra­łaś, co lubisz. Pytam o sto­su­nek do sek­su i prze­mo­cy, infor­mu­ję o potrze­bie feed­bac­ku z two­jej stro­ny (nie jestem wróż­ką, nie domy­ślę się, czy coś za moc­no, za sła­bo itd.). Roz­mo­wę koń­czę czymś w sty­lu „zadzwo­ni­my do pana” — nie­ste­ty, repre­zen­tu­ję całą gru­pę i muszę się zasta­no­wić, czy wszy­scy razem się doga­da­my. Gene­ral­nie daję znać, nawet jeśli nie zosta­niesz wybra­ny.

Sztuczka nr 3: karta X

No dobra, sko­ro się nie zna­my, a w naj­lep­szym wypad­ku zna­my się sła­bo, to war­to przy­po­mnieć BHP. Kar­ta X lądu­je na sto­le, zwy­kle w for­mie: mów, jak coś ci nie leży, wte­dy prze­rwie­my grę lub wyco­fa­my sce­nę. Tak, zakła­da­my, że się o sie­bie trosz­czy­my — to jest basic shit. (Waż­ne: nie zawsze wszyst­ko się uda, po pro­stu domyśl­nie się sta­raj­my).

Więc jeśli zaczniesz z tego kpić, mówić, że to nie­po­trzeb­ne, że trze­ba grać twar­do, to mogę się spo­dzie­wać, że raczej dłu­go nie pogra­my. Nie mówiąc o tym, że kie­dy gra­my twar­do, „I Will Not Aban­don You” (jak nazwa­ła to Megu­ey Baker) jest jesz­cze bar­dziej potrzeb­ne.

Sztuczka nr 4: feedback

Lubię, jeśli po sesji moż­na o tej sesji poga­dać. O tym co wyszło, gdzie mie­li­śmy pro­blem itd. Skąd­inąd wiem, że czę­sto ludzie nie umie­ją wyjść poza „faj­nie było” (co mnie strasz­nie wku­rza, bo nic mi nie daje i nie otwie­ra żad­nej roz­mo­wy). Z dru­giej stro­ny mi samej jest łatwiej być kry­tycz­ną niż pozy­tyw­ną.

Jeśli więc to ja pro­wa­dzę, pro­szę każ­de­go z gra­czy, żeby wskazał/ wymie­nił jed­ną rzecz, któ­ra mu się podo­ba­ła i jed­ną, któ­ra nie. Cza­sem z tego pyta­nia roz­wi­ja się jakaś roz­mo­wa, cza­sem zosta­ję z listą rze­czy do popra­wy. A ogra­ni­cze­nie jed­no takie, jed­no takie zapo­bie­ga przed lita­nią żalów… no i łatwiej jed­nak przy­jąć kry­ty­cyzm, gdy się dosta­je coś pozy­tyw­ne­go.

Linki

Bliss Stage [AP3]

W poprzed­nim odcin­ku Kata­rzy­na popro­si­ła panią Marian­nę o zmia­nę kotwi­cy (żeby być bli­żej face­ta, ale tego nie mówi­ła gło­śno), na co pani Marian­na się nie zgo­dzi­ła. Ale pod­czas pla­no­wa­nia gry wspól­nie uzna­li­śmy, że to dobry pomysł i wymy­śli­li­śmy, jak to zor­ga­ni­zo­wać (Anna będzie kotwi­cą Ada­ma, na któ­re­go ma crush, Mar­ta popro­wa­dzi Jan­ka, a Alek będzie kotwi­cą Kata­rzy­ny, swo­jej dziew­czy­ny). W fik­cji było dużo dra­my z powo­du zmia­ny kotwic (Anna była zachwy­co­na, Mar­ta — któ­ra nie będzie mogła opie­ko­wać się bra­tem — wyzwa­ła ją od suk, pani Marian­na: „Mar­ta, wyjdź!”). Zgod­nie na koniec sesji uzna­li­śmy, że to świet­nie wyszło, na wie­lu pozio­mach.

Na misję zosta­li wezwa­ni Janek i Adam oraz ich kotwi­ce.

Kata­rzy­na (do Alka, z bły­skiem w oku): wiesz co to zna­czy…
Alek: no to chodź!

Ja byłam zado­wo­lo­na i jako Kata­rzy­na (z oczy­wi­stych wzglę­dów), i jako ja: cięż­ko mi się wcho­dzi­ło w inte­rak­cje z Pau­li­ną, któ­ra pro­wa­dzi­ła Annę. Co gor­sza w jed­nej z pierw­szych scen przed­sta­wi­łam moją postać, jak bez­czel­nie oskar­ża Annę, że ją wyrzu­ci­ła z misji awa­ryj­nie (choć sama ją o to pro­si­ła) — i to bar­dzo rzu­to­wa­ło na tę rela­cję. Wię­cej nawet, ja odczu­wam lek­ki ble­eding: te nega­tyw­ne emo­cje z posta­ci wyle­wa­ją mi się na rze­czy­wi­stość i jestem momen­ta­mi pod­czas gry zła na gracz­kę, choć nie ma o co. Co mia­ło swo­je nega­tyw­ne kon­se­kwen­cje.

Efek­tem tej podwój­nej zło­ści była moja dekla­ra­cja sce­ny: „To będzie sce­na, w któ­rej spusz­czam Annie wpier­dol”. Gracz­ka się­gnę­ła po kar­tę X („bez prze­mo­cy wprost, obe­lgi i rzu­ca­nie przed­mio­ta­mi są ok”) — i nagle ja nie potra­fi­łam się emo­cjo­nal­nie z tym pogo­dzić, strasz­nie sła­bo. Zamiast iść dalej, pró­bo­wa­łam dopy­tać „czy na pew­no” — dobrze, że Kamil przy­wo­łał mnie do porząd­ku i do usta­leń, ale strasz­nie się zblo­ko­wa­łam. Nic dziw­ne­go, odmie­nia­nie prze­mo­cy przez wszyst­kie przy­pad­ki to moje stan­dar­do­we podej­ście w grze (szcze­gól­nie gdy nie wiem, co zro­bić, gdy impro­wi­zu­ję). W koń­cu wymy­śli­łam jakąś alter­na­tyw­ną sce­nę (Kata­rzy­na obma­wia Annę przed Ada­mem, „uwa­żaj na nią”), wyszło tak sobie.

Nasza gru­pa jest taka super, że moż­na było o tej sytu­acji poroz­ma­wiać. Pau­li­na zado­wo­lo­na z tego, jak final­nie zosta­ła roz­wią­za­na sytu­acja i z roz­mo­wy. Mi było strasz­nie głu­pio, ale wkurw z posta­ci mi prze­szedł, mam nawet pomysł na faj­ną sce­nę Katarzyna+Anna. Ach i tu tak na mar­gi­ne­sie: skre­wi­łam nie tyl­ko spo­łecz­nie, ale też mecha­nicz­nie:

A heavi­ly trau­ma­ti­zed pilot may cau­se harm or even death to non‐pilot cha­rac­ters during an inter­lu­de action.[…] A pilot with three trau­ma may cau­se harm during an inter­lu­de action (and kill har­med cha­rac­ters), a pilot with five or more trau­ma may kill a non‐pilot cha­rac­ter during an inter­lu­de action. […]
Pilots with less trau­ma sim­ply can­not bring them­se­lves to car­ry out such actions. (s. 124)

Kamil wpro­wa­dził do gry dru­gą Ani­mę, dzię­ki cze­mu misje mogą być bar­dziej skom­pli­ko­wa­ne i na dwie oso­by. Co jest faj­ne, ale rodzi taką trud­ność, że (ponie­waż 1 Ani­mę obsłu­gu­je pilot i kotwi­ca) w takiej sytu­acji 1 oso­ba będzie pro­wa­dzić 2 posta­ci (naj­pierw pilo­ta, potem kotwi­cę, oka­zjo­nal­nie rów­no­le­gle). Ktoś (Arek? Pau­li­na?) zrobił/zaproponował kar­tecz­ki z imio­na­mi, żeby łatwiej było pamię­tać, kto któ­rą postać obsłu­gu­je. Wyko­rzy­sty­wa­li­śmy to też (Pau­li­ną inten­syw­nie miga­ła kar­tecz­ka­mi), gdy było dużo osób w sce­nie, do poka­zy­wa­nia, kto aktu­al­nie mówi. Pod­czas misji kar­tecz­ki uła­twia­ły alo­ka­cję kości.

Zre­zy­gno­wa­li­śmy z eks­pe­ry­men­tu z krze­sła­mi, inni też zgła­sza­li fru­stra­cję. Ja bym pew­nie dała szan­sę, ale resz­ta nie była zain­te­re­so­wa­na — nie upie­ra­łam się, ja też byłam sfru­stro­wa­na.

Jako gru­pa się coraz lepiej dogry­wa­my i chy­ba opi­sy­wa­nie świa­ta i obcych (ele­men­tów pocho­dze­nia obce­go) coraz spój­niej nam idzie (faj­nie jest usły­szeć „wow, super” na coś, co się wpro­wa­dzi­ło, faj­nie jest usły­szeć coś, na co się spon­ta­nicz­nie reagu­je „wow, super” — a takich rze­czy jest coraz wię­cej).

Janek sie­dzi z gita­rą
Adam: słu­chaj, myśla­łeś, że kie­dyś umrzesz?
Janek: nie, nie myśla­łem! nie myśla­łem o tym, dopó­ki nie przy­sze­dłeś i nie zaczą­łeś o tym mówić. Nie myśla­łem i nie zamie­rzam o tym myśleć. Zamiast tego nauczy­łem się grać, wiesz? chcesz posłu­chać?
Adam (z uśmie­chem): dajesz!
Janek: zna­la­złem jakiś śpiew­nik i z nie­go się nauczy­łem…
Adam: dajesz…
Janek (gra Nothing Else Mat­ters)
Adam (cału­je go w usta)

To wyżej to sce­na Arka i Pau­li­ny. Świet­nie było ich słu­chać, jak się zgra­li, Adam, postać Arka, jak zwy­kle emo, Janek jak zawsze bła­zeń­ski i nie chce myśleć o przy­szło­ści.

Na mar­gi­ne­sie tutaj: daw­no nie gra­łam w gru­pie, któ­ra jest tak zaan­ga­żo­wa­na i entu­zja­stycz­na wobec gry. Na przy­kład wszy­scy zabie­ga­ją, żeby gra się odby­ła (a nie jed­na oso­ba, jak dotych­czas, gdy gra­łam), roz­ma­wia­my po sesji, spe­ku­lu­je­my i entu­zja­zmu­je­my się, nie ma spóź­nień, roz­wią­zu­je­my pro­ble­my, gdy się poja­wia­ją. To super przy­jem­ne. Nie mówiąc już o tym, że też widzę, ja z sesji na sesję oni wzmac­nia­ją umie­jęt­no­ści potrzeb­ne w tej grze: opi­sy są coraz faj­niej­sze, misje idą gła­dziej,  sce­ny szyb­ko dążą do celu. Jej.

Przemyślenia mechaniczne

W tej grze MG ma peł­nię wie­dzy, co się dzie­je w świe­cie, a to, że kon­tro­lu­je Autho­ri­ty Figu­re, jesz­cze to pod­kre­śla. Przy­wód­ca wysy­ła te dzie­cia­ki na misje, sam/a może być kom­pe­tent­na albo nie, ale jest jedy­ną oso­bą, któ­ra jest zdol­na do podej­mo­wa­nia jakichś decy­zji — a te dzie­cia­ki (i też gra­cze, jeśli nie mają dostę­pu do nota­tek i pla­nów MG) mają tę wie­dzę ogra­ni­czo­ną. MG sam wymy­śla misje i MG jako Autho­ri­ty Figu­re je zle­ca, a pilo­ci wła­ści­wie są zobo­wią­za­ni te misje wyko­nać („shirk a mis­sion” — wymi­ga­nie się od misji ma poważ­ne kon­se­kwen­cje, i w fik­cji, i mecha­nicz­nie). Moim zda­niem to faj­nie współ­gra.

 Na razie misje są dla nas łatwe, w zasa­dzie bez myśle­nia wybie­ra­my w pierw­szej kolej­no­ści suk­ces misji, potem jest tro­chę zasta­na­wia­nia się, czy chro­nić kon­kret­ną rela­cję, czy bez­pie­czeń­stwo pilo­ta. Ale na razie misje były łatwe (po 2 cele, może 3), więc nawet te rela­cje nam się nie nad­wy­rę­ża­ją zbyt moc­no.

Zwy­kle pod­czas misji mam tak, że postać, z któ­rą mam Zaufa­nie na 2 lub 3 wbi­jam 1 – 2 punk­ty Stre­su, więc Rela­cji to nie szko­dzi bar­dzo. Ale jeśli chcę rela­cję pogłę­bić (czy­li zwięk­szyć zaufa­nie) i powiedz­my mam suk­ces w misji, to dosta­ję 2 sce­ny inter­lu­diów. W pierw­szej muszę zre­du­ko­wać stres (Stress Relief — czy­li akcja jest sku­pio­na na pro­ble­mach w danej rela­cji), a dru­ga musi zostać oce­nio­na jako Trust Buil­ding (budo­wa­nie zaufa­nia), czy­li pole­ga na roz­wi­ja­niu, defi­nio­wa­niu lub potwier­dza­niu danej rela­cji. Zaj­mo­wa­nie się rela­cją z inny­mi (z przy­ja­ciół­ką czy kochan­kiem) jest cięż­kie! Mówie­nie o swo­ich pro­ble­mach, lękach jest trud­ne! To zaj­mu­je czas! Gdy­by nie było pro­ble­mów, moż­na by po pro­stu roz­wi­jać przy­jaźń, a tak trze­ba się naj­pierw zająć pro­ble­ma­mi. Jak w życiu.

Ten kawa­łek mecha­ni­ki bar­dzo mi się podo­ba, choć cza­sem, gdy jestem Sędzią jest mi trud­no wybrać odpo­wied­nią opcję. Nadal nie jestem pew­na, czy jeśli powiem, że dane inter­lu­dium było Trust Buil­ding, a rela­cja ma stres, to w takiej sytu­acji nic się nie zmie­nia (bo powin­no być prze­pro­wa­dzo­ne naj­pierw Stress Relief), czy powin­nam wybrać coś inne­go, co może mecha­nicz­nie wejść.

O seksie inaczej [prelekcja]

Pod­czas Polco­nu 2013 wygło­si­łam pre­lek­cję na temat tego, w jaki spo­sób moż­na przed­sta­wiać seks i sek­su­al­ność w grze, w fik­cji. Przed­sta­wiam seks i sek­su­al­ność jako ele­men­ty opo­wie­ścio­twór­cze, a zamiast pytać „czy to robić”, przed­sta­wiam wypra­co­wa­ne prze­ze mnie prak­ty­ki, jak to robić. Pre­lek­cja doty­czy głów­nie sek­su­al­no­ści i sek­su, któ­re nie­ko­niecz­nie przy tym muszą zostać przed­sta­wio­ne w spo­sób ero­tycz­ny czy pod­nie­ca­ją­cy. Z pre­lek­cji kil­ka osób wyszło zgor­szo­nych, pomru­ku­jąc coś o tym, że seks jest czymś bar­dzo intym­nym, co nale­ży „cenić i sza­no­wać”, a na sesji ten temat ich „obrzy­dza”. Hm. Czy­taj dalej

O współgraniu

Emi­ly Care Boss (autor­ka gier o rand­kach) oraz Mat­thijs Hol­ter (autor gier nør­we­gian sty­le) spi­sa­li wspól­nie zasa­dy i tech­ni­ki otwar­tej gry (open play). Jed­ną z pod­sta­wo­wych zasad tego spo­so­bu gry i tego podej­ścia do gra­nia jest przede wszyst­kim odda­nie gry w ręce gra­czy, a MG nie pla­nu­je przed grą, w szcze­gól­no­ści nie narzu­ca gra­czom swo­jej wizji prze­bie­gu wyda­rzeń (sce­na­riu­sza) — zamiast tego uczci­wie reagu­je z fik­cją na decy­zje pod­ję­te przez gra­czy.

Play­ing with Intent pole­cam szcze­gól­nie tym, któ­rzy chcą poznać inne czy nowe podej­ście do gra­nia, któ­re i któ­rzy są zainteresowane_ni rela­cja­mi w gru­pie, sil­ny­mi emo­cja­mi z gry. Obo­je — Emi­ly i Mat­thijs — zwra­ca­ją uwa­gę na wie­le ele­men­tów, jak miej­sce gry, gra­cze i gracz­ki oraz rela­cje mię­dzy nimi, gra­ni­ce kom­for­tu (BHP) i poka­zu­ją, że są to bar­dzo istot­ne ele­men­ty przy wspól­nym two­rze­niu wspa­nia­łych, emo­cjo­nal­nych opo­wie­ści.

Naj­now­sza wer­sja jest tutaj: Play­ing with Intent

Jak wygląda bezoka zjawa?

Blan­che pisa­ła nie­daw­no tekst o tym, że war­to roz­ma­wiać przed grą, żeby usta­lić potrze­by wszyst­kich gra­czek i gra­czy. Bra­ko­wa­ło mi jed­nak w jej tek­ście wska­zó­wek, jak roz­ma­wiać, w jaki spo­sób wycią­gnąć z tej roz­mo­wy potrzeb­ne nam do gry infor­ma­cje.

Pod­czas pre­lek­cji „Nigdy z wami nie gra­łam” stresz­cza­łam narzę­dzie do uma­wia­nia się, jaki poziom opi­su sek­su i sytu­acji ero­tycz­nych będzie dla współ­gra­ją­cych naj­lep­szy, opar­te na ozna­cze­niach wie­ko­wych fil­mów. Nie­daw­no mia­łam przy­jem­ność grać w Mur­de­ro­us Ghosts z Mid­Mad i, ponie­waż była to nasza pierw­sza wspól­na gra, usta­la­ły­śmy, jaki spo­sób opo­wia­da­nia jest dla nas obu kom­for­to­wy, a jed­no­cze­śnie wystar­cza­ją­co „strasz­ny” . Czy­taj dalej

O problemach z Monsterhearts

(Oka­za­ło się, że mój komen­tarz do wpi­su na temat nie­uda­nej sesjiMon­ster­he­arts nad­mier­nie się roz­rósł, więc publi­ku­ję go w osob­nej not­ce. Jest to odpo­wiedź na proś­bę o wska­za­nie pro­ble­ma­tycz­nych ele­men­tów).

Dobry wie­czór.

W pierw­szych sło­wach mego posta chcę Ci podzię­ko­wać za nakło­nie­nie mnie do ponow­ne­go prze­czy­ta­nia pod­ręcz­ni­ka. Nabra­łam na nowo ocho­ty na nasto­let­nią ser­co­wą dra­mę. Czy­taj dalej

BHP w RPG — prezentacja

Poni­żej krót­ka pre­zen­ta­cja na temat BHP w RPG, czy­li o tym, jak moż­na zwięk­szyć szan­se na to, że na sesji będzie­my mie­li dobrą atmos­fe­rę i kom­fort. Jak upew­nić się, że wszy­scy gra­my w tę samą grę, i jak zadbać o posza­no­wa­nie swo­ich i cudzych gra­nic. W kolej­nych wpi­sach będę roz­wi­ja­ła poszcze­gól­ne punk­ty (raczej nie po kolei i wyryw­ko­wo), będę upo­rząd­ko­wy­wa­ła swo­ją wie­dzę i prze­my­śle­nia. Czy­taj dalej

Nigdy z wami nie grałam — prelekcja

[To jest  wpis archi­wal­ny]

W ostat­nim cza­sie zaczę­łam odwie­dzać nowe gru­py erpe­go­we. Dużo grup erpe­go­wych. Dużo nowych ludzi, z któ­rych każ­dy ma inne, tro­chę inne, czy­li zupeł­nie inne do erpe­go­wa­nia, uży­wa­nia mecha­ni­ki, opi­sy­wa­nia, gra­ni­ca­mi kom­for­tu zwią­za­ny­mi z sek­sem i prze­mo­cą. Cza­sem takie spo­tka­nia wycho­dzą faj­nie, bo podej­ście nie­co podob­no z nie­znacz­nie prze­sta­wio­ny­mi akcen­ta­mi. Cza­sem docho­dzi do roz­mów przed gra lub w trak­cie na temat naszych ocze­ki­wań lub spe­cy­fi­ki gra­nia.  A cza­sem nie — i robi się gru­ba awan­tu­ra, mała chry­ja i dys­ku­sja w sty­lu „moje RPG jest lep­sze niż two­je”.

Pokło­siem tych doświad­czeń jest pre­lek­cja przy­go­to­wa­na na jed­no z Master­Min­do­wych spo­tkań:
Nigdy z wami nie gra­łam, czy­li jak przy­go­to­wać się do gry z nie­zna­ny­mi gra­cza­mi.

Zapra­szam: Nigdy z wami nie gra­łam — Link do pre­lek­cji.

Copyright © 2019. Powered by WordPress & Romangie Theme.