Archiwum kategorii:Nie tylko rpg

Moja ZjAva 2019

ZjA­va to jeden z lep­szych kon­wen­tów, ostat­nio. Niby lokal­ny kon­went, ale na erpe­gi przy­jeż­dża­ją ludzie z całej Pol­ski. A 136 sesji w cią­gu week­en­du to nie­sa­mo­wi­ty wynik. Bra­wo!

Kilka wrażeń:

Psy w win­ni­cy — popro­wa­dzi­łam. Pół kilo kostek przy­ta­cha­łam, żeby było dla wszyst­kich. Czwór­ka gra­czy to jed­nak za dużo: jeden nie miał co robić, a mi było trud­no go ani­mo­wać, jed­no­cze­śnie pro­wa­dząc itd. Widzę też, jak bar­dzo robią nawet na wpół przy­go­to­wa­ne kar­ty i moc­na mode­ra­cja: uda­ło nam się w 4 godzi­ny zro­bić posta­cie, roze­grać ini­cja­cje i wybić pół mia­stecz­ka w 4 godzi­ny (prze­sa­dzam, tyl­ko dwie oso­by).

Jeden Pies strze­la do skle­pi­ka­rza, któ­ry sprze­da­je bim­ber ludzi z mia­stecz­ka, skle­pi­karz cho­wa się za barem. Wychy­la się i strze­la do dru­gie­go z Psów: Pod­bi­cie za 17. Gracz nie ma jak zablo­ko­wać. Uprze­dzam: może wyco­fać się z kon­flik­tu i auto­ma­tycz­nie zablo­ko­wać, a jeśli chce utrzy­mać się w kon­flik­cie, to obe­rwie i jego postać, brat August, może zgi­nąć. Gracz Przyj­mu­je Cios pię­cio­ma kost­ka­mi i dosta­je 5k10 kostek Kon­se­kwen­cji. Brat August zgi­nie tyl­ko wte­dy, gdy tra­fią się dwie dzie­siąt­ki. Rzu­ca­my: 10 i 10. Byłam chy­ba bar­dziej zasko­czo­na niż gracz.

Nie gra­łam w nic, w sobo­tę nie zna­la­złam nic dla sie­bie w roz­kła­dzie. Ilość sesji, orga­ni­za­cja ich, zapew­nie­nie miej­sca — to wszyst­ko było dopil­no­wa­ne. Tu uwa­ga dla orga­ni­za­to­rów: wiem, że testo­wa­li­ście nowy lay­out roz­pi­sek sesyj­nych, ale: to nazwa sys­te­mu, autor czy tytuł gry powin­ny być wyróż­nio­ne, a nie sło­wa „autor” i „sys­tem”. Żeby coś odczy­tać, ludzie tło­czy­li się przy samej ścia­nie. Przy­po­mnę też, że czy­ta­nie tak wyso­ko zamiesz­czo­nych infor­ma­cji jest trud­ne, jeśli jest się, jak ja, wzro­stu hal­flin­ga. Oprócz tego nie mam się do cze­go docze­pić.

Popro­wa­dzi­łam pre­lek­cję o wyda­wa­niu gier, nie­co o desi­gnie. Cały czas jest dla mnie zasko­cze­niem, że to, co mówię, jest dla kogoś nowe. Ale to dobrze, przy­naj­mniej mia­łam widow­nię. Dzię­ku­ję pyta­ją­cym: dużo łatwiej mi wyja­śniać czy roz­wi­jać myśli, kie­dy mogę nawią­zać z kimś nić poro­zu­mie­nia, a wątek o uni­wer­sal­no­ści jest inte­re­su­ją­cy sam w sobie.

Posłu­cha­łam też Jan­ka Sie­lic­kie­go, któ­ry rów­nież od stro­ny tech­nicz­nej mówił o wyda­wa­niu w ramach Dun­ge­on Master’s Guild [edit: popra­wi­łam nazwę za suge­stią Jan­ka]. Bar­dzo dobre przy­go­to­wa­nie, faj­ne przed­sta­wie­nie tricks of the tra­de. Nawet dla oso­by, któ­ra jak ja śle­dzi wyda­wa­nie nie­za­leż­ne, było to poucza­ją­ce.

W nie­dzie­lę z kolei Jakub Zapa­ła pro­wa­dził panel, na któ­ry go namó­wi­łam, o wyda­wa­niu swo­ich małych gier. Ponie­waż było nas mało na sali panel stał się dys­ku­sją — na dobre i na złe. War­to posłu­chać przy oka­zji takich wyda­rzeń Krzy­sia Ber­nac­kie­go czy Jaku­ba Nowo­sa­da, któ­rzy od lat są bli­sko tego biz­ne­su, i dowie­dzieć się, cze­mu redak­cja > skład > ilu­stra­cje, jakie są rzę­dy nakła­dów gier nie­za­leż­nych w Pol­sce, i usły­szeć pora­dy co do dru­ku. Faj­nie było zoba­czyć Favi (z Yazho­them) i jej Jago­do­wym Lasem — życzę, żeby gra wyszła poza erpe­go­we. Tomasz Mister­ka przy­był z tłu­ma­cze­niem FUPL: nie zachwy­ca mnie tak bar­dzo twar­da opra­wa, jak to, że pod­ręcz­nik otwie­ra się na pła­sko! Był Simon (czyt. [zimon], po nie­miec­ku) Pie­cha, ale nie­ste­ty się zawi­nął, zanim powie­dział coś cie­ka­we­go. Zabra­kło nie­ste­ty mode­ra­cji, więc dys­ku­sja dry­fo­wa­ła w róż­ne stro­ny.

Swo­ją dro­gą to tro­chę szko­da jed­nak, że te spo­tka­nia o wyda­wa­niu nie cie­szy­ły się więk­szym zain­te­re­so­wa­niem. Może w przy­szło­ści lepiej zro­bić jakiś panel czy coś? Może więk­sze zain­te­re­so­wa­nie tech­ni­ka­lia­mi moż­na by zdo­być na więk­szym kon­wen­cie?

Tego­rocz­na ZjA­va była dla mnie oka­zją do roz­mów, ale coraz mniej do socja­li­zo­wa­nia się. To już pora pozna­wa­nia ludzi i robie­nia networ­kin­gu, pla­no­wa­nia pro­jek­tów.  Witol­da Kraw­czy­ka posłu­cha­łam na temat Quen­ti­na, co naświe­tli­ło mi kil­ka kwe­stii i dało spo­ro prze­my­śleń. Jakie­muś czło­wie­ko­wi (prze­pra­szam, nie pamię­tam imie­nia) po roz­mo­wie ze mną pękła baniecz­ka z marze­nia­mi o swo­jej grze (pew­nie zosta­ły zamie­cio­ne po kon­wen­cie), ale liczę, że pozwo­li mu to ugryźć pro­blem z innej stro­ny.

W ogó­le: nie mówię wie­le o orga­ni­za­cji, bo było dobrze. A jak jest dobrze, to orga­ni­za­cja jest prze­zro­czy­sta, niko­go nie inte­re­su­je jak to dzia­ła, bo dzia­ła. Dzię­ku­ję wam, orgi­nie i orgo­wie ZjA­vy 10, że orga­ni­za­cja była prze­zro­czy­sta jak­by jej nie było.

PS. Pani ze skle­pi­ku z kol­czy­ka­mi dzię­ku­ję za wska­zów­kę co do kol­czy­ków. Bez niklu rze­czy­wi­ście mnie uszka nie bolą. No i te kru­ki są pięk­ne!

Planszówki, erpegi i polityka

Na nowy rok Simon Pie­cha pozwo­lił zapo­znać się ze swo­ją naj­now­szą  opi­nią o fan­do­mach, więc z mojej stro­ny tro­chę pole­mi­ki. Pisze Noobi­rus mię­dzy inny­mi, że w grach plan­szo­wych (w odróż­nie­niu od erpe­gów czy gier wideo) „nie ma miej­sca na poli­ty­kę, ide­olo­gię czy dra­my, ponie­waż […] co mie­siąc jest coś nowe­go do wypró­bo­wa­nia, a samo medium plan­szó­wek nie nada­je się za bar­dzo do cze­go­kol­wiek inne­go niż po pro­stu sprze­da­wa­niu plan­szó­wek i testo­wa­niu nowych mecha­nik czy też roz­wią­zań”.  I call bul­l­shit.

1. Kie­dy swe­go cza­su gra­łam w go, wyglą­da­ło to mniej wię­cej tak, jak mówi Noobi­rus. Nie było poli­ty­ki i wszy­scy gra­li­śmy w jed­ną grę, wszy­scy uczy­li­śmy się tej samej gry. Był pewien etos i ety­kie­ta gry: uczysz słab­szych, wyma­gasz od sie­bie, a „one­ga­ishi­mas” na począt­ku gry to zarów­no powi­ta­nie jak i „prze­ciw­ni­ku, ucz mnie”. Nie było poli­ty­ki i ide­olo­gii?

Była, oczy­wi­ście, że była. Widać było w tym, jakie tur­nie­je są pro­mo­wa­ne (Mistrzo­stwa Junio­rów), a jakie nie­ko­niecz­nie (Mistrzo­stwa Kobiet). Była w tym, na co szły pie­nią­dze.

2. Ale poli­ty­ka jest w plan­szów­kach zamknię­ta w mecha­ni­kach i roz­wią­za­niach. Takie Mono­po­ly jest topo­wym przy­kła­dem na grę, któ­ra wychwa­la kapi­ta­lizm w sty­lu im jesteś bogat­szy tym jesteś bogat­szy.  Para­dok­sal­nie ta gra zosta­ła pier­wot­nie stwo­rzo­na (pod tytu­łem Lan­dlords Game) przez  Eli­za­beth Magie, by w pro­sty spo­sób poka­zać, jak dzię­ki posia­da­niu zie­mi boga­ci sta­ją się coraz bogat­si, a najem­cy bied­nie­ją. Temat i mecha­ni­ka w zasa­dzie ta sama, ale fluff wska­zu­je, jakie jest „wła­ści­we” podej­ście do roz­war­stwie­nia spo­łecz­ne­go i komu mamy kibi­co­wać.

Z kolei zdo­by­wa­nie księż­nicz­ki w Liście miło­snym to stal­king. Fluff gry mówi, że księż­nicz­ka jest w roz­pa­czy, i dla­te­go odcię­ła się od zalot­ni­ków, a zada­niem gra­cza jest zna­le­zie­nie odpo­wied­nich sojusz­ni­ków, by poko­nać jej opo­ry. Księż­nicz­ka mecha­nicz­nie rów­nież nie chce widzieć zalot­ni­ków (Zagra­nie kar­ty księż­nicz­ki — czy­li prze­ka­za­nie listu bez pośred­ni­ka — to auto­ma­tycz­na prze­gra­na run­dy), cho­ciaż tekst zasad pró­bu­je to tłu­ma­czyć „nikłym poję­ciem o spra­wach ser­co­wych”. (Listu miło­sne­go jest kil­ka wer­sji, w tej połą­cze­nie takiej fik­cji z taką mecha­ni­ką daje nie­ste­ty taki efekt).

prEle­men­ty gry nio­są swo­je zna­cze­nia. Brą­zo­we toke­ny „kolo­ni­stów” (s.35, przy­pis 2) w Puer­to Rico to nie­wol­ni­cy na plan­ta­cjach (łatwe to do zauwa­że­nia widocz­ne dla osób, któ­rych to doty­czy). I googlo­wa­nie na szyb­ko wska­zu­je, że jest to czę­ste i oczy­wi­ste sko­ja­rze­nie (nie­za­leż­nie od tego, czy mecha­nicz­nie gra się podo­ba — jak w zalin­ko­wa­nym poście).

PupileAlbo tacy Pupi­le Pod­zie­mi: brzmi jak kpi­na z zakła­da­nia jed­no­oso­bo­wej dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej i tego, że teraz jest jesz­cze gorzej — tak, teraz zaj­mu­jesz się sprzą­ta­niem gów­na, dosłow­nie. Tak, do tego słu­żą sracz­ko­wa­te kostecz­ki 😉 Tak, ta gra nabi­ja się też z wypie­ra­nia, że nie­któ­re zasa­dy ozna­cza­ją co inne­go, niż się wyda­je.

Tak, Noobi­ru­sie, to tyl­ko taka zasa­da: zwie­rzę­ta wyjeż­dża­ją na lep­sze życie na wsi, a toke­ny w Puer­to Rico nie­ide­olo­gicz­nie są brą­zo­we. lol, nope.

3. W jed­nym Noobi­rus ma rację. W przy­pad­ku erpe­gów dys­ku­sje o poli­ty­ce są trud­niej­sze do unik­nię­cia. Przy plan­szów­ce łatwiej jest nie­zau­wa­żać, co mówią poszcze­gól­ne ele­men­ty, bo trze­ba by prze­pro­wa­dzić jakąś ana­li­zę. Nie ma tak duże­go zna­cze­nia jak nazy­wa się kar­ta: „Usuń kar­tę prze­ciw­ni­ka z gry” jest waż­niej­sze niż to, że kar­ta nazy­wa się „Skry­to­bój­stwo”. Część gra­czy to lek­ce­wa­ży, bo to pobocz­ny ele­ment, nie­ko­niecz­ny do gry. Przy erpe­go­wa­niu nie­ste­ty opo­wia­da­my histo­rie. A jeśli nas jest czwór­ka i mamy róż­ny, choć­by nie­znacz­nie, ogląd świa­ta, to prę­dzej czy póź­niej zacznie nam on wyzie­rać spod tej histo­rii. Taka bzdur­ka jak koniecz­ność pła­ce­nia za magię leczą­cą w dede­kach dla Ame­ry­ka­ni­na będzie oczy­wi­ste — w Pol­sce ze sto­sun­ko­wo powszech­nym (póki co) ubez­pie­cze­niem zdro­wot­nym już wca­le nie.

Wymy­śla­my fan­ta­stycz­ne uni­wer­sa i auto­ma­tycz­nie prze­rzu­ca­my na nie nasz ogląd świa­ta. Co jest „nor­mal­ne”, co myśli­my o sto­sun­kach spo­łecz­nych i płcio­wych. Obcych nale­ży się bać czy to oka­zja do eks­cy­tu­ją­ce­go spo­tka­nia? Jak będzie wyglą­da­ło spo­łe­czeń­stwo w przy­szło­ści? Czym jest dla nas powrót do natu­ry? Pod­czas gry nie zada­je­my tych pytań. Pod­czas gry udzie­la­my na nie odpo­wie­dzi.

Nic dziw­ne­go więc, że dys­ku­tu­je­my o poli­ty­ce, bo dys­ku­tu­je­my o poli­ty­ce już na pozio­mie meta: opo­wia­da­jąc tę naszą fik­cję. Nie­du­żo trze­ba, żeby­śmy roz­ma­wia­li bez tego pozio­mu, bo ta roz­mo­wa wisi cały czas w powie­trzu. I nie zawsze mówiąc o tym samym, mówi­my tak samo: bunt robo­tów u jed­ne­go wywo­ła sym­pa­tię z tymi, któ­rym odma­wia się miej­sca w spo­łe­czeń­stwie, inny będzie się bał, że kie­dyś robo­ty zaj­mą nasze miej­sce i wypchną nas z ryn­ków pra­cy, dla jesz­cze innej będzie to świę­to­krad­cze uzur­po­wa­nie sobie miej­sca Stwór­cy — przej­rzy­ste meta­fo­ry, praw­da?

Mówi­my tu o lękach i nadzie­jach. Dla­te­go wła­śnie kłó­ci­my się — bo poprzez fik­cję, poprzez opo­wia­da­ną histo­rię dys­ku­tu­je­my o naszym miej­scu w świe­cie, o tym jak jest, jak oce­nia­my to, co jest, i o tym, co być powin­no.

Dys­ku­tu­je­my o świa­to­po­glą­dach i poli­ty­ce.

 

— —  —  —  —  — –

Dzię­ku­ję Mate­uszo­wi Komi­niar­czu­ko­wi za kon­sul­ta­cję mery­to­rycz­ną.

Wię­cej w tema­cie:

Chris Daniel­sen, “‘Scan­ti­ly Clad and Well Pro­por­tio­ned’: Sexism and Gen­der Ste­reo­ty­ping in the Gaming Worlds of TSR and Dun­ge­ons & Dra­gons.”

Bru­no Faidut­ti, Post­co­lo­nial Catan

Piotr Ster­czew­ski, This Upri­sing of Mine: Game Conven­tions, Cul­tu­ral Memo­ry and Civi­lian Expe­rien­ce of War in Polish Games

 

 

Mapki, mapki, więcej mapek — Hex Kit

Sche­ma­ty, pla­ny poglą­do­we i map­ki to jed­na z tych rze­czy, któ­re zwy­kle spra­wia­ły mi kło­pot. (Oso­by, z któ­ry­mi gram, mają ubaw, oglą­da­jąc sche­ma­ty sytu­acji, któ­re szy­ku­ję). Na szczę­ście w sie­ci moż­na zna­leźć spo­ro róż­ne­go rodza­ju pomo­cy dla gra­czy, któ­rzy potrze­bu­ją fik­cyj­nych mapek.

map1

Wczo­raj wresz­cie docze­ka­łam się zre­ali­zo­wa­nia Hex Kita, pro­gra­mu do two­rze­nia hexo­wych mapek. Zaczę­ło się od tego, że kil­ka mie­się­cy temu Cecil Howe wrzu­cił swo­je prze­ślicz­ne hexy i poka­zał, jak moż­na z nich robić map­kę w gim­pie. Świet­ne efek­ty, ale tro­chę to uciąż­li­we. Stąd szyb­ki kick­star­ter oraz ufun­do­wa­ny i napi­sa­ny pro­gram do two­rze­nia mapek.

Planszówki na Narodowym

Po kil­ka zdań o każ­dej grze, w któ­rą uda­ło mi się zagrać, pod­czas even­tu Plan­szów­ki na Naro­do­wym. Impre­za bar­dziej komer­cyj­na niż jestem przy­zwy­cza­jo­na, cze­go kon­se­kwen­cją było mnó­stwo sto­isk wystaw­ców i wyeks­po­no­wa­ne sale, gdzie moż­na było zagrać w pro­mo­wa­ne gry. I oczy­wi­ście kon­kur­sy pro­mo­cyj­ne. Podob­no była ogól­na wypo­ży­czal­nia, ale nam nie uda­ło się do niej dotrzeć.chicken-bonanza

Chic­ken Bonan­za (Trefl) — dołą­czy­łam się do dwóch oko­ło 9‐letnich dziew­czy­nek. W skró­cie: rzu­ca­my kost­ką i na dachu kła­dzie­my kurę wylo­so­wa­ne­go kolo­ru. Trze­ba się spie­szyć, bo co kil­ka chwil dach eks­plo­du­je i wszyst­kie kury spa­da­ją. Faj­ne, ale trud­no dopro­wa­dzić do koń­ca.

Sza­lo­ne zegar­ki (2pionki) — kto szyb­ciej ogar­nie, że powie­dzia­łam pią­ta godzi­na, gdy na moim zegar­ku jest rów­nież pią­ta, z oka­zjo­nal­ną zmia­ną zasad. Impre­zów­ka w typie Jun­gle Spe­eda, któ­ra mogła­by być nawet faj­na, gdy­by nie nie­czy­tel­ne ilu­stra­cje i układ infor­ma­cji na kar­tach.

Othel­lo — kla­sy­ka (gra bry­tyj­ska). Jed­na z tych gier o pro­stych zasa­dach, a jed­nak skom­pli­ko­wa­nych na eta­pie tak­ty­ki i stra­te­gii.

Man­ka­la veri — kla­sy­ka, tym razem gra afry­kań­ska. Sadzi­my zbo­że lub faso­lę: bie­rze­my wszyst­kie fasol­ki z doł­ka i dokła­da­my po 1 do każ­de­go kolej­ne­go doł­ka. Gdy doło­ży­my tam, gdzie jest 1 lub 2 u prze­ciw­ni­ka, zbie­ra­my wszyst­ko. Gra jest super, szko­da tyl­ko że pan z Groteki​ musiał w tłu­ma­cze­niu zasad dodać jakiś rasi­stow­ski tekst o „głu­pich Murzy­nach” (zatka­ło mnie na moment). (Jak pro­wa­dzi­cie poka­zy gier, to nie rób­cie tego, strasz­ny obciach!).

Man­ka­la w wer­sji innej (Tre­fla) — tu dla odmia­ny punk­tu­je­my, gdy nasz ostat­ni roz­sia­ny gro­szek tra­fi na rów­no­le­gły rzą­dek co zapeł­nio­ny dołek prze­ciw­ni­ka. Podob­ne zasa­dy, a drob­na zmia­na dużo robi (i chy­ba było pro­ściej). Sar­kam tro­chę na wyko­na­nie — z jed­nej stro­ny faj­ne skła­da­ne drew­nia­ne pudeł­ko, a z dru­giej żeto­ny róż­nych wiel­ko­ści i co gor­sza przy więk­szej ich ilo­ści (np. 12, co nie jest szcze­gól­nie rzad­ką sytu­acją), wypa­da­ją z doł­ków. Kamil i ja wzię­li­śmy udział w tur­nie­ju, Kamil doszedł do ćwierc­fi­na­łu, ja popeł­ni­łam głu­pi błąd w ostat­nich kil­ku ruchach i prze­gra­łam 1 punk­tem pierw­szą par­tię. Do koń­ca dnia nie mogłam sobie daro­wać!Bitwa-o-tortuge

Bitwa o Tor­tu­gę (Fox Games) — jakież uro­cze sta­tecz­ki na błę­kit­nym morzu! każ­dy sta­tek zależ­nie od swo­jej war­to­ści (1, 2 lub 3) ma tyle kie­run­ków, w któ­rych może strze­lać. Gra tak­tycz­na na 15 minut, dość loso­wa — na star­cie nie wia­do­mo, gdzie są stat­ki każ­de­go z gra­czy, i dopie­ro trze­ba je odkryć. Co zresz­tą samo w sobie jest faj­ne. Tur­niej Tor­tu­gi był cał­kiem faj­ny, zasa­dy wyja­śnia­ne tuż przed — było nie­ste­ty za mało egzem­pla­rzy i może dla­te­go gra­no po jed­nej grze (gra do 2 zwy­cięstw by ten ele­ment loso­wy tro­chę opa­no­wy­wa­ła).

Plusk! (Egmont) — w dro­dze z tur­nie­ju na tur­niej zagra­li­śmy w Plusk!, gier­kę zamknię­tą w pusz­ce. Gra w ukła­da­nie wie­ży z kloc­ków, któ­re wybio­rą dla cie­bie inni gra­cze. A kloc­ki malu­sień­kie!  Zupeł­nie nie moja baj­ka.

Trio­mi­nos — trój­kąt­ne domi­no. Rów­nież zali­czy­li­śmy tur­niej, ale pro­wa­dze­nie tur­nie­ju okrop­ne: zmia­na zasad w trak­cie, nie­wy­raź­nie poda­na infor­ma­cja, że już jest run­da. W zasa­dzie pokaz niż tur­niej. Blah. Co do samej gry: zli­cza­nie punk­tów za budo­wa­nie peł­nych figur jest faj­ne, zli­cza­nie za sumę punk­tów na dosta­wio­nym żeto­nie już liczy się cięż­ko (a to, jakie żeto­ny mi doj­dą, zupeł­nie nie ode mnie zale­ży).

Rzy­mia­nie do domu (Trefl Joker Line) — jed­na z gier z serii Trefl Joker Line. Humor jak z Aste­rik­sa, bo gra jest o Szko­tach któ­rzy zamiast wal­czyć z Rzy­mia­na­mi, pio­rą się mię­dzy sobą, kto pierw­szy roz­wa­li fort (albo Nie­fort lub Kom­fort). Kamil bar­dzo chciał prze­te­sto­wać, bo wyglą­da­ło faj­nie, mnie inte­re­so­wa­ło czy cho­dzi na 2 oso­by. Na dwie oso­by jest za mało cha­osu i nie­wie­le się dzie­je.pentos

Pen­tos (Trefl Joker Line) — kar­cian­ka o rzu­ca­niu cza­rów. Po Rzy­mia­nach pró­bo­wa­li­śmy jesz­cze odpa­lić Kor­sa­rzy Kni­zi (ale instruk­cja była znie­chę­ca­ją­ca) i w podob­nie nie­wiel­kim pude­łecz­ku zna­leź­li­śmy grę, któ­ra nie­spo­dzie­wa­nie przy­ku­ła nas do krze­seł na dobre 40 minut i przez ten czas w koń­cu roz­gryź­li­śmy jak to dzia­ła. Naj­pierw albo dorzu­ca­my skład­ni­ki (kar­ty) do kotła, albo je z kotła wycią­ga­my, ciąg dal­szy gry podob­ny jest ciut do remi­ka, tzn zbie­ra się kar­ty, pró­bu­je wyło­żyć pen­tos, czy­li 5 kart tej samej war­to­ści w róż­nych kolo­rach lub krót­ki 3 kar­to­wy sekwens, żeby zagrać kar­ty spe­cjal­ne. Pen­tos lub koniec kart w talii koń­czy turę, kar­ty na ręku to magicz­ne opa­rze­nia, czy­li minu­so­we punk­ty. Swo­ją dro­gą do gry przy­cią­gnę­ły nas ilu­stra­cje na kar­tach: grzyb­ki, ośmior­ni­ce, smo­ki nie­to­pe­rze i skor­pio­ny — i to wła­śnie z tą grą final­nie wyszli­śmy z Plan­szó­wek na Naro­do­wym.

kryształyA to nie koniec — na sto­isku Tre­fla w bonu­sie do zaku­pu dosta­li­śmy Kie­szon­ko­we­go Geeka (demo Kie­szon­ko­we­go Bystrza­ka), czy­li geeko­wą wer­sję “Pań­stwa, mia­sta” i od razu zagra­li­śmy w to w pocią­gu. Losu­je­my kar­tę z kate­go­rią, kolej­na zakry­ta kar­ta ma liter­kę — kto pierw­szy wymy­śli coś speł­nia­ją­ce te warun­ki, zdo­by­wa punkt. Naj­lep­szym momen­tem gry były Krysz­ta­ły Cza­su — no cóż.

Pod­su­mo­wu­jąc: na 11 zagra­nych gier 6 war­tych uwa­gi. Pen­tos wart kup­na, do Tor­tu­gi bym chęt­nie jesz­cze wró­ci­ła, a kla­sy­ka cały czas trzy­ma poziom. Dobry bilans spo­tka­nia. Tro­chę mnie to nakrę­ci­ło, może na Gra­my do Gdań­ska poja­dę?

Konwentowe zgłaszanie problemów

Byłam czas temu jakiś na kon­wen­cie. I tra­fi­ło się tak, że chcia­łam zgło­sić pew­ną sytu­ację orga­ni­za­to­rom, poni­żej opo­wia­dam, jaki był prze­bieg wyda­rzeń, oraz jak chcia­ła­bym, żeby takie zgło­sze­nie wyglą­da­ło.

Dru­gi dzień kon­wen­tu, kie­dy się roz­pa­ko­wu­ję, dwóch kole­si roz­wa­ża pale­nie mari­hu­any na kon­wen­cie. Nie jestem pew­na czy to poważ­na spra­wa, nie wiem, czy żar­tu­ją, czy mówią serio, to chy­ba wbrew regu­la­mi­no­wi impre­zy – i zde­cy­do­wa­nie nie­do­pusz­czal­ne na tere­nie szko­ły. Decy­du­ję się zgło­sić, choć oba­wiam się, że nie zosta­nę potrak­to­wa­na poważ­nie, choć zna­jo­mi chcą iść na wybra­ny punkt pro­gra­mu, choć nie wiem, jakie pro­ble­my mogą gene­ro­wać upa­le­ni chłop­cy. Decy­du­ję się zgło­sić, bo uwa­żam, że lepiej, żeby orgo­wie wie­dzie­li i mogli zawcza­su przy­go­to­wać się do ewen­tu­al­nych trud­no­ści.

Zgła­szam więc naj­bliż­sze­mu gżda­czo­wi, któ­ry zarzą­dza reje­stra­cją uczest­ni­ków, poka­zu­ję, o któ­rych lud­ków cho­dzi, pro­szę, żeby choć spi­sał jego numer z iden­ty­fi­ka­to­ra (w razie kło­po­tów będzie moż­na spraw­dzić nazwi­sko). Ten odsy­ła mnie do orga w czer­wo­nej koszul­ce, mówiąc, że jest tyl­ko gżda­czem i nic nie może zro­bić. Org jest zaję­ty, zby­wa mnie, odsy­ła do kogoś inne­go, inny org odsy­ła mnie do kole­sia z Patro­lu Kon­wen­to­we­go („oni się zaj­mu­ją taki­mi rze­cza­mi”). Cze­kam, żału­ję, że w ogó­le pró­bu­ję coś zgła­szać, może to mało waż­ne. W koń­cu, cała zaże­no­wa­na, refe­ru­ję kwe­stię dwóm dry­bla­som: jeden org w czer­wo­nej koszul­ce, dru­gi z Patro­lu wyż­szy ode mnie o pół metra, wska­zu­ję na kole­si od mary­chy, któ­rzy wła­śnie wycho­dzą na zewnątrz. Przyj­mu­ją­cy mówią „dzię­ki”, i że jak tam­ci wró­cą i będą uja­ra­ni, to nie zosta­ną wpusz­cze­ni — i w koń­cu mogę iść.

Całość trwa­ła jakieś 15 minut.

Zgło­sze­nie nie powin­no tak wyglą­dać. Chcę poka­zać per­spek­ty­wę oso­by zgła­sza­ją­cej. Tutaj byłam w kom­for­to­wej sytu­acji, gdy zgło­sze­nie doty­czy­ło jakie­goś naru­sze­nia regu­la­mi­nu, ale to nie mi dzia­ła się krzyw­da, w sytu­acji, gdy pro­ble­my nie eska­lo­wa­ły. Naj­mniej waż­ny jest tu powód moje­go zgło­sze­nia, mogło­by to być cokol­wiek inne­go: prze­bieg wyda­rzeń był­by zapew­ne podob­ny, gdy­bym pró­bo­wa­ła zgło­sić picie piwa pod­czas kon­wen­tu, kra­dzież czy nęka­nie.

  1. Po pierw­sze, nie wie­dzia­łam, do kogo powin­nam zgło­sić się ze zgło­sze­niem, więc pode­szłam do pierw­szej oso­by w koszul­ce kon­wen­tu. Być może w infor­ma­to­rze była infor­ma­cja, jak zgła­szać sytu­acje pro­ble­mo­we, ale trze­ba się liczyć z tym, że nie wszy­scy prze­czy­ta­ją lub będą o tym pamię­tać (bar­dzo bym chcia­ła, żeby na coś takie­go poświę­co­no peł­ną stro­nę w infor­ma­to­rze, duży­mi lite­ra­mi!). Wolon­ta­riu­sze (gżda­cze) powin­ni być prze­szko­le­ni – powin­ni wie­dzieć, co zro­bić w przy­pad­ku zgło­sze­nia. Powin­ni mieć ulot­kę z pro­ce­du­rą, co robić w takich przy­pad­kach, kogo ścią­gnąć (zamiast: do kogo mnie ode­słać).
  2. Po dru­gie, sama nie byłam pew­na zgła­sza­nia, mia­łam mnó­stwo wąt­pli­wo­ści, i to odsy­ła­nie od Anna­sza do Kaj­fa­sza obni­ża­ło moją deter­mi­na­cję do zgło­sze­nia. Myśla­łam sobie, żeby odpu­ścić, że te trud­no­ści świad­czą o tym, że oni (orga­ni­za­to­rzy kon­wen­tu) po pro­stu nie chcą dostać zgło­sze­nia, że robię komuś pro­ble­my i zawra­cam gło­wę. Nie chcia­ła­bym (nie chcie­li­by­śmy), żeby ludzie rezy­gno­wa­li ze zgła­sza­nia poważ­niej­szych sytu­acji z powo­du podob­nych pro­ble­mów co tutaj. Chcia­ła­bym, żeby zgło­sze­nie zosta­ło przy­ję­te od razu i bez wąt­pli­wo­ści, nie­za­leż­nie od tego, co oso­ba przyj­mu­ją­ca sądzi o pra­wo­moc­no­ści i sen­sow­no­ści zgło­sze­nia.
  3. Wśród orgów/gżdaczy oko­licz­nych nie było ani jed­nej kobie­ty. W moim przy­pad­ku nie było to takie pro­ble­ma­tycz­ne, ale gdy­bym zgła­sza­ła mole­sto­wa­nie (sek­su­al­ne), mogło­by mieć wpływ na to, że bym się nie odwa­ży­ła. Chcia­ła­bym, żeby wśród orgów i gżda­czy było wię­cej kobiet, któ­re mogły­by przy­jąć zgło­sze­nie. Szcze­gól­nie do poważ­niej­szych przy­pad­ków powin­na być odde­le­go­wa­na para kobieta+mężczyzna.
  4. Kie­dy wresz­cie uda­ło mi się zgło­sić, dosta­łam zapew­nie­nie, że coś zosta­nie zro­bio­ne (choć trwa­ło to tyle cza­su, że led­wo zdą­ży­łam wska­zać na tych kole­si). Ale wła­ści­wie nie wiem co, czy moje zgło­sze­nie było sen­sow­ne i potrzeb­ne i bra­ko­wa­ło mi jakie­goś zakoń­cze­nia tej sytu­acji – infor­ma­cji, jak zosta­ło to final­nie roze­gra­ne, czy moje oba­wy były uza­sad­nio­ne itp. Chcia­ła­bym, żeby z tego zgło­sze­nia powstał jakiś raport/notatka, żeby był jakiś ślad, że coś się wyda­rzy­ło, coś, na czym moż­na by się oprzeć przy orga­ni­za­cji kolej­nych kon­wen­tów, ewen­tu­al­nie do spraw­dze­nia, czy jakieś oso­by nie powo­du­ją podob­nych sytu­acji regu­lar­nie.

Chcia­ła­bym, żeby dowol­ne zgło­sze­nie zosta­ło potrak­to­wa­ne poważ­nie. Zakła­dam, że poszcze­gól­ne punk­ty regu­la­mi­nu impre­zy nie są dla picu – kie­dy orga­ni­za­tor impre­zy sam lek­ce­wa­ży regu­la­min lub naru­sze­nia tego regu­la­mi­nu przez uczest­ni­ków, daje tym samym sygnał, że podob­nie może potrak­to­wać inne (w tym poważ­niej­sze) naru­sze­nia, czy to wnie­sie­nie bro­ni na teren kon­wen­tu, czy to zgło­sze­nie mole­sto­wa­nia.

Na koniec uwa­ga: zda­ję sobie spra­wę, że przy­to­czo­ny przy­kład jest kon­tro­wer­syj­ny, m.in. z powo­du podej­ścia pol­skie­go pra­wa do mari­hu­any, ale w tej not­ce i komen­ta­rzach chcia­ła­bym się sku­pić głów­nie na pro­ce­du­rach. Chcia­ła­bym, żeby orga­ni­za­to­rzy kon­wen­tu uła­twia­li zgła­sza­nie uczest­nicz­kom i uczest­ni­kom wszel­kich poten­cjal­nie nie­bez­piecz­nych sytu­acji, nie­za­leż­nie od powa­gi dane­go zda­rze­nia i reago­wa­li odpo­wied­nio.

Z regulaminu Avangardy 2014

25. Ponie­waż zale­ży nam na kom­for­cie każ­de­go Uczest­ni­ka, wszy­scy Uczest­ni­cy, Orga­ni­za­to­rzy i człon­ko­wie Obsłu­gi Kon­wen­tu są zobo­wią­za­ni do trak­to­wa­nia innych osób z sza­cun­kiem. Oso­by zacho­wu­ją­ce się agre­syw­nie, obraź­li­wie lub stwa­rza­ją­ce zagro­że­nie dla czy­je­goś życia, zdro­wia, dóbr oso­bi­stych czy mate­rial­nych będą usu­wa­ne z tere­nu Kon­wen­tu bez zwro­tu kosz­tów uczest­nic­twa. W szcze­gól­no­ści nale­ga­nie na dal­szy kon­takt z kimś, kto pro­sił o zakoń­cze­nie roz­mo­wy, nie będzie tole­ro­wa­ne.

Co tu jest dobre­go:

  • To w zasa­dzie pierw­szy raz, gdy regu­la­min kon­wen­tu fan­ta­sty­ki jasno wyra­ża nie­zgo­dę na mole­sto­wa­nie i nęka­nie pod­czas kon­wen­tu (jeśli się mylę, wskaż mi! ucie­szę się). To waż­ny sygnał.
  • Wyli­czo­ne są zacho­wa­nia, któ­re są nie­mi­le widzia­ne, szcze­gól­nie frag­ment o „nale­ga­niu na dal­szy kon­takt” — faj­nie, że to pod­kre­ślo­no, sko­ro mamy taką kul­tu­rę, że coś takie­go jest baga­te­li­zo­wa­ne.

Co nie jest takie faj­ne:

  • Regu­la­min nie pre­cy­zu­je, do kogo nale­ży się zwró­ci, gdy nastą­pi opi­sa­na w punk­cie sytu­acja. Bez pro­ce­dur zapis jest mar­twy.
  • To dopie­ro 25. punkt. Wyżej są para­gra­fy doty­czą­ce nakle­ja­nia ogło­szeń (sic!) i wno­sze­nia bro­ni.
  • Ten zapis nie jest dodat­ko­wo pod­kre­ślo­ny na stro­nie (a przy­da­ło­by się, sko­ro to zmia­na od zeszłe­go roku) — trud­no ocze­ki­wać, że nęka­nie będzie zgła­sza­ne, jeśli uczest­nicz­ki i uczest­ni­cy nie będą wie­dzia­ły, że mogą je zgło­sić. Podob­nie trud­no ocze­ki­wać, że ist­nie­nie tego punk­tu uświa­do­mi poten­cjal­nym spraw­com (czy­li: uczest­ni­kom i uczest­nicz­kom), że za to moż­na wyle­cieć, sko­ro łatwo tego nowe­go punk­tu nie zauwa­żyć.

Tak czy ina­czej to krok w dobrym kie­run­ku! Wie­rzę, że w kolej­nych latach docze­ka­my się zasad postę­po­wa­nia w sytu­acjach z nęka­niem i mole­sto­wa­niem (w tym sek­su­al­nym) z praw­dzi­we­go zda­rze­nia.

Cytat: „tam są nasze cycki” [wpis gościnny]

Zna­jo­my popro­sił mnie o publi­ka­cję jego wypo­wie­dzi na temat trak­to­wa­niu kobiet w fan­do­mie. Oto i ona:

 

Pro­wa­dzo­ne teraz dys­ku­sje o trak­to­wa­niu kobiet w fan­do­mie dają pew­ną nadzie­ję na to, że podej­ście do pew­nych zacho­wań powo­li się zmie­nia. Myślę więc że war­to mieć przed oczy­ma róż­ne aspek­ty nie­faj­ne­go trak­to­wa­nia kobiet z jaki­mi może­my się zetknąć. Nie wszyst­kie z nich obja­wia­ją się nie­chcia­nym bez­po­śred­nim kon­tak­tem fizycz­nym, ale wpły­wa­ją na to czy śro­do­wi­sko fan­ta­stycz­ne jest raczej bar­dziej czy raczej mniej przy­ja­znym kobie­tom miej­scem (mi oso­bi­ście wyda­je się że na tyle śred­niej kra­jo­wej śro­do­wi­sko fan­ta­stycz­ne wypa­da przy­zwo­icie, ale to nie zna­czy że nie mogło być lep­sze).

Oto histo­ryj­ka jaka przy­da­rzy­ła mi się na pew­nym kon­wen­cie w zeszłym roku. Z kil­ko­ma zna­jo­my­mi sto­imy przed wej­ściem i roz­ma­wia­my. Mię­dzy ludź­mi dooko­ła krą­żą ona prze­bra­na za (o ile dobrze pamię­tam) elf­kę oraz zwy­czaj­nie ubra­ny on i roz­da­ją ulot­ki rekla­mu­ją­ce zbli­ża­ją­cą się impre­zę około‐fantastyczną. W pew­nym momen­cie on pod­cho­dzi do nas, poda­je ulot­ki, mówi co i kie­dy i gdzie orga­ni­zu­je, zachę­ca do przy­jaz­du mówiąc że będzie­my się świet­nie bawić, i że wię­cej deta­li jest na ulot­kach. I koń­czy:

 — A, no i jak­by­ście chcie­li, to tam (poka­zu­je na nią) są nasze cyc­ki.

1. Co tu jest nie tak?

  •  ona zosta­ła spro­wa­dzo­na do roli ład­ne­go obiek­tu na któ­ry może­my sobie popa­trzeć,
  • dosta­li­śmy komu­ni­kat „przy­jedź­cie do nas chło­pa­ki, będzie dużo faj­nych cyc­ków dooko­ła”
  • ktoś uznał że powie­dze­nie cze­goś takie­go jest zupeł­nie OK w śro­do­wi­sku fan­ta­stycz­nym i jest akcep­to­wal­ną for­mą rekla­my swo­jej impre­zy

 2. Nasza odpo­wiedź wca­le nie była super — bez zasta­no­wie­nia odpo­wie­dzia­łem że „wolał­bym zoba­czyć two­je”, zro­bi­ło się odro­bi­nę nie­zręcz­nie, on wybrnął jakimś żar­tem i poszedł do kolej­nej gru­py ludzi obok. To nie jest dobry spo­sób reago­wa­nia w takich sytu­acjach, dla­te­go że mój komu­ni­kat mógł łatwo zostać nie­zro­zu­mia­ny. Tak­że dla­te­go, że on może zupeł­nie serio nie zda­wać sobie spra­wy, że to, co powie­dział, było nie­sto­sow­ne.

 3. Rekla­mo­wa­na impre­za mia­ła, o ile dobrze rozu­miem, cha­rak­ter pół­pro­fe­sjo­nal­ny (nie była orga­ni­zo­wa­na przez zrze­szo­ny w ZFP klub ani przez gru­pę zna­jo­mych) — wyda­je mi się to nie­istot­ne o tyle, że chy­ba rów­nie bar­dzo razi mówie­nie per „cyc­ki” o kimś zatrud­nio­nym do pro­mo­cji even­tu, co o robią­cej to wolon­ta­riac­ko kole­żan­ce. War­to jed­nak pamię­tać, że w kon­tek­ście postę­pu­ją­cej pro­fe­sjo­na­li­za­cji kon­wen­tów przej­mo­wa­nie funk­cjo­nu­ją­cych wzo­rów (hostes­sy, any­one?) z innych imprez na dużą ska­lę jest natu­ral­ne i być może cza­sem bez­re­flek­syj­ne. Tego typu wzo­ry nie­ko­niecz­nie muszą przy­sta­wać do wizji tych, któ­rzy chcą myśleć o fan­do­mie w spo­sób inklu­zyw­ny — czy­li jako o czymś takim, gdzie jest miej­sce dla każ­de­go.

 4. Co to poka­zu­je:

  •  sek­sizm ma wie­le form, z któ­ry­mi nie moż­na, wbrew inter­ne­to­wym suge­stiom, pora­dzić sobie daniem w mor­dę / pój­ściem na poli­cję (abs­tra­hu­jąc od sen­sow­no­ści tych rad).
  • to, że nikt nie został zma­ca­ny, nie zna­czy, że nic się nie sta­ło i że nie ma kwa­su.

 5. W pro­wa­dzo­nych nie­daw­no dys­ku­sjach pada­ją suge­stie zrów­nu­ją­ce „femi­nizm” (daję cudzy­sło­wy, bo femi­ni­zmów jest wie­le i istot­nie róż­nią się od sie­bie) wią­zał się z zaka­zy­wa­niem poka­zy­wa­nia publicz­nie kobie­ce­go cia­ła i róż­ny­mi for­ma­mi moral­nej cen­zu­ry. No więc nie. Pro­ble­mem w takich sytu­acjach nie jest to jak była ubra­na ta dziew­czy­na i co odsła­nia­ła — wie­le warian­tów femi­ni­zmu mówi że to jej spra­wa (podob­nie w przy­pad­ku dziew­czyn bio­rą­cych udział w cosplay­ach). Jeśli spra­wia im to fraj­dę, to super! Pro­ble­mem jest to, że z racji tego że są dziew­czy­na­mi trak­tu­je się je przed­mio­to­wo i spro­wa­dza do sek­su­al­ne­go rekwi­zy­tu.

 6. Co by było, gdy­by obok nie­go była ona i on2, i usły­sze­li­by­śmy „tam są nasze cyc­ki i kla­ta”? Sądzę że więk­szość osób któ­rym nie podo­ba­ją się takie rze­czy jak spot Pyr­ko­nu powie, że to nic nie zmie­nia — wciąż było­by to trak­to­wa­nie jego2 i jej przed­mio­to­wo na tle sek­su­al­nym, a to jest coś cze­go nie chcie­li­by­śmy mieć w naszym śro­do­wi­sku — nie­za­leż­nie od tego że przed­mio­to­we trak­to­wa­nie na tle sek­su­al­nym czę­ściej doty­ka kobiet niż męż­czyzn.

Seksistowska promocja Pyrkonu i Q‐Workshopu

Pyr­kon jest naj­więk­szym w Pol­sce kon­wen­tem fan­ta­stycz­nym. Z roku na rok zwięk­sza się licz­ba uczest­ni­ków (w zeszłym roku ponad 12 000 osób), 800 godzin pro­gra­mu, pol­scy i zagra­nicz­ni goście – twór­cy gier, auto­rzy komik­sów i ksią­żek: John Wick, Grze­gorz Rosiń­ski, Anna Kań­toch, Gra­ham Master­ton, żeby wymie­nić choć­by kil­ka nazwisk – oraz ogrom­na ilość innych atrak­cji… Samą ofer­tą bro­ni się sam, nie ma potrze­by rekla­mo­wać się sła­bym fil­mi­kiem z przed­mio­to­wo przed­sta­wio­nym kobie­cym cia­łem. Te same zarzu­ty odno­szą się rów­nież do Q‐Workshop – kost­ki pro­du­ko­wa­ne przez tę fir­mę są roz­po­zna­wa­ne i doce­nia­ne na całym świe­cie (współ­pra­ca z Paizo: Munch­kin, Path­fin­der) – skąd pomysł, żeby rekla­mo­wać się sek­si­zmem na 10‐lecie fir­my.

[Zamiast lin­ku stresz­cze­nie fil­mi­ku: Kame­ra ogląda/podgląda wcho­dzą­cą do pomiesz­cze­nia kobie­tę, któ­ra zaczy­na się roz­bie­rać. Po zrzu­ce­niu sta­ni­ka kobie­ta wcho­dzi do łazien­ki i zrzu­ca majt­ki. W ostat­nim uję­ciu leży w wan­nie cał­kiem przy­kry­ta kost­ka­mi. Logo Pyr­ko­nu. Logo Q‐Workshopu].

Roze­bra­na kobie­ta jest zupeł­nie nie­ade­kwat­na do sprze­da­wa­ne­go pro­duk­tu. Gdy­by nie napi­sy koń­co­we (i pod­pi­sy), trud­no było­by się domy­ślić, że cho­dzi o kon­went i doda­wa­nie kost­ki do wej­ściów­ki.

Sam spot w oczy­wi­sty spo­sób powie­la powszech­ne w rekla­mie #szczu­cie­cy­cem. Oczy­wi­ście to kobie­ta (a nie męż­czy­zna) jest roz­bie­ra­na, to oczy­wi­ście na nią się patrzy. Zna­my podob­nych reklam mnó­stwo, a kil­ka takich samych. Dla jasno­ści: mój sprze­ciw budzi wyko­rzy­sta­nie kobie­ce­go cia­ła, nie nagość sama w sobie – rekla­ma pro­wo­ku­je wręcz do bez­myśl­nych i uprzed­mio­ta­wia­ją­cych komen­ta­rzy w sty­lu: „Kij z kość­mi, ja chcę tą dziew­czy­nę jako doda­tek do bile­tu”.

To oczy­wi­ście nie pierw­sza wto­pa Pyr­ko­nu na tym polu. W zeszłym roku na gru­pie Erpe­gi są dla dziew­czyn zwra­ca­ły­śmy orga­ni­za­tor­kom Pyr­ko­nu uwa­gę, że nie­któ­re z ówcze­snych pla­ka­tów były nie­co pro­ble­ma­tycz­ne i ape­lo­wa­ły­śmy o więk­szą róż­no­rod­ność i mniej­szą ste­reo­ty­po­wość przed­sta­wień osób na pla­ka­tach. Naj­wi­docz­niej były za mało sek­si­stow­skie.

Od kil­ku lat pyr­ko­no­wi gżda­cze wita­ją na bram­kach uczest­nicz­ki kon­wen­tu hasłem „opa­ska albo cyc­ki” i naj­wy­raź­niej po samym tym haśle kon­went jest roz­po­zna­wal­ny. Choć orga­ni­za­tor­ki i orga­ni­za­to­rzy zda­ją sobie spra­wę z tego, nadal nie pod­ję­li żad­nych kro­ków zmie­rza­ją­cych do wyeli­mi­no­wa­nia tego typu incy­den­tów, nie mówiąc o prze­szko­le­niu wolon­ta­riu­szek i wolon­ta­riu­szy. Wciąż (podob­nie jak w przy­pad­ku innych kon­wen­tów) nie ma przy­ję­tych spo­so­bów postę­po­wa­nia w przy­pad­ku mole­sto­wa­nia, tak­że sek­su­al­ne­go, pod­czas kon­wen­tu, ani żad­nych zapi­sów w regu­la­mi­nie na ten temat. Wię­cej: kie­dy zgło­si­łam jed­nej z orga­ni­za­to­rek, że sły­sza­łam o dziew­czy­nie, któ­ra była obma­cy­wa­na pod­czas tego same­go kon­wen­tu, usły­sza­łam, że „sko­ro tego nie zgło­si­ła, to nie ma pro­ble­mu” (nie było oso­by, do któ­rej moż­na by taki incy­dent zgło­sić), a moją suge­stię wpro­wa­dze­nia tzw. „anti‐harassment poli­cy” (w USA zosta­ły wypra­co­wa­ne stan­dar­dy w tym zakre­sie) skwi­to­wa­ła, że „to był­by zły PR”.

Pod­czas spo­tka­nia z Rapor­tem Obie­ży­świa­ta Han­na Bie­le­rzew­ska, jed­na z orga­ni­za­to­rek impre­zy, wypo­wie­dzia­ła się nastę­pu­ją­co na temat spo­tu (pod­kre­śle­nia moje):

Two­rząc ten spot byli­śmy przy­go­to­wa­ni na to, co się wyda­rzy. To nie było tak, że to jest zasko­cze­nie po naszej stro­nie, że o boże, wszy­scy się obu­rza­ją. Nie, my byli­śmy przy­go­to­wa­ni na to, nato­miast… powiem wam jed­ną istot­ną rzecz: ten film nie jest fil­mem rekla­mo­wym Pyr­ko­nu. To jest film opo­wia­da­ją­cy, roz­sze­rza­ją­cy tak napraw­dę infor­ma­cję na temat new­sa – o kost­kach, któ­re… któ­re będą dla wszyst­kich dostęp­ne. Wyda­je mi się… że nastą­pi­ła jak­by taka… nad­in­ter­pre­ta­cja tego, że to jest rekla­mów­ka Pyr­ko­nu, bo ten news… zna­czy ina­czej: gdy­by­śmy chcie­li stwo­rzyć fil­mik rekla­mu­ją­cy Pyr­kon, to wypu­ści­li­by­śmy go już daw­no temu, a nie dopie­ro na tydzień przed po prostu,tak? Więc tyle w tym tema­cie. […] Aha, jesz­cze odpo­wia­da­jąc na to pyta­nie, czy zamie­rza­my wypu­ścić ofi­cjal­ne oświad­cze­nie? Nie. Po pro­stu nie, bo… no… bo to nie jest film, to nie jest pro­mów­ka Pyr­ko­nu, to jest infor­ma­cja roz­sze­rza­ją­ca, to jest jak­by ozdo­ba do new­sa na temat kostek. Tyle.

Tego nie ma już jak sko­men­to­wać.

PS. lin­ki:

Oświad­cze­nie Mad Arti­sans (FB)

Kost­ki gro­zy (nerd­ko­bie­ta blog)

Strip­tiz dla festi­wa­lu (gry bez prą­du)

Nie­miec­ka pro­win­cja lat dzie­więć­dzie­sią­tych (Jano)

Cze­mu nie jadę na Pyr­kon? (poGry­wam sobie)

Graj cycem (Błę­kit­ny Świt)

Dla­cze­go Pyr­kon dał cia­ła? (el‐pop)

Kie­dy kobie­ta wcho­dzi do wan­ny (zwierz popkul­tu­ral­ny)

Por­n­kon czy­li o tym, jak spie­przyć PR dobrej impre­zy (geek­fre­ak)

Bo cho­dzi o sza­cu­nek, a nie popraw­ność poli­tycz­ną (games­fa­na­tic)

Sek­si­stow­ska czy zabaw­na Kon­tro­wer­syj­na rekla­ma poznań­skie­go festi­wa­lu Pyr­kon (poly­ga­mia)

Pyr­kon rekla­mu­je się strip­te­asem. „Chcę tą dziew­czy­nę jako doda­tek do bile­tu” (gaze​ta​.pl poznań)

Jakoś to będzie (Ursus Ludens)

komen­tarz Ewy Nekow­skiej (FB)

[Wpis gościnny] Kobiety w fantastyce? Były od zawsze.

Conan, Solo­mon Kane, Fafryd i Sza­ry Kocur, Kull i inni. Wystar­czy jed­nak się­gnąć tro­chę głę­biej i obraz wcze­snej fan­ta­sty­ki, pul­py się zmie­nia. Nie jest to już tyl­ko dome­na męż­czyzn i chłop­ców z ich nie­sa­mo­wi­ty­mi boha­te­ra­mi. Poja­wia­ją się boha­ter­ki. Napraw­dę.

Czy­taj dalej

Damulki w opresji

Ani­ta Sar­ke­esian wypu­ści­ła pierw­szy film z cyklu Tro­pes vs Women in Video Games. Pierw­szy odci­nek poświę­co­ny jest kobiet­kom, któ­rych głów­ną funk­cją jest zosta­nie ura­to­wa­ny­mi przez (zwy­kle) męskie­go pro­ta­go­ni­stę. W odcin­ku zoba­czy­my przede wszyst­kim księż­nicz­ki Peach i Zeldę.

Bar­dzo pole­cam, Sar­ke­esian kla­row­nie opi­su­je i wyja­śnia trop (i nie pomi­ja sub­tel­no­ści). Bar­dzo przy­jem­nie jest jej słu­chać, ja zwy­kle potrze­bu­ję napi­sów na fil­mach, a w tym przy­pad­ku zupeł­nie nie były mi potrzeb­ne.

Copyright © 2019. Powered by WordPress & Romangie Theme.