Magia i Miecz 3/1993

W tym nume­rze zna­la­złam mnó­stwo dobra i cie­ka­wo­stek. Tyl­ko okład­ka jakaś paskud­na.MiM1993(3)okładka No dobra, ci żoł­nie­rze w typie Ram­bo naj­bar­dziej mi się koja­rzą z tym, jak są mode­lo­wa­ni w figur­kach umię­śnie­ni face­ci, ale do tema­ty­ki mogą się odno­sić chy­ba tyl­ko w nawią­za­niu do „otwie­ra­my dział gier stra­te­gicz­nych”. Ale po co jest ta zbro­ja w pra­wym gór­nym rogu?… cóż.

Wstęp­niak infor­mu­je o doda­niu dzia­łów Listy oraz Klu­by (jest też klub, do któ­re­go póź­niej nale­ża­łam!). Listów naj­wy­raź­niej przy­szło mniej, niż „milio­ny”, na któ­re redak­cja liczy­ła, ale reak­cja jest pozy­tyw­na (oka­zjo­nal­nie nawet entu­zja­stycz­na? zoba­czy­my w kolej­nym nume­rze).

Ten numer war­to było prze­czy­tać dla Listów. Nie­sa­mo­wi­cie dziś brzmią listy do redak­cji: np. że w Pol­sce w tym cza­sie nie było kostek 10‐ściennych (Q‐Workshop powsta­nie dopie­ro w 2004 roku, czy­li 10 lat póź­niej), któ­re były potrzeb­ne do gry w Krysz­ta­ły Cza­su! Ludzie od MiM‐a spe­cjal­nie je musie­li spro­wa­dzić, sprze­daż po naj­wy­żej 2 sztu­ki. 30000 to musia­ło być wów­czas spo­ro pie­nię­dzy (ceny gier bitew­nych, jak poka­zy­wa­ła rekla­ma we wcze­śniej­szym nume­rze były od 38000 do 70000 zło­tych) i było to dobro tak eks­klu­zyw­ne, że w zamiesz­czo­no w MiM‐ie poglą­do­we zdję­cie róż­nych kości. Albo list o gra­niu w War­ham­me­ra na moc­no wyeks­plo­ato­wa­nej edy­cji fran­cu­skiej (sic!) czy wymie­nia­niu się adre­sa­mi, żeby nawią­zać kon­takt z inny­mi fana­mi.

[Z moich wspo­mi­nek: ja swój pierw­szy kom­plet kostek kupo­wa­łam bodaj­że w 1998 roku w skle­pie Master w Gdań­sku, co kosz­to­wa­ło mnie 15 – 20 zeta, i wte­dy (dla lice­alist­ki) to było dla mnie bar­dzo dużo pie­nię­dzy. Pamię­tam też Wojow­ni­ka auto­stra­dy, para­gra­fów­kę, w któ­rej loso­wa­nie wyni­ków pole­ga­ło na celo­wa­niu na śle­po ołów­kiem w stro­nę okład­ki, na któ­rej zosta­ły nadru­ko­wa­ne cyfry.]

A poza tym dużo dobro­ci.

Samot­na przy­go­da to cał­kiem nie­zły tekst o gra­niu jeden‐na‐jeden. Autor/ka (tekst jak zwy­kle jest nie pod­pi­sa­ny) przed­sta­wia spo­so­by pro­wa­dze­nia solo­wej przy­go­dy, oczy­wi­ste pro­ble­my, któ­re się poja­wią, gdy postać nie ma wspar­cia, a gracz innych osób, z któ­ry­mi mógł­by pla­no­wać. Podo­ba mi się tu zwró­ce­nie uwa­gi na fakt, że oszu­ki­wa­nie (czy uła­twia­nie gry) zmniej­sza zain­te­re­so­wa­nie gra­cza grą. Cha­rak­te­ry­stycz­ne dla tek­stu jest nazy­wa­nie tego wprost „poważ­nym naru­sze­niem zasad gry” czy nawet oszu­ki­wa­niem. Faj­ne są tu pora­dy, żeby na przy­kład zawcza­su określić,które zasa­dy będą mniej bru­tal­ne, albo o wyeli­mi­no­wa­niu śmier­ci na rzecz nie­przy­tom­no­ści i innych kon­se­kwen­cji (np. obra­bo­wa­nia jej, znisz­cze­nia czę­ści zapasów/ekwipunku lub obni­że­nia cech). Podob­nie doce­niam frag­ment o daniu posta­ci moż­li­wo­ści uciecz­ki lub odwro­tu.

Dru­gą dobro­cią jest przy­go­da Z nie­wiel­ką pomo­cą moich przy­ja­ciół. Szcze­rze mówiąc, to nie wiem, czy podo­ba­ła­by mi się dzi­siaj (dziś gram w zupeł­nie inny spo­sób), ale jest faj­nym języ­kiem napi­sa­na, dość zabaw­na. Zleceniodawca‐detektyw wyma­ga mówie­nia dziw­ny­mi gło­sa­mi, co może być faj­ne albo iry­tu­ją­ce. Naj­waż­niej­sze jed­nak tutaj jest to, że ta przy­go­da daje na serio wska­zów­ki dla MG, jak ją pro­wa­dzić. NPC jest nibyw­sze­chwie­dzą­cy, ale tak napraw­dę słu­ży MG do przy­po­mnie­nia gra­czom o ich moż­li­wo­ściach (czy­li dys­kret­nej pomo­cy) — i pod­czas klu­czo­wej akcji zosta­je odsu­nię­ty na bok. War­to też zwró­cić uwa­gę, że sce­na­riusz zachę­ca MG, żeby dał gra­czom czas — i żeby nie utrud­niał im, jeśli uda im się wpaść na bły­sko­tli­wy plan. Do tego jest map­ka i poten­cjal­ne spo­so­by postę­po­wa­nia BG. Ach! Z roz­ba­wie­niem zauwa­ży­łam na liście sąsia­dów „Petrę i Marię, panien­ki o czę­sto naru­sza­nej cno­cie. […] Noto­rycz­nie prze­kup­ne, cho­ciaż nie­zbyt tanie”.

[Beam­hit wska­zał źró­dło. Przy­go­da jest spi­ra­co­na i skon­wer­to­wa­na na mecha­ni­kę KC z przy­go­dy do War­ham­me­ra. To tłu­ma­czy nie­miec­kie nazwi­ska. Jestem tak bar­dzo zawie­dzio­na].

Trze­cią dobro­cią jest omó­wie­nie (fan­fa­ry) War­ham­me­ra, któ­ry — jak pisze autor — ma się uka­zać w przy­szłym roku. Autor ma mnó­stwo entu­zja­zmu (co faj­ne), zachwa­la doda­tek the Restless Dead (Potę­pie­niec). Posłu­gu­je się też pol­ski­mi ter­mi­na­mi, czy­li na przy­kład Towa­rzy­skość (zamiast kano­nicz­nej ogła­dy). A przy tym wszyst­kim mówi takie rze­czy jak „pod wzglę­dem reali­zmu i pre­cy­zyj­no­ści bez­kon­ku­ren­cyj­ne są Krysz­ta­ły Cza­su”. Nie moż­na mieć wszyst­kie­go.

Na koniec zosta­wi­łam sobie Krysz­ta­ły Cza­su. Nie wiem już, czy zapo­wiedź ze wstęp­nia­ka, że „nie­odrod­ną czę­ścią każ­de­go sys­te­mu fabu­lar­ne­go są tabe­le, tabel­ki i zesta­wia­nia. Nie mar­tw­cie się, będzie ich jesz­cze wię­cej” jest iro­nicz­na i na serio. Fak­tem jest, że ta część KC skła­da się z: bar­dzo nud­nej geo­gra­fii, listy waż­niej­szych NPC‐ów (3 posta­cie kobie­ce: ilu­zjo­nist­ka + 2 żony Kata­na na 40 posta­ci), histo­ria z listą wład­ców, lista dziel­nic, lista świą­tyń, lista gar­ni­zo­nów, tabel­ka tra­fień kry­tycz­nych (obu­cho­we, tną­ce, kłu­te) oraz tabel­ka tra­fie­nia kry­tycz­ne­go w sie­bie, ekwi­pu­nek, broń i zbro­ja.

Będę zobo­wią­za­na, jeśli podzie­li­cie się swo­imi wspo­mnie­nia­mi z tego czasu/numeru. Jak wyglą­da­ły wów­czas klu­by? Czy są jakieś dane/wspomnienia o liczeb­no­ści fanów gier fabu­lar­nych w tym okre­sie? No i chęt­nie skon­fron­to­wa­ła­bym się z kimś, kto chciał­by rów­no­le­gle ze mną czy­tać te MiM‐y — zawsze to szer­sze spoj­rze­nie. Kto­kol­wiek?

I pyta­nie: chcę do gale­rii wrzu­cać jakieś frag­men­ty cie­kaw­sze. Przy­go­dy są bar­dzo dłu­gie (Z nie­wiel­ką pomo­cą ma 7 stron!), arty­ku­ły to 2 – 3 stro­ny. Czy jest sens to udo­stęp­niać (czy kogoś to inte­re­su­je, czy ktoś chce ponow­nie czy­tać dłuż­sze tek­sty)?

Komentarze: 16

Komentarze są wyłączone.

Z nie­wiel­ką pomo­cą…” to ory­gi­nal­na przy­go­da do War­ham­me­ra, któ­ra uka­za­ła się z oka­zji roz­pi­sa­nia nowej gry­wal­nej rasy — gno­mów. Jakiś czas póź­niej wyszła też u nas w ory­gi­nal­nej wer­sji, bo była umiesz­czo­na w dodat­ku „Księ­ga Wie­dzy Tajem­nej” do War­ham­me­ra.

O Ty noto­rycz­nie prze­kup­na, jak Ty możesz tak okrop­nie siać nie­na­wiść! 😉
A tak na serio — Two­je arty­ku­ły o MiM coraz bar­dziej zachę­ca­ją mnie do zapo­zna­nia się z tema­tem erpe­gów z tam­tych lat.

A przy tym wszyst­kim mówi takie rze­czy jak „pod wzglę­dem reali­zmu i pre­cy­zyj­no­ści bez­kon­ku­ren­cyjne są Krysz­tały Cza­su”. Nie moż­na mieć wszyst­kie­go.”

To był kie­ru­nek, w któ­rym podą­ża­ły wte­dy erpe­gi. Jed­nak wraz z wyj­ściem FATA­La ludzie zauwa­ży­li, że gra­ni­ca moż­li­wo­ści zosta­ła osią­gnię­ta i nigdy nie uda się dogo­nić mistrza, więc RPG poszło w innym kie­run­ku.

Z moich wspo­mi­nek: ja swój pierw­szy kom­plet kostek kupo­wa­łam bodaj­że w 1998 roku w skle­pie Master w Gdań­sku, co kosz­to­wało mnie 15 – 20 zeta, i wte­dy (dla lice­alistki) to było dla mnie bar­dzo dużo pie­nię­dzy.”

Master! Spo­ro wspo­mnień (i wydat­ków) mam zwią­za­nych z tym skle­pem. Bar­dzo faj­na obsłu­ga. Tam też kupi­łem swój pierw­szy kom­plet kości… wła­ści­wie nawet nie kom­plet w peł­ni tego sło­wa zna­cze­niu, bo każ­dą z kości kupo­wa­łem osob­no. Wszyst­kie były tego same­go kolo­ru (zielony‐perła), ale każ­dą z nich przed kup­nem testo­wa­łem. Taki fetysz. Patrzy­łem jak leży w dło­ni, jak się tur­la. Do dziś mam te kości… a gra­cze bar­dzo ich nie lubią.

No i Magic. Gdzieś w okre­sie 1998 – 2002 mia­łem fazę na kar­cian­ki. W erpe­gi też spo­ro gra­łem, ale to na kar­cian­ki szły pie­nią­dze. Nawet wytwo­rzył mi się taki mały rytu­ał. Raz na dwa tygo­dnie jecha­łem (naj­czę­ściej z przy­ja­cie­lem) do Maste­ra. Podróż pocią­giem trwa­ła pra­wie godzi­nę (na stu­diach czy teraz w pra­cy taka podróż już nie robi wra­że­nia, ale wte­dy, dla dzie­cia­ka w pod­sta­wów­ce to było cał­kiem dale­ko). Przy­cho­dzi­łem do Maste­ra, patrzy­łem na nowo­ści, pla­ka­ty, nowe kości. Prze­glą­da­łem kla­ser z anko­mo­na­mi i rera­mi. I zama­wia­łem booste­rek. Szło się potem z takim booster­kiem do Mac­do­nald­sa po dru­giej stro­nie uli­cy, zama­wia­ło che­ese­bur­ge­ra z colą i czło­wiek czuł Ame­ry­kę. Teraz może to się wyda­wać głu­pie, ale dla takie­go nasto­lat­ka to było nie­sa­mo­wi­te uczu­cie. Mie­szan­ka pod­eks­cy­to­wa­nia (a może w tym booster­ku coś będzie? może tra­fi się jakiś rer albo nawet mityk?) i… bo ja wiem, eufo­rii, nasy­ce­nia… może cze­goś jesz­cze.

Nasza pacz­ka pierw­sze kości musia­ła zro­bić sama z mode­li­ny wła­śnie na pod­sta­wie tego zdję­cia. Póź­niej zna­jo­my zdo­był jeden kom­plet w skle­pie we Wro­cła­wiu i mie­li­śmy jeden kom­plet na 11 osób +mode­li­no­we.

Poczuj­cie kli­mat — jaki chce­cie widzieć dys­kurs o teo­rii RPGO­wej, jak kości my mie­lim z mode­li­ny i czym rzu­cać było waż­niej­sze dla hob­by… To jak wege­ta­ria­nizm ze swo­imi ide­ami w kra­jach bie­dy. Nie ten etap roz­wo­ju ryn­ku.

Pamię­tam też, że kil­ka lat poźniej, gdy już kości w eki­pie było tro­chę wię­cej, zamó­wi­łem kom­plet w cza­so­pi­śmie Zło­ty Smok, zro­bi­łem prze­lew na Poczcie, Zło­ty Smok upadł, a wpła­co­na kasa prze­pa­dła.

Jak mi przy­szedł War­ham­mer, to mia­łem tyl­ko parę k6. K10 była w„Robin Hoodzie”, jak wspo­mniał Droz­dal, a tak­że chy­ba w „Mumii”. Resz­tę się zała­twia­ło żeto­na­mi do chwi­li, aż pozna­łem paru gości, któ­rzy mie­li zestaw kostek. Swo­je dosta­łem dopie­ro po paru mie­sią­cach — ojciec przy­wiózł z Kra­ko­wa.

    W Mumii była k12, któ­rą się okre­śla­ło chy­ba kie­run­ki świa­ta. Kost­ka mi zosta­ła na dłu­go, ale moja to była już taka porząd­na, nie­bie­ska z bia­ły­mi cyfer­ka­mi.

      k12 z Mumii (moja była czer­wo­na i pierw­szy raz widzia­łem wte­dy takie dzi­wo jak kost­ka nie­sze­ścien­na) słu­ży­ła do testo­wa­nia umie­jęt­no­ści BG i potwo­rów. Boha­te­ro­wie mie­li wszak wła­sne kar­ty posta­ci, na każ­dej chy­ba po 10 umiejek/zdolności. Moż­na powie­dzieć, że pod tym wzglę­dem Mumia mogła się w pew­nym momen­cie szczy­cić naj­bar­dziej roz­bu­do­wa­ną mecha­ni­ką RPG na pol­skim ryn­ku. 😉

      Co do nie­pod­pi­sa­nych arty­ku­łów — podej­rze­wam, że każ­dy jeden nie­pod­pi­sa­ny jest po pro­stu pirac­kim prze­kła­dem arty­ku­łu z któ­re­goś z zachod­nich pism. Z per­spek­ty­wy cza­su moż­na zro­zu­mieć — nie­le­gal­ne to wte­dy nie było, a czy­tel­nik odsta­wał cie­ka­wy mate­riał. Począt­ko­wo redak­cja liczy­ła chy­ba 3 oso­by (?), każ­da musiał­by więc co mie­siąc two­rzyć ok. 20 stron ory­gi­nal­nej tre­ści. Wybór był więc albo mię­dzy KC albo nie­au­to­ry­zo­wa­ny­mi prze­dru­ka­mi z pra­sy zachod­niej. Dla nas, czy­tel­ni­ków, i dla rodzą­ce­go się hob­by, to dru­gie z pew­no­ścią przy­no­si­ło wię­cej korzy­ści.

      Nie zazdrosz­czę nowej eki­pie, któ­ra z miej­sca będzie musia­ła zmon­to­wać dużą i płod­ną eki­pę auto­rów lub bulić za goto­we mate­ria­ły.

    Też zdo­by­łem k10 z Robin Hooda 🙂

Na G+ tro­chę wię­cej, ale prze­kle­jam tutaj zdję­cie kości z tam­te­go okre­su. Jak widać, mate­riał miał wie­le do życze­nia 😉

https://lh6.googleusercontent.com/-a-BGwOPq1pI/U3HA1tyFSHI/AAAAAAAACiE/HrXmYbcoKfQ/w1136-h852-no/Ko%25C5%259Bci+Beamhita.jpg

Ja zaś uży­wa­łem dość ułom­nie 2k6 jako „k10”, póź­niej kupi­łem Wam­pi­ra wyd. Sfe­ra wła­śnie dla kost­ki k10. Nie mie­li­śmy w Ostro­wie Wiel­ko­pol­skim klu­bów fan­ta­sty­ki zatem poja­wi­ła się cała masa nie­za­leż­nych grup RPG’owych. Pozna­nie innej gru­py i zagra­nie wspól­ne, naj­czę­ściej dru­ży­na vs dru­ży­na to było to. Ten zaś numer MiM’a był moim pierw­szym. Do dziś wspo­mi­nam szał ilo­ści dostęp­ne­go uzbro­je­nia oraz zdzi­wie­nie, że miecz dłu­gi zada­je 120 obra­żeń tną­cych a pod­sta­wo­wa żywot­ność czło­wie­ka to 100. To co, moż­na zabić jed­nym cio­sem? 😉 Dotych­czas gry­wa­łem w Potycz­kę oraz plan­szów­ki.
Chy­ba wła­śnie to skło­ni­ło mnie do zaku­pie­nia kolej­ne­go nume­ru oraz kse­ro­wa­nia poprzed­nich od kum­pla. Mie­li­śmy praw­dzi­we­go świ­ra na punk­cie KC, łyka­ło się wszyst­ko co z tym zwią­za­ne, jak mło­dy peli­kan.

Tu Cię zasmu­cę, spo­śród czte­rech grup jakie pozna­łem i z któ­ry­mi gra­łem nie było żad­nej kobie­ty. Jeśli zaś cho­dzi o płeć posta­ci to gra­li­śmy obie­ma.

Copyright © 2019. Powered by WordPress & Romangie Theme.