Magia i Miecz 5/1993 — czyta miła foczka

okładkaO tym nume­rze pisał lat temu 5 (czy­li całe erpe­go­we poko­le­nie temu) Borej­ko, nie­ste­ty skrypt na stro­nie utrud­nia zapo­zna­nie się z tre­ścią.

Na okład­ce przed­sta­wio­ny jest męż­czy­zna w pseu­dow­schod­nich sza­tach, któ­ry jest tuż przed rytu­al­nym zamor­do­wa­niem blond‐piękności ubra­nej w bia­łą szat­kę z led­wo­ścią zasła­nia­ją­cą kawa­łek pier­si i poślad­ka. Pięk­ność  leży na praw­do­po­dob­nie magicz­nym sym­bo­lu, przy­ku­ta jest kaj­da­na­mi do zie­mi i wyglą­da jak­by mia­ła orgazm. Podo­ba mi się tutaj kolo­ry­sty­ka (czer­wo­ny z fio­le­tem) Wyszu­ki­wa­nie gra­fi­ki google pozwo­li­ło mi zna­leźć infor­ma­cję o auto­rze: jest to ponow­nie Luis Royo, autor okład­ki z nume­ru 1 . Jako cie­ka­wost­kę dodam, że ta ilu­stra­cja była ilu­stra­cją okład­ko­wą Oka Yrhe­des­sa wyda­ne­go po cze­sku. Pasek na okład­ce infor­mu­je: „Pierw­szy raz opo­wia­da­nie!” — na szczę­ście opo­wia­da­nie nie jest podob­ną soft‐erotyką jak okład­ka.

reklama

czy ktoś był w tym skle­pie?

Wstęp­niak dono­si o zmia­nie cen od nowe­go roku (to jest numer gru­dnio­wy) i zwięk­sze­niu licz­by stron (nr1 — 38s., nr5 — 50, nr6 — 64 stro­ny), war­to tu zwró­cić uwa­gę, że nakład nume­ru pierw­sze­go się w tym momen­cie wyczer­pał. Waż­niej­sza jest IMO zapo­wiedź wyda­nia War­ham­me­ra „w stycz­niu lub lutym” i proś­ba o listow­ne „zamó­wie­nia”, wyra­że­nie zain­te­re­so­wa­nia. Prze­wi­dy­wa­na cena (przed­pła­ta) mia­ła wyno­sić 210000 zł, czy­li 7,5 nume­rów MiM‐a. Kal­ku­la­tor infla­cji poda­je, że to jak dzi­siaj 50zł, a zakła­da­jąc, że dzi­siaj 50‐stronicowy numer kosz­to­wał­by 10zł, to cena WH wycho­dzi na dzi­siej­sze 75zł [z dal­sze­go spraw­dza­nia wycho­dzi, że to było jakieś 5% śred­niej pen­sji — to tłu­ma­czy wstęp­nia­ko­we „bar­dzo dużo”]. Tak czy ina­czej son­do­wa­nie zain­te­re­so­wa­nia wyglą­da jak przed­in­ter­ne­to­wy kick­star­ter — a, jak sły­sza­łam, War­ham­mer został wydru­ko­wa­ny w cało­ści z przed­płat (ktoś potwier­dzi? potrzeb­ne źró­dło).

W nume­rze jest poświę­co­ne­go tro­chę miej­sca na rekla­my — pre­nu­me­ra­ty, nume­ry archi­wal­ne, gry (Cel­tyc­kie Mie­czeKryp­to­nim „Lew Mor­ski”), książ­ki (Straż­nicz­ka ist­nień z auto­gra­fem auto­ra — any­one?), zapo­wiedź tego, co ma być w kolej­nym nume­rze.

Recen­zje gier: Śmier­tel­na pró­ba, Mag, Troll Foot­ball, wszyst­kie pol­skie wyda­nia zagra­nicz­nych tytu­łów — w tej ostat­niej suge­stie auto­ra recen­zji, jak pora­dzić sobie z kiep­skim wyda­niem gry, wska­zu­ją, że koniecz­ność napra­wia­nia gier, mimo że iry­tu­ją­ca, była czymś powszech­nym.

O bar­dziej szcze­gó­ło­wy komen­tarz na temat tego nume­ru popro­si­łam miłą focz­kę:

Magia i Miecz” czy­ta­na na nowo jest dla mnie fascy­nu­ją­ca. Wycho­dzi, jak wie­le rze­czy zapo­mnia­łem albo trak­to­wa­łem jako oczy­wi­ste we wcze­snych latach gra­nia i czy­ta­nia erpe­go­we­go. Zaczy­na­łem grać na prze­ło­mie 93 i 94 roku. Swój pierw­szy numer kupi­łem tyl­ko dla­te­go, że nie było „Top Secret” czy „Secret Servi­ce”, a kio­skar­ka pole­ci­ła mi wła­śnie MiM‐a. Czy­ta­ny obec­nie, nie bro­ni się zbyt­nio (nic dziw­ne­go zbyt­nio), ale mia­łem przy tym dużo zaba­wy i zdzi­wień. Oni napraw­dę to robi­li, na serio. Naj­cie­kaw­sze arty­ku­ły pią­te­go nume­ru: Listy do redak­cji, recen­zja GURPS‐a, opi­sy pro­fe­sji i opis Gil­dii Bia­łych Magów.

Listy do redakcji

Chciał­bym zoba­czyć autor­kę Mar­ci­na Zaj­dla [inter­net mówi, że póź­niej nale­żał do Gdań­skie­go Klu­bu Fan­ta­sty­ki — nfg]. Pamię­tam pierw­sze swo­je sesje i pró­by pisa­nia gier — obie te rze­czy nie były zbyt mądre, ale wte­dy trak­to­wa­łem je bar­dzo poważ­nie. Tu, jak podej­rze­wam, autor listu po pozna­niu któ­rejś wer­sji D&D (dowód­ca to praw­do­po­dob­nie cal­ler, podob­ny roz­wój posta­ci) stwo­rzył swo­ją grę w wie­ku 12 – 13 lat. Cie­ka­wa jest pró­ba ter­mi­no­lo­gii: autor na zmia­nę uży­wa ter­mi­nu „gracz pro­wa­dzą­cy” na zmia­nę z „MG”, widać też, że autor ma już ukształ­to­wa­ne poglą­dy na pro­wa­dze­nie. Ja z kolei rpg zosta­łem wpro­wa­dzo­ny przez sys­tem autor­ski czło­wie­ka, któ­ry był od więk­szo­ści nas star­szy o ponad 10 lat i wła­śnie podob­nie do Mar­ci­na Zaj­dla mówił o gra­niu. Zasta­na­wiam się, skąd się wzię­ło takie wła­śnie podej­ście do gra­nia, bio­rąc pod uwa­gę nie­wiel­ki dostęp do pod­ręcz­ni­ków. Naj­lep­sze jest stwier­dze­nie, że sys­tem co praw­da róż­ni od KC sys­te­mem wal­ki, magii, itp., ale pod­sta­wo­we zasa­dy są pra­wie takie same. Co w takim razie pozo­sta­je takie samo?

GURPS

Sama recen­zja jest dłu­ga i żmud­na, ale o ile pamię­tam swo­je wra­że­nia z czy­ta­nia MiM‐a w tam­tym cza­sie, czy­tał­bym to wie­lo­krot­nie i upa­jał się nowy­mi infor­ma­cja­mi. Spo­ro gra­łem w GURPS‐a i o ile sam tekst jest omó­wie­niem, to wycho­dzi spo­ro cie­ka­wo­stek o ówcze­snej kul­tu­rze gra­nia. Autor znał 7 sys­te­mów i pisze o tym, jak­by to było dużo. Dziw­nie się patrzy na rodze­nie się ter­mi­no­lo­gii — cechy nega­tyw­ne zamiast wad, rzu­ty praw­do­po­do­bień­stwa jako, podej­rze­wam, testy, cechy nad­na­tu­ral­ne zamiast zalet. Nie wiem, czy trak­to­wać zma­ga­nia auto­ra tek­stu z porów­ny­wa­niem GURPS‐a ze D&D jako jego pry­wat­ne roz­wa­ża­nia czy wte­dy popu­lar­ne poglą­dy.

Przy tym wszyst­kim naj­cie­kaw­sze są dwie rze­czy. Jed­na to przed­sta­wie­nie set­tin­gu Dzi­kie­go Zacho­du jako „kolo­ni­ści wal­czą­cy z dzi­ku­sa­mi”, a pod­sta­wo­wa rzecz o dodat­ku to roz­pi­ska mecha­nicz­na bro­ni. Jeśli o mnie cho­dzi, to takie podej­ście jest sła­be i smut­ne. Jestem fanem Dzi­kie­go Zacho­du i takie popkul­tu­ro­wo rasi­stow­skie pod­su­mo­wa­nie nie spra­wia mi przy­jem­no­ści, ale też zbyt­nio mnie nie dzi­wi.

Dru­ga to pod­su­mo­wa­nie, w któ­rym autor wyli­cza dodat­ki, któ­rych uży­wa, i jest ich cał­kiem spo­ro. Sam pamię­tam pierw­szy rok  gra­nia, jesz­cze przed wyda­niem War­ham­me­ra, kie­dy uda­wa­ło mi się raz na pół roku poje­chać do War­sza­wy i oglądać/kupować angiel­skie pod­ręcz­ni­ki i kar­cian­ki — było tego mnó­stwo. Pro­ble­mem był brak wie­dzy. Więc moje pyta­nie jest pro­ste —  jak wte­dy było w koń­cu z dostę­pem do pod­ręcz­ni­ków?

KaCety

astrolog przy pracy

astro­log przy pra­cy

Mało gra­łem w KCty i już daw­no po okre­sie świet­no­ści. Tym bar­dziej dzi­wi mnie, jak mało z tego, co czy­tam w MiM‐ach, poja­wi­ło się na moich kil­ku sesjach. Gra­li­śmy w kla­sycz­ne fan­ta­sy, a KaCe­ty może i korzy­sta­ją z klisz, ale dodat­ko­wo wsta­wia­ją mecha­nicz­ne roz­wią­za­nia pro­sto do świa­ta Orchii. I to jest świet­ne, a przy tym abs­trak­cyj­ne. Więc tak:

  • pozio­my są czymś real­nym w świe­cie gry: Gwar­dzi­sta nale­ży do związ­ku zawo­do­we­go, któ­ry gwa­ran­tu­je mu pła­cę mini­mal­ną zależ­ną od pozio­mu doświad­cze­nia (wli­cza­jąc w to pre­mię rocz­ną).
  • zależ­nie od pozio­mu posta­cie mają spo­łecz­ne zobo­wią­za­nia. Muszą budo­wać twier­dze i zdo­by­wać ludzi (tak wiem, że jest to wzię­te z D&D) i to w bar­dzo kon­kret­ny spo­sób.
  • kodeks rycer­ski i dobry cha­rak­ter wymu­sza ści­słe odgry­wa­nie, a MG może nawet prze­jąć postać i karać utra­tą pede­ków lub zablo­ko­wa­niem roz­wo­ju.
  • każ­dy łow­ca powi­nien być eko­wo­jow­ni­kiem.
  • czar­ny rycerz musi pró­bo­wać usta­na­wiać złe pra­wa! Dobro i zło jest w Orchii bar­dzo jed­no­znacz­ne i bar­dzo zgod­ne z mecha­nicz­ny­mi usta­le­nia­mi.
  • zabój­cy są hono­ro­wi i pra­wie zawsze zwra­ca­ją zalicz­kę w przy­pad­ku nie­po­wo­dze­nia.
  • oraz hit nume­ru — zdol­ność pro­fe­syj­na kapła­na: samo­bój­stwo.

Gil­dia Bia­łych Magów — tu zno­wu mamy potwier­dze­nie, że pozio­my posta­ci są real­ne w świe­cie Orchii. A so tego punk­ty magii moż­na kupo­wać jak pali­wo na sta­cji ben­zy­no­wej i mieć zniż­kę dzię­ki kar­cie sta­łe­go klien­ta. Podo­ba mi się też absur­dal­na biu­ro­kra­cja. Gil­dia Bia­łych Magów wysta­wia doku­men­ty człon­kow­skie, żąda doku­men­tów na piśmie. Chciał­bym zoba­czyć ode­gra­nie takiej biu­ro­kra­cji w grze.

Czy te spe­cy­ficz­ne ele­men­ty Orchii były wyko­rzy­sty­wa­ne na sesjach?

 

Komentarze: 23

Komentarze są wyłączone.

Pierw­sza erpe­go­wa obsu­wa wydaw­ni­cza. 😉 WFRP wyszedł AFAIR w paź­dzier­ni­ku lub pod koniec wrze­śnia 1994.

W nume­rze dużo nago­ści od Musia­ła. Męskiej też. Jeże­li przy­jąć ilu­stra­cje za bar­dzo repre­zen­ta­tyw­ne dla świa­ta KC, to moż­na z tego też wycią­gnąć cie­ka­we wnio­ski. Takie że są nin­ja, oraz suk­nie odsła­nia­ją­ce pier­si.

    Ano, nin­ja był dziw­ny. Pisa­łeś o por­no­gra­ficz­nej sztu­ce Musia­ła. Cie­ka­we ile z tych rysun­ków zosta­ło prze­ro­bio­nych z uprzed­nio por­no­gra­ficz­nych gra­fik, a ile powsta­ło bez­po­śred­nio do KC. Taka ilość gra­fik na mie­siąc to nie w kij dmu­chał.

W tym nume­rze jest też „Demo­nicz­na Hor­da”, przy­go­da do KC. Podob­nież osła­wio­na i sła­ba (cze­mu?). Jest to jak na razie jedy­na, któ­ra ma przy­pi­sa­ne autor­stwo (Artur Szyn­dler), choć wiem, że są spe­ku­la­cje, że to też konwersja‐plagiat z cze­goś. Ktoś miał doświad­cze­nia z przy­go­dą?

    Sła­ba gdyż — jeśli mnie pamięć nie myli — pole­ga­ła dosłow­nie na tym, że dru­ży­na od jed­nej wal­ki szła bez­po­śred­nio do kolej­nej i kolej­nej (bez moż­li­wo­ści zro­bie­nia cze­go­kol­wiek inne­go niż pój­ście dalej jed­ną jedy­ną moż­li­wą dro­gą), po to by na koń­cu zmie­rzyć się z demo­nem.
    Po tylu potycz­kach po kolei nie było szan­sy by posta­cie, na suge­ro­wa­nych pozio­mach, były w peł­ni sił — zakła­da­jąc, że pro­wa­dzi­ło się sen­sow­nie i kapła­ni nie mie­li setek/tysięcy MP by móc wyle­czyć wszyst­ko i wszyst­kich — co w 90% przy­pad­ków praw­do­po­dob­nie koń­czy­ło się TPK.
    Tak przy­naj­mniej ja to pamię­tam.
    Nawet na tam­te cza­sy, kie­dy nie cze­pia­no się zbyt­nio rail­ro­adin­gu, to ten hack&slash się bar­dzo rzu­cał w oczy.

      Dodaj kil­ka loso­wych miejsc na przy­pad­ko­wą śmierć. Ocio­sy­wa­nie posą­gów kil­ku­dzie­się­cio­ma rzu­ta­mi. Zga­dy­wa­nie, co jest przy­dat­ne, a co nie. No i decy­zje, któ­re nie­pod­ję­te w odpo­wied­nim momen­cie udu­pia­ją cię cał­ko­wi­cie póź­niej.
      No i kłe­sto­daw­ca na począt­ku roz­wa­la — robi i daje wszyst­ko, żeby dru­ży­na nie odmó­wi­ła.

        Raczej moż­li­wość TPK nie było wte­dy postrze­ga­ne jako wada. Przy­go­da Dom któ­ra tak napraw­dę była tyl­ko zwy­kłym Dun­ge­on Craw­le­rem (ale nie uprze­dzaj­my fak­tów), też mia­ła duży poten­cjał TPK, a ludzie z tam­te­go okre­su roz­pły­wa­li się nad genial­no­ścią owej przy­go­dy. Pamię­tam też spra­woz­da­nie z któ­re­goś konu, gdzie padło hasło, że MG się tyl­ko chwa­li­li, ile to już dru­żyn zabi­li 😉

        IMO Demo­nicz­na Hor­da obe­rwa­ła za linio­wość, posu­chę fabu­lar­ną, i brak „kli­ma­tu”.

W ONO kupi­łem swo­je pierw­sze kości :>

Skrypt Borej­ki moż­na zatrzy­mać naci­ska­jąc przy­cisk STOP w prze­glą­dar­ce od razu po naci­śnię­ciu OK w oknie powia­do­mie­nia o prze­nie­sie­niu na GIT GAMES. Moż­na sobie pomóc skró­tem kla­wia­tu­ro­wym zatrzy­mu­ją­cym wczy­ty­wa­nie stro­ny — kla­wisz ESC (przy­naj­mniej w Chro­mie).

Inna spa­wa, że Boej­ko nic cie­ka­we­go o tym nume­rze nie napi­sał.

Ani sło­wa o opo­wia­da­niu i ani wzmian­ki o słyn­nej Demo­nicz­nej Hor­dzie?

    Hej. Pod­czas rese­ar­chu natra­fi­łam na spo­ro komen­ta­rzy, jak to strasz­nie złą przy­go­dą była „Demo­nicz­na Hor­da”, w więk­szo­ści bez „dla­cze­go”. Dla mnie jed­nak była nud­na i nie­spe­cjal­nie wyróż­nia­ją­ca się. No tak, wpro­wa­dze­nie do przy­go­dy jest bzdur­ne (MG da posta­ciom wszyst­ko, byle tyl­ko gra­cze zgo­dzi­li się wziąć udział w przy­go­dzie), kolej­ne wal­ki nie mają ze sobą wie­le wspól­ne­go, tak, w pew­nym momen­cie, jeśli nie pój­dą za radą NPC‐a, to auto­ma­tycz­nie zgi­ną i moż­na tak wyli­czać. Nie ma tu jed­nak cze­goś spek­ta­ku­lar­nie głu­pie­go, nie róż­ni się moim zda­niem znacz­nie od wcze­śniej­szych. Podob­nie opo­wia­da­nie — jest sobie.
    Jeśli nato­miast masz doświad­cze­nie z pro­wa­dze­nia tej przy­go­dy, podziel się.

    Pyta­nie: jest sens zamiesz­czać spis tre­ści z nume­ru, choć­by w celach sen­ty­men­tal­nych?

      Gra­łem w Demo­nicz­ną Hor­dę w 94 i bar­dzo dobrze wspo­mi­nam tą przy­go­dę mimo, że w jej trak­cie dru­ży­na pokłó­ci­ła się i o mało co gra­cze nie poza­bi­ja­li się nawza­jem. Po raz pierw­szy otrzy­ma­li­śmy od MG magicz­ne przed­mio­ty, to było coś. Fina­ło­wą wal­kę roz­gry­wa­li­śmy pra­wie godzi­nę i było mnó­stwo satys­fak­cji gdy led­wie żywi w koń­cu poko­na­li­śmy demo­na.

        A opo­wia­da­nie jest bar­dzo waż­ne bo to pierw­sze opo­wia­da­nie któ­re­go akcja dzie­je się w uni­wer­sum Krysz­ta­łów Cza­su. I gra­łem w nie bo mój MG prze­ro­bił je na przy­go­dę bo w 94 był defi­cyt przy­gód.

          hej, w ogó­le dzię­ki za komen­ta­rze. Z mojej per­spek­ty­wy: gdy­by nie nazwy, to w ogó­le bym się nie zorien­to­wa­ła, że to opo­wia­da­nie w uni­wer­sum KC (a nie jest to powiedz­my Conan czy Fafryd i Sza­ry Kocur), tym bar­dziej że nie ma tam zbyt wie­le ele­men­tów, któ­re jakoś z mecha­ni­ki wyni­ka­ją czy bar­dziej cha­rak­te­ry­stycz­nych ele­men­tów świa­ta (np. jedze­nia aga­wy).

          Z opo­wia­da­niem jest cie­ka­wa spra­wa bo, jak widzę, jest kil­ka wer­sji świa­ta KC. Opo­wia­da­nie, przy­go­dy, gra­fi­ki, zasa­dy — część przy­gód jest kra­dzio­na z WFRP, Musiał ma swój spe­cy­ficz­ny styl, opo­wia­da­nie jest dla mnie, podob­nie jak dla Naked Fema­le Giant, w zasa­dzie uni­wer­sal­no­fan­ta­sy. To nie pokry­wa mi się i nie łączy w jeden set­ting.

@nakedfemalegiant opo­wia­da­nie dzie­je sie bodaj­że w sto­li­cy, Ostro­ga­rze, poja­wia sie kil­ka nazw cha­rak­te­ry­stycz­nych dla KC a dalej … to juz kla­sy­ka fan­ta­sy jak Conan 😛

@cutesealpup kom­plet­nie nie zga­dzam się z tym co piszesz 😀 rysun­ki Musia­ła to pod­sta­wa KC 😀 ja przy­go­dy kra­dłem nawet ze Śród­zie­mia 😛

Copyright © 2019. Powered by WordPress & Romangie Theme.