Archiwa tagów:I will not abandon you

Zombie Porn, czyli po co nam BHP

A kie­dy już Mon­te Cook wypu­ścił Con­sent in Gaming, zadu­mał się, bo wie­dział, że kolej­ny raz śro­do­wi­sko będzie toczy­ło tę samą dys­ku­sję o BHP w RPG.

Ta not­ka powsta­ła jako komen­tarz w dys­ku­sji na Erpe­go­wym Pie­kieł­ku i poni­żej jest wer­sja prze­re­da­go­wa­na. Cze­kam aż wresz­cie roz­mo­wa o BHP w RPG prze­su­nie się w stro­nę jak to robić, zamiast czy BHP jest potrzeb­ne, no ale trud­no, mamy co mamy.

Jak ktoś czy­tał wcze­śniej, w co gram, to wie, że inte­re­su­ją mnie rze­czy poza main­stre­amem, tema­tycz­nie, mecha­nicz­nie i wydaw­ni­czo. Że mam kate­go­rię na gry o sek­sie, sek­su­al­no­ści i ero­ty­ce. I że nie­spe­cjal­nie reagu­ję na pró­by zawsty­dza­nia. Co ozna­cza, że tema­ty na gra­ni­cy tabu bio­rę na warsz­tat regu­lar­nie i od razu poja­wia się kwe­stia, jak to zro­bić, żeby ludzie przy sto­le chcie­li się anga­żo­wać w tema­ty, któ­re mogą być pod­nie­ca­ją­ce, eks­cy­tu­ją­ce, zawsty­dza­ją­ce, przy­kre.

Tak czy siak w wąt­ku poja­wi­ło się zaje­bi­ste pyta­nie, jed­no z tych, któ­re nie tyl­ko zmu­sza­ją do myśle­nia, ale też do poukła­da­nia tego, co się myśli.

A czy to nie jest tro­chę tak, że wybie­ra­jąc „grę”, sesję, na któ­rą się idzie, z góry wie­my że będą poru­sza­ne tam tema­ty tabu bo jest to, daj­my na to, okre­ślo­ne w jakimś „set­tin­gu” czy coś (…)? Sama napi­sa­łaś, że masz praw­do­po­dob­nie szer­szy zakres gier, któ­re naj­praw­do­po­dob­niej bar­dziej trą­ca­ją o tema­ty tabu, więc sko­ro ogar­niasz w co będziesz gra­ła i wiesz że będzie tam temat tabu to powin­naś być z góry przy­go­to­wa­na na róż­ne moż­li­wo­ści.

KW

I pyta­ją­cy ma tro­chę racji: w pew­nych grach będzie wia­do­me na star­cie, co jest nie­usu­wal­ne, a w innych nie. Zobacz­my sobie War­ham­me­ra: Cha­os, kul­ty, małe mia­stecz­ka, korup­cja, poszu­ki­wa­cze przy­gód: o tym jest gra. Czy trze­ba ze wszyst­kich bogów Cha­osu eks­plo­ato­wać aku­rat Sla­ane­sha? Nie­ko­niecz­nie. Czy jeśli już bie­rze­my na warsz­tat Sla­ane­sha, musi na sesji być prze­moc sek­su­al­na? też nie. A jeśli już jest, czy koniecz­nie musi być ze szcze­gó­ła­mi i deta­la­mi? Prze­waż­nie rów­nież nie­ko­niecz­nie, moż­na przejść do tego co po, czy­li cze­go chce skrzyw­dzo­na oso­ba albo co robi kult po tym wszyst­kim. Kino robi takie skró­ty cały czas.

Z dru­giej stro­ny bio­rę sobie do gry Zom­bie Porn

Teraz będzie NSFW, Not Safe For Work. CW: seks, nekro­fi­lia, obra­zo­we przy­kła­dy.

Zom­bie Porn Mat­thij­sa Hol­te­ra to gra o zom­bich, któ­rzy chcą zostać gwiaz­dą prze­my­słu por­no­gra­ficz­ne­go, ale pra­gną też praw­dzi­wej miło­ści. Pod­czas gry będzie­my opo­wia­da­li sce­ny z pla­nu, kra­dli czę­ści cia­ła innych BG, wyzna­wa­li miłość i mówi­li o swo­ich uczu­ciach, to wszyst­ko na sty­ku por­no­gra­fii i śmier­ci. Gra jest grą rywa­li­za­cyj­ną, z warun­kiem zwy­cię­stwa: tyl­ko jeden gracz może wygrać, cza­sem nie wygry­wa nikt.

Plus jest taki, że kie­dy, pro­po­nu­jąc grę, opo­wiem to, co wyżej (nie oszu­kuj­my się, będzie to awkward), więk­szość osób szyb­ko będzie w sta­nie okre­ślić, że jed­nak grać nie chce (i nie dzi­wo­ta! więk­szość osób wywa­la się na tytu­le). Pozo­sta­li, któ­rzy zde­cy­du­ją się zagrać… jasne, mniej wię­cej wie­dzą, cze­go się spo­dzie­wać, ale nie wszy­scy potra­fią sobie wyobra­zić, jak to wszyst­ko zre­ali­zu­je się pod­czas gry, nawet jeśli umie się czy­tać zasa­dy i umie się prze­kła­dać je na to co się dzie­je przy sto­le. Wyobra­że­nie o grze to jed­no, a czym innym rze­czy­wi­stość: czy będę umia­ła w to grać, czy poziom żena­dy i por­no­gra­fii nie nie przy­tło­czy mnie w trak­cie — skąd mam wie­dzieć, jeśli nigdy w to nie gra­łam?

W trak­cie może się oka­zać, że np. por­no­gra­ficz­ność nie­któ­rych opi­sów jest zbyt krę­pu­ją­ca, żebym była w sta­nie kon­ty­nu­ować nar­ra­cję lub nawet uczest­ni­czyć w grze. Jasne, na począt­ku cała gru­pa z róż­nych powo­dów _zgodziła się_ na zagra­nie w tę grę, ale w trak­cie może się oka­zać, że jed­nak ktoś (lub kil­ka kto­siów) zorien­tu­je się, że jed­nak taki świet­ny pomysł jak się wyda­wa­ło.

Zna­czy jasne, ktoś powie, że jak się zgo­dzi­li, to muszą, że prze­ry­wa­jąc grę, psu­ją innym zaba­wę. Tyle że zaba­wa już jest popsu­ta, nie tyl­ko oso­ba, któ­ra prze­rwa­ła grę źle się bawi.

Jeśli gra­my w grę, któ­ra pole­ga na inte­rak­cji mię­dzy gra­cza­mi (i posta­cia­mi gra­czy), jeśli wyma­ga ona popi­sa­nia się kre­atyw­no­ścią i gene­ral­nie zaan­ga­żo­wa­nia się w two­rzo­ną fik­cję. Tyle że jeśli ktoś nie chce grać, to nie będzie się anga­żo­wał (a na pew­no nie na głęb­szym pozio­mie): dekla­ra­cje czy opi­sy będą płyt­kie i zdaw­ko­we, gracz/ka będzie unikał/a inte­rak­cji lub pew­nych tema­tów. Możesz zmu­sić do uczest­nic­twa, ale zaan­ga­żo­wa­nia nie wymu­sisz — taka gra po pro­stu nie będzie faj­na.

I teraz tak: oczy­wi­ste jest to, że w grze, gdzie trze­ba opi­sy­wać sce­ny z por­no­pla­nu, nie moż­na dać bana na seks, bo seks jest jed­ną z klu­czo­wych rze­czy, któ­re się w tej grze robi (seks i nekro­fi­lia, i kra­dzież czę­ści cia­ła) (moż­na za to nie grać). Ale: kie­dy mówi­my o sek­sie, to ktoś zapy­ta „a co z prze­mo­cą sek­su­al­ną?” (nie pytaj­cie, nie wiem cze­mu), tyle że to już nie jest tema­tem tej gry: spo­koj­nie może­my się bez prze­mo­cy sek­su­al­nej i/lub emo­cjo­nal­nej obejść, mogę to zako­mu­ni­ko­wać na star­cie, mogę w trak­cie opi­su gang­ban­gu popro­sić „hej, zrób­my tę sce­nę mniej bru­tal­ną”. Łagod­niej­szy opis nadal może być absur­dal­ny i hila­rycz­ny, nadal mogę powie­dzieć, że zom­bie odej­mu­je sobie trę­do­wa­ty czło­nek i teraz ope­ru­je nim ręcz­nie (zatrzy­maj­cie mnie) albo że sexy uczen­ni­ca zarzu­ca las­so ze swo­ich wła­snych jelit (stop, ple­ase)…

Przy oka­zji: samo Zom­bie Porn ma wbu­do­wa­ne mecha­ni­zmy BHP, np. to, że w sce­nie gra­cze opo­wia­da­ją nie­co nie­za­leż­nie od sie­bie i oso­ba, któ­ra ma kon­tro­lę nad sce­ną, ma pra­wo weta wobec tego, co doda­ją pozo­sta­łe oso­by, i podob­nie każ­dy co do tego, jakiej aktyw­no­ści pod­da­na jest lub wyko­rzy­sta­na jej/jego postać. Podej­rze­wam też, że zom­bie w tej grze są po to, żeby ta gra tema­tycz­nie nie bola­ła aż tak bar­dzo 🙂

Ale jest jesz­cze jed­no. Tyle wie­my o sobie, na ile nas spraw­dzo­no, i dopó­ki nie zagram, to się nie dowiem. Może być tak, że bar­dzo chcę zagrać w Zom­bie Porn, ale (i może wła­śnie dla­te­go) temat i spo­sób gry mnie tro­chę prze­ra­ża lub przy­tła­cza, i oczy­wi­ście strasz­ne żenu­je.

Zaje­bi­ście jest dostać wspar­cie od kum­pli: jeśli będzie potrze­ba, zro­bi­my prze­rwę albo odpu­ści­my sobie zaba­wę, ale póki co wes­prze­my cię w pro­wa­dze­niu pornograficzno‐trupio‐uczuciowej nar­ra­cji. Tak dużo łatwiej pod­jąć wyzwa­nie lub spraw­dzić, czy lubię, i brnąć w tę żenu­ją­cą zaba­wę, i czer­pać z niej przy­jem­ność, zamiast na każ­dym kro­ku musieć udo­wad­niać, że jestem dość edgy, a kątem oka spraw­dzać, co moi kum­ple na to. Nie chcę bać się odrzu­ce­nia i cze­kać na tek­sty, że jestem mięk­ka , bo nie sta­nę­łam na wyso­ko­ści zada­nia, kie­dy zająk­nę­łam się na sło­wie „penis”. (A nawet jeśli jestem, to co z tego?).

Słu­chaj­cie, to jest świet­na i pozba­wio­na dobre­go sma­ku gra, opar­ta na impro­wi­za­cji, w któ­rej tyl­ko jeden gracz może wygrać. Samo jej ist­nie­nie jest wyzwa­niem i pyta­niem czy chcę i czy potra­fię. Więc wra­ca­jąc do pyta­nia z góry: „czy powin­nam być przy­go­to­wa­na na róż­ne moż­li­wo­ści”? Nie wiem, czy powin­nam, ale jestem! Jestem przy­go­to­wa­na na to, o czym jest gra, bo gra mi to mówi. Jestem przy­go­to­wa­na do gry: mam chęć i wolę. Ale jestem też przy­go­to­wa­na, że w trak­cie mogę nie chcieć, że mogę potrze­bo­wać wspar­cia, że nagle się oka­że, że coś budzi we mnie emo­cje więk­sze niż się spo­dzie­wam, że wymięk­nę, albo że ktoś inny nie będzie chciał grać, a ja będę nie­za­do­wo­lo­na. To jest ok, to się zda­rza, ale sta­ra­my się zadbać o sie­bie, przede wszyst­kim jeste­śmy kum­pla­mi.

Mamy tu śmierć i pogoń za karie­rą, mamy seks, dużo uczuć i odci­na­nie czę­ści cia­ła. Sam ten miks jest tak absur­dal­ny, że ser­ce (lub dowol­ne inne miej­sce, gdzie się sado­wią emo­cje) krzy­czy, że war­to, że tu się będą dzia­ły rze­czy. Po co grać tyl­ko w to, co już wiem, że dam radę?

No i wie­cie, zagra­łam w Zom­bie Porn. O rany, jakież to było hila­rycz­ne i gorzko‐słodkie jed­no­cze­śnie.

Umówmy się na randkę, umówmy się na sesję

To jest wpis z kate­go­rii tych,  gdzie roz­k­mi­niam jak i po co ja wła­ści­wie gram. Dla odmia­ny nie będzie o gra­niu, ino o tym co się dzie­je wokół. O sesji jako spo­tka­niu spo­łecz­nym, o uma­wia­niu się. Ten tekst jest też kon­ty­nu­acją prel­ki Nigdy z wami nie gra­łam (lin­ki pod tek­stem).

Kon­tekst jest taki, że co jakiś czas odświe­ża­my eki­pę do gra­nia, a gra­my obec­nie on‐line głów­nie. Praw­dę mówiąc jest to dość fru­stru­ją­ce, ale alter­na­ty­wą jest gra­nie w ogó­le, ew. w 2 – 3 oso­by, a nie każ­da gra pój­dzie.

Zało­że­nie: nie inte­re­su­je mnie gra z kim­kol­wiek. Szu­kam kogoś, kto domyśl­nie będzie chciał roz­gry­wać podob­ny zestaw tema­tów i gier jak ja i moja gru­pa. Kogoś, kto podej­dzie do gry z entu­zja­zmem. Kogoś, kto ogar­nie mecha­ni­kę i będzie w sta­nie na mini­mal­nym pozio­mie impro­wi­zo­wać (i będzie miał odwa­gę, i będzie chciał się uczyć). Wresz­cie (waru­nek koniecz­ny): będzie porząd­nym czło­wie­kiem, a nie głu­pim sek­si­stą. Kobie­ty mile widzia­ne.

Nie oszu­ku­ję się, to nie będzie łatwe. Na dro­dze do zna­le­zie­nia ide­al­ne­go gra­cza cze­ka mnie wie­le roz­cza­ro­wań. To nie zna­czy, że nie war­to pró­bo­wać. Bywa tak, że roz­sta­je­my się po jed­nej czy kil­ku sesjach: nic w tym złe­go, cza­sem nie war­to się męczyć. Bywa, że roz­sta­nie­my się po kłót­ni — cóż, cza­sa­mi nie da się nic zro­bić z nie­do­pa­so­wa­niem.

Sztuczka nr 1: ogłoszenie.

ogłoszenie

W infor­ma­cji poda­ję swo­je ocze­ki­wa­nia (wobec kogoś) oraz doświad­cze­nia (wła­sne). Nazwy sys­te­mów (w co chce­my grać lub w co gra­li­śmy dotych­czas) mają dać poję­cie, cze­go moż­na się spo­dzie­wać, mówi to tro­chę o sty­lu gra­nia, tro­chę o inte­re­su­ją­cym nas kli­ma­cie lub tema­tach.
Istot­nym ele­men­tem jest pro­po­no­wa­ny ter­min gry — jak nie masz cza­su grać, to choć­by­śmy byli erpe­go­wy­mi połów­ka­mi poma­rań­czy, nic z tego nie wyj­dzie.

Sztuczka nr 2: rozmowa kwalifikacyjna

Oso­by, któ­re się zgło­szą, zapra­szam do roz­mo­wy na sky­pe (lub alter­na­tyw­nym komu­ni­ka­to­rze). Jeśli ktoś nie ma na to cza­su — odpa­da. To pierw­szy sygnał, że może nie mieć cza­su na sesję. Jeśli nie przyj­dzie na umó­wio­ną roz­mo­wę — wypad. Umie­jęt­ność kon­tak­to­wa­nia się i dopa­so­wy­wa­nia to mini­mum, żeby gra się odby­ła.

Pod­czas samej roz­mo­wy pod­py­tu­ję o róż­ne rze­czy i sta­ram się powziąć wyobra­że­niem, jakim czło­wie­kiem i jaką erpegówką/ erpe­gow­cem jesteś, w co gra­łaś, co lubisz. Pytam o sto­su­nek do sek­su i prze­mo­cy, infor­mu­ję o potrze­bie feed­bac­ku z two­jej stro­ny (nie jestem wróż­ką, nie domy­ślę się, czy coś za moc­no, za sła­bo itd.). Roz­mo­wę koń­czę czymś w sty­lu „zadzwo­ni­my do pana” — nie­ste­ty, repre­zen­tu­ję całą gru­pę i muszę się zasta­no­wić, czy wszy­scy razem się doga­da­my. Gene­ral­nie daję znać, nawet jeśli nie zosta­niesz wybra­ny.

Sztuczka nr 3: karta X

No dobra, sko­ro się nie zna­my, a w naj­lep­szym wypad­ku zna­my się sła­bo, to war­to przy­po­mnieć BHP. Kar­ta X lądu­je na sto­le, zwy­kle w for­mie: mów, jak coś ci nie leży, wte­dy prze­rwie­my grę lub wyco­fa­my sce­nę. Tak, zakła­da­my, że się o sie­bie trosz­czy­my — to jest basic shit. (Waż­ne: nie zawsze wszyst­ko się uda, po pro­stu domyśl­nie się sta­raj­my).

Więc jeśli zaczniesz z tego kpić, mówić, że to nie­po­trzeb­ne, że trze­ba grać twar­do, to mogę się spo­dzie­wać, że raczej dłu­go nie pogra­my. Nie mówiąc o tym, że kie­dy gra­my twar­do, „I Will Not Aban­don You” (jak nazwa­ła to Megu­ey Baker) jest jesz­cze bar­dziej potrzeb­ne.

Sztuczka nr 4: feedback

Lubię, jeśli po sesji moż­na o tej sesji poga­dać. O tym co wyszło, gdzie mie­li­śmy pro­blem itd. Skąd­inąd wiem, że czę­sto ludzie nie umie­ją wyjść poza „faj­nie było” (co mnie strasz­nie wku­rza, bo nic mi nie daje i nie otwie­ra żad­nej roz­mo­wy). Z dru­giej stro­ny mi samej jest łatwiej być kry­tycz­ną niż pozy­tyw­ną.

Jeśli więc to ja pro­wa­dzę, pro­szę każ­de­go z gra­czy, żeby wskazał/ wymie­nił jed­ną rzecz, któ­ra mu się podo­ba­ła i jed­ną, któ­ra nie. Cza­sem z tego pyta­nia roz­wi­ja się jakaś roz­mo­wa, cza­sem zosta­ję z listą rze­czy do popra­wy. A ogra­ni­cze­nie jed­no takie, jed­no takie zapo­bie­ga przed lita­nią żalów… no i łatwiej jed­nak przy­jąć kry­ty­cyzm, gdy się dosta­je coś pozy­tyw­ne­go.

Linki

Copyright © 2019. Powered by WordPress & Romangie Theme.